Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kwitnie bez
#1
W książce Caprari jest przepis na nalewkę z kwiatów bzu czarnego:
- 50 baldachów kwiatów,
- 4 duże cytryny,
- 70 dag cukru,
- 1 litr spirytusu 95%,
- 1 łyżeczka suszonego korzenia arcydzięgla,
- 1 litr wody.

Robił ktos?
Jak wychodzi?
Chcę ją zrobic, ale mam wątpliwosc; czy chodzi o całe baldachy, czy o baldaszki , które się składają na cały baldach?
Na oko 50 całych baldachów wydaje się trochę dużo... :pytajnik:

Pozdrawiam
Odpowiedz
#2
Zasada jest prosta ,im mniej częsci zielonych tym lepiej.W przypadku czarnego bzu próby uzyskania samych pałatków to senny koszmar,musi więc zwyciężyc zdrowy rozsądek i cierpliwosc.
Odpowiedz
#3
Nastawiłem. Zielonego nie ma nic, bo kwiatki poobcinałem małymi nożyczkami. Niezła jazda - trzeba miec pod ręką butelkę czegos dobrego na nerwy. :tak:
Gdyby ktos chciał robic, to mam jedną sugestię:
- do przerobienia najlepiej brac tylko w pełni rozwinięte kwiatki - pączki nie mają aromatu, a młode wręcz zalatują zielskiem.

Pozdrawiam
Odpowiedz
#4
To u Ciebie juz kwitnie bez?-niezle-u mnie dopiero co pojawily sie zalazki kilkucentymetrowe baldachow i czekam juz z niecierpliwoscia:)
Przy okazji-dawales ostatecznie cale duze baldachy czy mniejsze baldaszki-wydaje sie iz jesli wspomniane sa baldachy to nalezy brac caly pek kwiatostanu pod uwage.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#5
no wlasnie tez sie dziwie bo u mnie tez kwiatow bzu CZARNEGO nie ma.
Co innego ze zwyklym bzem, ktory obecnie pieknie rozkwitl.
Jarek B: czy aby na pewno uzyles kwiatow bzu czarnego?
Odpowiedz
#6
Na pewno użyłem BIAŁYCH kwiatów dzikiego bzu czarnego (Sambucus nigra).
Lilaki (Syringa vulgaris) też już kwitną. Wczoraj byłem w okolicach Krakowa - też kwitnie.

Co do baldachów, to w końcu potraktowałem jako jednostkę cały duży baldach, nie te "podbaldaszki". I wyszło dobrze. Najpierw prawie połowa kwiatków wystawała ponad poziom płynu, ale po ok. dobie klapły i teraz wszystkie są zalane. :spoko:
Odpowiedz
#7
Witajcie!
Szukam, szukam i znaleźc nie mogę DOKŁADNEGO przepisu na nalewkę z kwiatów dzikiego bzu. Akurat sezon, więc wypadałoby nastawic. Podpowiedzcie co i jak- będę wdzięczny.
Odpowiedz
#8
Nalewka z kwiatów bzu czarnego:

Proporcje: 50 baldachów kwiatów bzu czarnego, 2 cytryny, 2 limety, 70 dag cukru, 1 l spirytusu 96 %, korzeń arcydzięgla, ok. 1 l wody.

Do naprawdę dużego słoja ;) , albo dwóch mniejszych wkładamy całe baldachy dobrze rozkwitniętych kwiatów czarnego bzu, usuwając jak najwięcej zielonego,- warstwę kwiatów przekładamy warstwą cienko skrojonych plasterków cytryny,
plasterki pozbawiamy pestek ale skórkę (po wczesniejszym porządnym
wyszorowaniu) zostawiamy, i tak kilka razy po warstwie kwiatów i cytryny,
wszystko lekko ugniatając. Wszystko zalewamy przestudzonym syropem cukrowym, żeby przykryło kwiaty i
cytrynę. Zakrywamy czystą szmatką lnianą lub zakręcamy pokrywką, stawiamy na ok. 10 dni w nasłonecznionym oknie i od czasu do czasu mieszamy,
Zlewamy przez sito wytworzony syrop, dodajemy do niego spirytus w takiej
ilosci żeby osiągnąc oczekiwaną moc nalewki, np. 35 %, korzenń arcydziegla (mniej więcej płaska łyżka na ok. 2 litry
nalewki), sok z 2 lemonek i według uznania miodu do smaku, zostawiamy wszystko na dwa tygodnie od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie zlewamy alkohol, ewentualnie odstawiamy do sklarowania i na koniec przecedzamy np. przez filtr od kawy.
Powinno leżakowac przynajmniej z pół roku, ale lepiej jest gdy wytrzyma
dłużej...

Tylko rzadko wytrzymuje :)
Odpowiedz
#9
A tu jeszcze link do syropu z kwiatów bzu czarnego:

http://www.wino.org.pl/forum/showthread.php?tid=838

W tym roku znów urodzaj na bez :)
Odpowiedz
#10
Zastanawiam się czy niezbędne jest gotowanie.Bo w ten sposób zabija się witaminę C która jest w kwiatach czarnego bzu.Może sam cukier by wystarczył na zakonserwowanie?
Odpowiedz
#11
Bez gotowania się psuje. Jednak chodzi tutaj jedynie o przegotowanie, a nie długie gotowanie jak np. zupa :) Cos traci się na pewno, ale skoro pozostaje aromat to chyba i częsc witamin. Poza tym bogate w witaminę C to są owoce, a czy kwiaty - niewiem :(
Odpowiedz
#12
OK , NASTAWIŁEM kwiaty+cukier+cytryny, wystawiłem w nasłonecznione miejsce , ale to zaczęło fermentowac!! Tak ma byc??
Odpowiedz
#13
Tak, u mnie jest to samo, ale po dodaniu spirutusu później wszystko się uspokoi :)
Odpowiedz
#14
Ja w kwestii technicznej:
mnie bardzo dobrze sprawdza się zczesywanie kwiatów gęstym grzebieniem o w miarę sztywnych ząbkach.
Minimalizuje ilosc zielonego i nie zajmuje tyle czasu co obcinanie kwiatków nożyczkami. :spoko:
Odpowiedz
#15
A jeszcze lepiej zostawic je do drugiego dnia. Kiedy lekko przywiędną, bardzo ładnie oddzielają się od szypułek :)
Odpowiedz
#16
Cytat:Originally posted by Agnieszka
Wszystko zalewamy przestudzonym syropem cukrowym, żeby przykryło kwiaty i cytrynę.
U mnie z kwiatków i cytryny zrobił się "korek", który pływa po powierzchni i jak na razie ani mysli dac się przykryc syropem. Mam przycisnąc kamieniem, jak ogórki przy kiszeniu :glupek: czy zostawic niech sobie pływa?
Odpowiedz
#17
Ja swoje mieszam, tym bardziej, że gazuje i te farfocle pływają po wierzchu. Jutro już łączę z alkoholem :)
Odpowiedz
#18
Po trzech dniach nalegań wreszcie wzięło i się utopiło. Ale ani mu w głowie fermentowanie, wygląda na to, że ma za zimno (gdzie to słońce??!!). Można tak bez podfermentowania?
Odpowiedz
#19
Na pewno jeszcze zacznie, to dopiero 3 dzień :diabelek:
Odpowiedz
#20
Cóż- po roku trzeba powtórzyć, bo rzecz to przednia!

Natomiast słyszałem o smażonych baldachach tych kwiatów. Robiło się to chyba w lekko osłodzonym cieście naleśnikowym; potrawa (a właściwie deser) podobno była jednym z przysmaków cesarza Franciszka Józefa.
Ma ktoś trochę dokładniejszą recepturę?
Odpowiedz
#21
Jest dokładnie tak jak piszesz. Baldachimki kwiatów moczone w cieście naleśnikowym na patelnie, podsmażyć z obu stron. Widziałem kiedyś jak Robert Makłowicz (Podróże kulinarne ....) pokazywał coś takiego. Sam muszę spróbować.:slinka:
Odpowiedz
#22
Jemy takie naleśniki co roku :slinka: Można je robić też z akacji. Pięknie pachną kwiatami. A przepis jest bajecznie prosty - otóż robi się normalne ciasto naleśnikowe trochę posłodzone i trochę posolone, obcina się z baldachów jak najkrócej łodygi (nie płucze się kwiatów, można je obtrzepać z owadów), macza całe w cieście i na patelnię. Obsmaża się je z obu stron, są dość grube i w rezultacie bardziej przypominają racuchy niż naleśniki. Potem można je jeszcze posypać pudrem. Mniamuśne! :slinka:
Odpowiedz
#23
nom, łodyzki chyba zawierają szkodliwe alkaloidy. :ysz:
Odpowiedz
#24
W ogóle w Wikipedii pisze, że cała roślina jest szkodliwa na surowo. Sama nie wiem, co o tym myśleć - dużo przepisów nie zaleca w ogóle zadnego przetworzenia czy to kwiatów, czy owoców. Postanowiłam więc nie przejmować się na zapas - taka ilość, jaką jednorazowo zjadam w naleśnikach chyba nie pogorszy stanowczo mojego zdrowia? Pomijam już to, że naleśniki same w sobie nie są zbyt zdrowe :big:
Łodyżki obcinam po to, żeby łatwo było usmażyć naleśniki z drugiej strony, bo wtedy nie odstają od patelni, a i tak są zbyt twarde do jedzenia :)
Odpowiedz
#25
Cytat:Wysłane przez Mycha
W ogóle w Wikipedii pisze, że cała roślina jest szkodliwa na surowo. (...)

Przecież naleśniki nie są surowe...:big:
Odpowiedz



Skocz do: