spacer spacer
  tak zaczynaliśmy...
Strona główna
Pierwsze kroki
AKADEMIA
Wina gronowe
Wina owocowe i inne
Miody pitne
Nalewki
Wino w kuchni
Indeks nazw i pojęć
FORUM
Login
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie
 
Wyniki konkursu na legendę Drukuj E-mail
Napisał Administrator   
niedziela, 11 marzec 2007

26 lutego 2007 r.

Ogłoszono wyniki konkursu na najciekawszą opowieść wyjaśniającą nazwę domowego wina, miodu lub nalewki. W konkursie brali udział użytkownicy forum winiarzy domowych

Pierwsze miejsce przypadło emto za legendę dotyczącą nazwy KONTUSZÓWKA.

Drugie miejsce - za legendę o nazwie MIODEK SZCZĘŚLIWEGO MISIA - zajął PleMWiniarz

NALEWKA ŻMUDZKA - ta legenda przyniosła trzecią nagrodę w konkursie dla alekor'a
 

KONTUSZÓWKA 

Rzecz miała miejsce w zamierzchłych czasach, gdy zbójcy grasowali na drogach i napadali na karawany kupieckie, a na ziemiach dzisiejszej Polski panowała „złota wolność szlachecka”. Istniał wówczas przepis, iż każdy kupiec musi zatrzymać się w mieście mającym tzw. prawo składu i wystawić swój towar na sprzedaż przez co najmniej siedem dni. Wiązało się to z obowiązkiem opłaty, którą dziś nazwalibyśmy podatkiem od dóbr luksusowych czy też akcyzą. Największą opłatą obłożone były zioła, cytryny oraz miód. Prawo składu nie obejmowało tylko spirytusu.

Kupcy starali się na wszelkie możliwe sposoby omijać miasta z prawem składu, jednakże ówczesna sieć drogowa była tak zbudowana, iż było to zadanie niezmiernie trudne, a ponadto urzędnicy królewscy, których dziś nazwalibyśmy policją skarbową bacznie kontrolowała wszystkie karawany kupieckie czy stosują się do tego przepisu. W razie wykrycia próby ominięcia miasta stosowane były drastyczne kary – od zajęcia towaru i całej karawany po łamanie na kole w przypadku recydywy. Nie odstraszało to jednak kupców i wielu z nich nie bacząc na straszliwe konsekwencje takich poczynań permanentnie drwiło z królewskich przepisów.

Najsłynniejszym z nich był Janko z Gilowa, o którym już za życia krążyły legendy po całej Rzeczypospolitej jak to sprytnie oszukuje fiskusa. Janko był postawnym, przystojnym mężczyzną i był niezrównany w łamaniu niewinnych serc dziewczęcych. Miał też podobno kontakty ze zbójeckim światkiem i dlatego mógł wędrować niebezpiecznymi drogami nienękany ani przez samych zbójców, ani urzędników skarbowych, którzy z obawy o swe życie i zdrowie nie zapuszczali się na zbójeckie tereny. Pewnego razu Janko z Gilowa jechał z towarem do Lublina na trwający w tym czasie sejmik szlachecki. Wiózł ze sobą suszone liście lawendy, anyż, badian, kolendrę, imbir, gałkę muszkatułową, cytryny, miód oraz spirytus. Wiadomo było bowiem powszechnie, iż obradująca na sejmikach szlachta nie szczędzi grosza na wymienione dobra.

Jak zwykle Janko z Gilowa jadąc do punktu przeznaczenia sprytnie omijał miasta z prawem składu i z niezwykłą zręcznością umykał ówczesnej policji skarbowej. Szczęście jednak nie może trwać wiecznie. Janko dowiedział się od jednego ze swych tajnych współpracowników, iż szykowana jest na niego wielka obława i w przeciągu kilku godzin jego karawana zostanie zatrzymana do rewizji. Janko nie był jednak w ciemię bity i wpadł na szatański koncept. Postanowił wszystkie zioła, cytryny oraz miód zatopić w beczkach ze spirytusem (należy w tym miejscu przypomnieć, iż spirytus nie był objęty prawem składu). Jak pomyślał, tak zrobił. Jakież było zdziwienie urzędników skarbowych gdy Janko ze stoickim spokojem pozwolił na rewizję swojej karawany. Większe zdziwienie ich ogarnęło gdy w podczas przeszukiwania karawany nie znaleźli nic poza spirytusem w beczkach. Chcąc nie chcąc musieli puścić go wolno.

Sprytny Janko z Gilowa zadowolony ze swego podstępu postanowił pozostawić towar zatopiony w spirytusie i nie niepokojony więcej przez nikogo dotarł po miesiącu do Lublina na sejmik. Gdy wreszcie otworzył beczki ogarnęła go wielka rozpacz. Otóż zioła i cytryny nadawały się tylko do wyrzucenia, miód zaś rozpuścił się w spirytusie. „Do diaska, cóżem najlepszego uczynił” zaklął szpetnie Janko, jednak w tej samej chwili dotarł do niego niesamowity zapach spirytusu. Janko wychylił kwaterkę i oniemiał – tak cudownego w smaku alkoholu jeszcze nie pił.

„Ło matulu, Jezusicku, toż to lepse jak łokowitka!” wykrzyczał. Postanowił zarobić na tym niezwykłym trunku i zaczął sprzedawać go w niewielkich buteleczkach (zwanych dziś piersiówkami) szlachcie obradującej na sejmiku. Cały stan szlachecki dosłownie oszalał na punkcie spirytusu z suszonymi liśćmi lawendy, anyżem, badianem, kolendrą, imbirem, gałką muszkatułową, cytryną i miodem. Szlachta z całej Rzeczypospolitej, wszystkie najznakomitsze rody tak docenili ten napitek, że te małe buteleczki z trunkiem nosili ciągle przy sobie chowając je za poły kontuszy. Z tej przyczyny nalewkę taką zaczęto z czasem zwać kontuszówką. Nazwa ta przetrwała po dziś dzień. Szkoda tylko, że prawie nikt już nie pamięta o Janku z Gilowa, który był pierwszym wytwórcą kontuszówki. 

 

MIODEK SZCZĘŚLIWEGO MISIA

Misiu zamyślił się, wbijając wzrok w szczelinę swojej jaskini. Migoczące gwiazdy skłaniały do wspomnień i marzeń. Co będzie, kiedy zrealizuje wreszcie swój plan? Czy jego życie stanie się takie, o jakim zawsze śnił?
Rozmyślania przerwał dziwny dźwięk dochodzący spod ściany. Niedźwiedź podniósł się z trudem i kulejąc podszedł bliżej do źródła dźwięku. Pod ścianą siedziała przyczajona wiewiórka. Widział w jej oczach połączenie przerażenia i pogardy. Wszystkie zwierzęta tak na niego patrzyły, chociaż nigdy żadnemu z nich nie wyrządził krzywdy. Jednak był największy w lesie, a blizny na rozszarpanej nodze nigdy nie porosły sierścią. Warknął cicho, zły, że musiał powrócić na jawę.
 
W oczach wiewiórki pozostało już samo przerażenie.
Zaczęła szybko analizować otoczenie, szukając drogi ucieczki.
- Czego chcesz? - niedźwiedź zagrodził jedyną drogę łapą. Wiewiórka podskoczyła.
- Ja ... eee ... ja tylko ... - czuła pustkę w głowie, miała nadzieję uniknąć spotkania, ale nie udało się, teraz trzeba przeżyć, coś wymyślić, jak powie prawdę, to ...
- Tylko co? - Niedźwiedź zawahał się na chwilę, widząc, że oczy wiewiórki się zwilżyły. Trochę złagodził ton głosu –weszłaś w nocy do mojego domu, mogę wiedzieć, po co?
- Ale ... Ty ... nie chcesz mnie skrzywdzić?
 
Wiewiórka usiadła zrezygnowana. Raczej spodziewała się, że ze spotkania ze słynnym potworem nie wyjdzie cało. A tu niespodzianka – potwór chce z nią rozmawiać
- Chodzi o to, że ... mróz trzyma dłużej niż myśleliśmy. Nie mamy wystarczających zapasów... moje maluchy zaczynają płakać z głodu – w wiewiórce coś pękło. Nie zamierzała opowiadać tego wszystkiego niedźwiedziowi, ale zbyt długo musiała dusić to w sobie.
 
Z jej oczu zaczęły powoli kapać łzy – A wszyscy wiedzą, że zrobiłeś duże zapasy, o wiele za duże nawet na ciebie. Tak szybko zebrałeś cały miód w okolicy, że nikt inny nie miał nawet okazji go powąchać. Myślałam, że jeszcze śpisz ... chciałam się trochę poczęstować. Moje dzieci nie byłyby głodne, a ty byś pewnie nawet nie zauważył różnicy ... Przepraszam ...
 
Niedźwiedź siedział w osłupieniu. Pierwszy raz od bardzo dawna ktoś do niego mówił bez wyzwisk i krzyków. Problem w tym, że dzieci wiewiórki chciały miodu, a on nie mógł im go oddać – chociaż faktycznie miał go o wiele za dużo dla siebie samego.
- Chodź ze mną – podniósł się powoli. Wiewiórka otarła oczy i spojrzała na niego. Teraz już nie widziała wielkiego, groźnego i obrzydliwego potwora. Wstała i ruszyła za nim, chociaż wciąż była pełna wątpliwości. Po chwili minęli korytarz jaskini i stanęli na progu spiżarni.
 
To, co ukazało się oczom wiewiórki, zdecydowanie nie było tym, czego się spodziewała. Zamiast słoi pełnych miodu spiżarnia była pełna dziwnych butli, z których wystawały zakręcone rurki. To, co było w środku, trochę wyglądało jak miód ... a trochę nie. Tylko w jednym kącie leżało jeszcze trochę jedzenia – suszonych owoców i kory. Zaskoczona wiewiórka nie mogła wydusić z siebie słowa. Patrzyła to na niedźwiedzia, to na dziwną zawartość spiżarni.

- Witaj w moim królestwie – zaczął miś – Jak widzisz, jedzenia nie mam dużo, ale weź ile potrzebujesz. Mam nadzieję, że niedługo przyjdzie wiosna, jakoś dotrwam.
- Dziękuję, ale co się stało z tym całym miodem? Tyle go nazbierałeś … i co to za butle?
- Widzisz ... ja ... - teraz niedźwiedź się zająknął, ale postanowił, że komuś musi się zwierzyć – ja tylko chciałem, żeby ktoś mnie polubił.
 
Z miny wiewiórki można było wywnioskować, że nie widzi żadnego związku między zawartością spiżarni a wypowiedzianym zdaniem, więc niedźwiedź westchnął, usiadł i zaczął:
- Kiedy byłem mały, podczas spaceru z rodzicami po lesie natknęliśmy się na myśliwych. Próbowaliśmy uciec, ale ich kule były szybsze. Najpierw trafili mamę ... wtedy tata zatrzymał się i ruszył na nich wołając do mnie, żebym uciekał ... oni ... ja widziałem ... zawsze był silny i szybki ... a nagle przewrócił się zupełnie bezwładnie ... - Na chwilę przerwał zdziwiony tym, że w jego oczach zaczęły kręcić się łzy. Nigdy nie płakał. Wiewiórka podeszła i pogłaskała go po nodze.
 
Otarł oczy i kontynuował:
- Nie wiedziałem, co robić ... ale oni już mnie zobaczyli, musiałem uciekać. Poczułem ból w nodze, zacząłem utykać, ale byłem już daleko. Przestali mnie gonić. Wróciłem do jaskini, wychodziłem z niej tylko, kiedy musiałem znaleźć pożywienie. Nikt mnie nie rozumiał. Zwierzęta się mnie bały.
 
Ale ostatnio postanowiłem to zmienić. Dlatego przypomniałem sobie stary przepis taty i nazbierałem miodu ... chciałem zrobić dużo napoju, żeby zaprosić wszystkie zwierzęta na przyjęcie ... żeby mnie polubiły.
- Ale ... ten napój ... co to jest?
- Chyba nie ma specjalnej nazwy ... ale jest dobry – niedźwiedź rozmarzył się – po wypiciu robi się tak cieplutko i tak przyjemnie ...

- Kiedy chcesz zrobić to przyjęcie?
- Nie wiem ... napój już jest prawie dobry ... myślę, że do pełni będzie można go pić. Ale boję się, że nikt nie przyjdzie ... wszyscy się mnie boją ...
- Wiesz co? Mam pomysł! - wykrzyknęła wiewiórka i zerwała się – Ja przekażę wszystkim zwierzętom. Ciebie się mogą bać ... ale mi uwierzą!
Decyzja została podjęta. Tej nocy niedźwiedź zawarł swoją pierwszą przyjaźń i zaplanował wielkie przyjęcie, które miało zmienić całe jego życie.

Kiedy nadszedł ważny wieczór, w jaskini wszystko było gotowe już od rana. Jednak długo nikt się nie pojawił. Niedźwiedź bał się, że nie wytrzyma czekania.
Jako pierwsza progi jaskini przekroczyła wiewiórka z dziećmi. Zaraz za nią, powoli weszła rodzina zajęcy. Im później było, tym więcej zwierząt wypełniało jaskinię. Najpierw niepewnie i powoli. Po jakimś czasie jednak wszyscy oswoili się z myślą, że straszny niedźwiedź wcale nie jest taki straszny – a duża była tutaj zasługa dziwnego napoju.

Kiedy zaczęło świtać, goście zaczęli się rozchodzić do domów. Teraz już bez oporów podchodzili do gospodarza, aby go osobiście pożegnać i podziękować za zaproszenie. Na końcu w jaskini została już tylko wiewiórka. Z uśmiechem spoglądała na twarz niedźwiedzia, która wyrażała nieopisane szczęście. Podeszła bliżej i powiedziała:
- Myślę, że wiem, jak możesz nazwać swój cudowny napój.
I od tej pory wszyscy znali napój pod nazwą Miodek Szczęśliwego Misia ... i co roku pomagali niedźwiedziowi zbierać miód, aby wspólnie móc świętować nadejście wiosny.

 

NALEWKA ŻMUDZKA

Wśród nieprzebytych kniei krainy rozciagającej się od Niemna po Niewiażę od zamierzchłych czasów zamieszkiwało plemię Żmudzinów, a byli oni poddanymi władcy Litwy Mendoga z litewska zwanego Mindaugasem. Ponieważ czyste wody obfitowały w ryby, mateczniki kryły w sobie grubego zwierza, nad podmokłymi łąkami nieustannie rozbrzmiewał łopot skrzydeł dzikiego ptactwa, a pradawne bory roiły się od nieprzebranej mnogości różnorodnej zwierzyny łownej - przeto książę wraz ze swoją drużyną nader często zapuszczał się na te tereny.

Upolowanymi podczas łowów trofeami zdobił swoje książece komnaty, aby podczas biesiad snuć barwne opowieści o swoich myśliwskich wyczynach. Im dłużej trwała uczta, im częściej krążyły dzbany z trunkami dolewanymi do ochoczo nadstawianych czarek, tym bardziej rozwiązywały się języki, sypały się niewybredne żarty, tym rubaszniejsze stawały się dowcipy.

Ale książę nie brał w tym udziału. Sączył małymi łyczkami specjalnie dla niego sprowadzoną ze Żmudzi nalewkę, a jego rozmarzone oczy coraz bardziej iskrzyły się na wspomnienie pewnej żmudzkiej dziewczyny, która głęboko zapadła mu w pamięć z powodu godnej podziwu postawy wobec rozochoconych biesiadników. Traktując ich zaczepki z iście anielską cierpliwością, a równocześnie z respektem należnym czcigodnym rycerzom potrafiła ujarzmić ich rozpasaną wyobraźnię i skierować ją w stronę delektowania się wybornym aromatem i smakiem nalewki od dawien dawna sporządzanej na Żmudzi z suszonych na przypiecku śliwek i ususzonej ruty (z wianka rucianego?). Z całą pewnością dodawało się do niej cytryny i jeszcze czegoś sekretnego i bardzo pilnie strzeżonego.

Po wypiciu nalewki Żmudzini - naród z natury zamknięty w sobie, mrukliwy, nieskory do rozmów i dosyć ponury - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stawali się wylewni i serdeczni, życzliwi dla całego świata. To samo działo się również z myśliwymi towarzyszącymi księciu podczas polowań: wyuzdani zbereźnicy, pożeracze serc niewieścich i postrach miejscowych białogłów w miarę opróżniania kolejnych kielichów przeistaczali się w łagodne baranki, wodzili rozanielonym wzrokiem za uwijającą się wśród nich dziewczyną z dzbanem wypełnionym bursztynowym trunkiem. Gdzieś ulatniały się ich grzeszne żądze, a w oczach pojawiał się zachwyt dla urodziwej i zręcznej Żmudzinki.

Nie mieli pojęcia, że szlachetną przemianę swojego usposobienia zawdzięczają trunkowi.Natomiat bardzo dobrze wiedziała o tym dziewczyna i sprytnie wykorzystywała cudowne właściwości nalewki jako tarczy obronnej dla swojej dziewiczej czci... . Jak widać z powodzeniem. No i książę Mindaugas też musiał wiedzieć, oczywiście, co można było poznać po jego wyrazie twarzy i uśmiechu skrywanym pod sumiastym wąsem.

Następny >
spacer
STOWARZYSZENIE
Napisali o nas
Dla prasy
Kontakt
Linki, adresy
Pliki do pobrania
Użytkownicy online
Aktualnie jest 68 gości online
Advertisement
Advertisement
Advertisement


Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.
Mambo 4.5.5 PL powered by MamboPL.com Team
spacer
spacer spacer