Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dzikie drożdże | jak to robiono dawniej??:)
#61
Jasne, wiele rzeczy dawnych i tradycyjnych dzisiaj budzi uśmiech politowania. Ale tracimy też i wiele wartościowych umiejętności. Nie bez kozery w Szwecji rząd zachęca obywateli (finansowo) do studiowania niemal-zapomnianej sztuki naprawiania. Bo wszyscy przecież kupują nowe.

Ja trochę się na razie bawię i rozglądam. Trzy nastawy po ok. 10 l zrobiłem na dzikich drożdżach, czwarty, z owocu róży, na zakupionych w sklepie. Jeśli mogę się pobawić na własnym surowcu, do tego powtarzać uzyskany efekt z roku na rok, to czemu nie poświęcić jednego gąsiorka 15 l na taką działalność. Może za 4 lata będę oferował moje super drożdże w sprzedaży wysyłkowej ;) Mam jeszcze kilka balonów 15l, a do tego jeden 50l, w nich będę prowadził bardziej książkową działalność. Takie hobby ;)
Odpowiedz
#62
Zachęcam do lektury "Winnicy marzeń" Caro Feely. Autorka wspomina w niej o pozytywnym wpływie miejscowych "dzikusów" na wytwarzane trunki.
Odpowiedz
#63
Sprzedawać "dzikusy" to (moim skromnym zdaniem) jak sprzedawać deszczówkę. Niby można ale w sumie niewiadomo w jakim celu skoro wszędzie ich pełno.

Odpowiedz
#64
Ojtam ojtam. Ja czasem robię miód sycony, mimo że nie widzę w tym logicznego wyjaśnienia, ale po prostu lubię tą magiczną otoczkę, toteż kolegę rozumiem.
Jak robisz kilka nastawów w tym jeden na kupionych i chcesz mieć czysty osad z tych "dzikusów", to może być ciężko ze sterylnością. Po jakimś czasie może się okazać, że wyhodowałeś po kilku latach jakieś g995 czy inne dedykowane :D
W razie apokalipsy będziemy się do Ciebie odzywać po drożdże. Gołębiem czy czymś takim oczywiście.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#65
Sprzedawać dzikusy, hodować dzikie drożdże...
Chwila....
Ale jak dzikie drożdże się zaczyna hodować to już nie są dzikie lecz robią się z nich drożdże szlachetne (choć nie wiadomo jakiego szczepu).

Tak tylko sobie myślę że to próba wywarzenia otwartych drzwi.
To jest moje zdanie, nie musisz się z nim zgadzać. 
Odpowiedz
#66
Dajmy już spokój z tymi wywodami. Kolega chce się pobawić to czemu mu bronić. Spróbuje, zobaczy i sam oceni czy to ma sens.
PS Ja też się kiedyś w to bawiłem ale szybko dałem sobie spokój. Może byłem mało cierpliwy???
Krzysztof


Zapraszam na stronę:Piwo
i na tę stronę:Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych
Odpowiedz
#67
Kolega jak najbardziej może sprzedawać dzikie drożdże. I nawet się nie zdziwię jak by na tym zbił niezłe kokosy.
Taka sama sprawa z deszczówką. Zapakować to w puszki i napisać "Naturalna woda z Bieszczadzkich lasów"
Skoro sprzedają w Polsce "wiejskie powietrze z obory" w słoikach i "Himalajski wiatr" w puszkach to czemu nie dzikusy.
Pozdrawiam
Kamil
Odpowiedz
#68
http://www.homebrewwest.ie/bioferm-yeast...2219-p.asp
Skoro ktoś produkuje zestawy do hodowli własnych drożdży, to pewnie ktoś to kupuje i drożdże sobie hoduje...  ;)
Odpowiedz
#69
Mam wrażenie, że drożdżaki z winogron zebranych konkretnie na warszawskiej Pelcowiźnie, niedaleko wału wiślanego
- długo i żywo bąbelkowały w mojej piwnicy (14 st C)
- dały dobry klar
- ładnie pachniały już po 3 tygodniach (oddzielenie moszczu)

w przeciwieństwie do drożdży kupnych, które:
- ciągle nastaw jeszcze wali trochę drożdżami (2 miesiące od nastawienia),
- wolniej pracują w mojej piwnicy, a problem mam taki, że po domu biegają koty i dzieci i to jedyne miejsce...

Dzikusy z nastawów z owoców spod Mszczonowa i Lublina okazały się jednakże failem.

Podsumowując, na ogląd, niuch, smak, intuicję, dzikie z Pelcowizny bardziej mi pasują niż kupne
[Obrazek: dwTq3YN.png]

Więc kombinuję ;)
Odpowiedz
#70
(09-01-2017, 16:19)krzysztof1970 napisał(a): Tylko po co ten eksperyment? Drożdże są obecnie tanie i wybór jest duży więc szkoda czasu.
PS Ale jak masz takie potrzeby to kto Ci zabroni...powodzenia

Krzysztof, ale po co ty w ogóle robisz swoje wina? Wina są obecnie tanie i wybór jest duży wiec szkoda czasu.
PS Ale jak masz takie potrzeby to kto Ci zabroni...powodzenia

;)
Odpowiedz
#71
Wczoraj 2tyg po zlaniu znad osadu okazało się, że Enovini zrobiły jednak wspaniałą robotę z owocami róży i zmieniły je w pyszny trunek. Czuję się w obowiązku zwrócić im honor. Waliło drożdżami, było mętne, a potem w przeciągu kilku dni stało się pyszne i klarowne. Dalej będę bawił się dzikusami, ale już ich nie stawiam ponad kupne.
Odpowiedz
#72
Z kronikarskiego obowiązku.
Cytat:ściągnąłem szklankę nastawu, ze środka, trochę z dołu. Rozcieńczyłem wodą z cukrem ok 12 blg, dodałem szczyptę pożywki. Potrzymałem dzień i zamroziłem. Zobaczymy w przyszłym roku czy przeżyją ten eksperyment.
Przechowywałem je na najniższym poziomie zamrażarki. Część cieczy pozostała płynna. Butelka litrowa po mleku dość zgnieciona. 
Dwa dni po wyjęciu, naturalnym ogrzaniu do temp. pokojowej, dolaniu wody zimnej "warszawskiej kranówki" i dwóch łyżek cukru (ale butelka nadal celowo pozostawiona zgnieciona), drożdże podjęły pracę pompując butelkę do normalnych rozmiarów, a nawet trochę z ciśnieniem. Już dolane do tegorocznego nastawu 30l. Próbuję w tym roku zrobić z małą ilością dodawanego cukru i wody.

27l miazgi + 2,5kg cukru + 2,5l wody (start 16 września)

*2 dni później doszło jeszcze 3l miazgi, 300g cukru i 300ml wody.
[Obrazek: XQbOBbU.jpg]

Drożdże przezimowane dodane wczoraj, tak z 2 dni po starcie burzliwej.

Wkład winogronowy jest mieszanką różnych gatunków, z trzech różnych lokacji - podlubelska wieś, mazowiecka wieś, nadwiślański prawobrzeżny pas w obrębie Warszawy.
Odpowiedz
#73
Witam,przyznam sie również że sam robiłem wino bez kupnych drożdzy ale tylko z czerwonej porzeczki,wino było mocne ale niestety swoje musiało odstać w tym sezonie jednak zrobie na drożdzach i porównam



Skocz do: