Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Korkowanie, a dalsza fermentacja
#1
Mój przypadek wygląda następująco: jakiś czas temu postanowiłem zlać wino z wiśni, które w balonie leżakowało prawie rok i przez ten czas było 4 razy zlewane. Dodam, że wino robiłem na drożdżach aktywnych Bayamus, a końcowa moc nastawu oscylowała w granicach 12%. Winko wyszło pyszne więc postanowiłem zlać do butelek. Część zakorkowałem, a część zlałem do butelek zakręcanych. Niestety po kilku dniach korki wystrzeliły. Okazało się, że drożdże aktywne po dosłodzeniu wina obudziły się i wznowiły fermentacje. W butelkach zakręcanych podobnie. Nie chcąc, żeby i w nich wystrzeliły postanowiłem odkręcać korek co jakieś 3 dni na dosłownie 10- 20 sekund aby odgazować wino. Tę czynność powtórzyłem z 5-6 razy. Liczyłem, że drożdże przerobią cukier i się uspokoją, a tym samym uratuje winko. Starałem się odkręcać na tak krótki czas, żeby nie napowietrzyć zbytnio wina. Niestety po około 2 tygodniach zauważyłem, że wino kwaśnieje w butelkach. Nie rozumiem jednak dlaczego. Czas przez jaki miały styczność z powietrzem był bardzo krótki. Przy zlewaniu, wino ma więcej kontaktu z tlenem niż przez te sekundy w których tak na prawdę wypuszczałem tylko dwutlenek węgla na zewnątrz. Dlaczego więc wino skwaśniało? Mogło zarazić się jakimiś bakteriami?
Odpowiedz
#2
(19-10-2015, 23:43)mariusz19029 napisał(a): Mogło zarazić się jakimiś bakteriami?

Mogło.
Na pewno wiele czytałeś o tym na tym forum.

Znasz pH wina?
Oksydację wina specjalnie się nie przejmowałeś.
Rozumiem że do wina nie dodawałeś: E224, E 202.
Odpowiedz
#3
Niestety nie znam dokładnego PH wina. Ogólna kwasowość powinna wynosić około 8-9 g/l. Martwiłem się oksydacją wina, ale można powiedzieć, ze nie miałem wyjścia, ponieważ gdybym nie odkręcał tych butelek to po jakimś czasie by wysadziło korek albo całą butelkę.. Dodawałem pirosiarczyn potasu przy 2 i 4 zlewaniu, licząc między innymi, że wybije drożdże. Za pierwszym razem dodałem 1 g na 10 l, a za drugim 2 g na 10 l.
Odpowiedz
#4
Jeżeli faktycznie 12% na byanusach to jasne ze po dosłodzeniu ruszyły. One mają tolerancję i do 18%, rok leżakowanie nic nie zmienia z głodu nie umrą. A 1 czy 2g/10l to też jak na te akurat drożdże - za mało. Dawki się nie sumują bo cześć SO2 się ulotni a cześć zwiąże w okresie pomiędzy dodawaniem piro.

Opcje są tylko takie - zlać z powrotem do balonu i:
- poczekać aż zjedzą dodany cukier, wyklarować wino i butelkować wytrawne,
- dokładać cukier aż wino osiągnie 18% drożdże padną od stężenia alkoholu, dosłodzić, wyklarować butelkować,
- zabić drożdżaki pirosiarczynem potasu, jest o tym trochę na forum, bayanusy są dość odporne więc potrzeba większych niż standardowe dawek, dosłodzić do smaku wyklarować butelkować.
Odpowiedz
#5
Mogłeś raz zasiarkować większą dawką a nie 2 razy małymi, zresztą dlaczego wybrałeś bayanusy jak robisz wino 12% przecież to nie ma sensu...
Odpowiedz
#6
Pocieszę cię. Masz chociaż ocet. Ja próbowałem zrobić. Poświęciłem na to butelkę wina. Wlałem do słoja, przykryłem szmatką... i nic. Zero octu.

Grzegorz

"Nie spiesz się tak młody przyjacielu!

Nikt nie umknie przed swoim losem."

Odpowiedz
#7
(20-10-2015, 12:04)Goger napisał(a): dlaczego wybrałeś bayanusy jak robisz wino 12% przecież to nie ma sensu...
To przeważnie jest tak, że sklepikarze mówią "Panie weź Pan te, te są najlepsze":D
Odpowiedz
#8
Wg sprzedawców, to co da najwięcej alkoholu jest najlepsze. Ewentualnie zgniłe owoce z targu. One też są "najlepsze"

Grzegorz

"Nie spiesz się tak młody przyjacielu!

Nikt nie umknie przed swoim losem."

Odpowiedz
#9
Dziękuję wszystkim za odpowiedź, ale nie takiej chciałem informacji.
To nie było tak, że sklepikarz powiedział " weź Pan te drożdże". Po prostu rok temu zacząłem przygodę z winami i postanowiłem robić na drożdżach aktywnych, bo tak było łatwiej, a chciałem poznać dokładnie cały proces. W tym roku robię wina na drożdżach kulturalnych. Wiem już też, że ilość pirosiarczynu była za mała i nie zabiła drożdży. Resztę winka zresztą dosłodziłem ksylitolem i gliceryna więc wiem co zrobić, żeby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości.
Jednak to co mnie zastanawia, to dlaczego z wina zrobił się ocet skoro odkręcałem butelki na bardzo krótki okres czasu i według mnie nie mogły aż tak się napowietrzyć, gdyż przy zlewaniu mają więcej kontaktu z tlenem. Więc, dlaczego?
Odpowiedz
#10
(20-10-2015, 21:45)mariusz19029 napisał(a): W tym roku robię wina na drożdżach kulturalnych.
Mógłbyś to rozwinąć?
Odpowiedz
#11
(20-10-2015, 21:55)vanKlomp napisał(a):
(20-10-2015, 21:45)mariusz19029 napisał(a): kulturalnych.
Mógłbyś to rozwinąć?

To chyba chodzi o to że jak ktoś przychodzi na forum to TU mówi dzień-dobry, jego drożdże tak robią, a nasz kolega?
Odpowiedz
#12
Uh, co się dziwicie, kultura przede wszystkim, obojętne nasza czy drożdży.:diabelek:

Lech:)
Odpowiedz
#13
No drożdże kulturalne, inaczej szlachetne. To z Cieślaka. Tak czy inaczej, zna ktoś odpowiedź na moje pytanie?
Odpowiedz
#14
(20-10-2015, 22:01)mariuszek napisał(a): To chyba chodzi o to że jak ktoś przychodzi na forum to TU mówi dzień-dobry, jego drożdże tak robią, a nasz kolega?

Tak widzę że w co drugim temacie, po kilka razy dziennie pisujesz o przywitaniu się w odpowiednim dziale, to może przypomnij nam kiedy się w nim sam przywitałeś. Albo chociaż wyjaśnij dlaczego tego osobiście nie zrobiłeś ? Tak z ciekawości przeleciałem te kilkanaście stron i jakoś mi umknęło Twoje przywitanie się z Forum :chytry:

(20-10-2015, 21:55)vanKlomp napisał(a):
(20-10-2015, 21:45)mariusz19029 napisał(a): W tym roku robię wina na drożdżach kulturalnych.
Mógłbyś to rozwinąć?

A co tu rozwijać. Przecież wszyscy wiedzą że bajanusy to ordynarne chamy które fermentację ciągną po 20 % i jeszcze nie dają się zatłuc normalnym dawkom piro. Trza chama zasypać siarką a i tak pewności nie ma że padł i tylko się przyczaił.
Kulturalne drożdże same grzecznie się unicestwiają przy 12 % :D
MALUTKI KIELISZEK NIE DOJDZIE DO KISZEK !!!


\"DOBRY NA WSZYSTKO ŚRODEK:- ZE SPIRYTUSEM MIODEK\"

......50 ml wódki przed posiłkiem zabija wszystkie znane wirusy i bakterie.............100 ml nawet te nieznane .....
Odpowiedz
#15
Wiem o tym, dlatego w tym roku wszystkie moje wina fermentują na drożdżach szlachetnych. :) To, że ruszyła fermentacja w butelkach generalnie nie jest dziwne. Zastanawia mnie, dlaczego wino się zepsuło. Dlaczego wyszedł ocet skoro otworzyłem butelkę z 6 razy na dosłownie 20 sekund, żeby wypuścić dwutlenek węgla. Ma ktoś jakiś pomysł?
Odpowiedz
#16
Dosładzaj ksylitolem, nie bedzie niespodzianek.
Odpowiedz
#17
Wiem co zrobić, żeby mi w przyszłości nie wybuchały, ale ja się zastanawiam czemu z wina zrobił się ocet w tym przypadku.
Odpowiedz
#18
(21-10-2015, 16:17)mariusz19029 napisał(a): Dlaczego wyszedł ocet

(21-10-2015, 16:17)mariusz19029 napisał(a): skoro otworzyłem butelkę z 6 razy na dosłownie 20 sekund, żeby wypuścić dwutlenek węgla.

Tak właśnie robi się ocet.

Poczytaj w necie jak zrobić z wina ocet.
Może gdzieś jakiś chemik rozpisał wszystkie cykle zachodzące w winie zanim stanie się octem.
Odpowiedz
#19
(21-10-2015, 17:37)mariusz19029 napisał(a): Wiem co zrobić, żeby mi w przyszłości nie wybuchały, ale ja się zastanawiam czemu z wina zrobił się ocet w tym przypadku.

Jak wiesz to się podziel :)

Chętnie przeczytam... Bo ja w tym roku będę na jesienie pierwsze wina butelkować i zbieram uwagi
Odpowiedz
#20
Witam może szybciej gdzieś muszka owocówka do winka się dostała? i mamy ocet.
Odpowiedz
#21
Jeśli tylko wypuszczałeś sprężony dwutlenek węgla z pod korka to wino nie miało kontaktu z powietrzem. To co zostało w szyjce to CO2 i w tak krótkim czasie nie była możliwa wymiana go na powietrze. Czy na pewno jest kwaśne , czy może wytrawne?
Odpowiedz
#22
Cudów nie ma, jeśli nie muszki owocówki są genezą to musiały być butelki niesterylne (brudne)! Wstawiłem (a raczej chciałem wstawić) przedtem kilka linków prowadzących do artykółów w prosty sposób opisujących przyczynę powstawania octu i tu wielkie dzieki tasmol za ich zamieszczenie. Winne tu są bakterie należące do rodziny Acetobacter i musiały one się do wina jakoś dostać. Gdyby znajdowały sie one w moszczu od początku, to miałbyś ocet już w balonie. Ponieważ wino było jak piszesz na początku smaczne i dopiero po zabutelkowaniu przemieniło sie w ocet, to wyciągnięcie wniosku nie wymaga raczej wysiłku...
Rada dla innych pokaranych niestarannością w pracy: ja bym dodał do octu zagęszczonego soku z winogron i używał do gotowania.
Kiedy przes­koczysz, to i wte­dy nie mów hop. Zo­bacz naj­pierw w co wskoczyłeś.



Skocz do: