Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
MOJA WINNICA w Wielkopolskiem - Winnica Przymierze
To może jeszcze jakaś stronka z książki "Winorośl" inż. Madeja.

[Obrazek: 51d174ab397c270bmed.jpg]


[Obrazek: 93aabe0e213cb336med.jpg]


[Obrazek: 304f42eefa7b4199med.jpg]

[Obrazek: f8b35b18b0264c94med.jpg]

[Obrazek: eb44115060bb85e4med.jpg]
przyjmuję bana bez ostrzeżenia
pozdrawiam Roman
Odpowiedz
Romanie, jeszcze nie podziękowałem Tobie za wstawianie ciekawych materiałów do wątku, co niniejszym czynię - dzięki!

Może najpierw odniosę się do materiałów Pana Romana Myśliwca.
W Polsce jest już spora grupa osób dokładających swoje cegiełki do rozwoju winiarstwa, ale według mojej opini, najbardziej zasłużonym jest p. Myśliwiec.
Pomimo, że czasami mógł nie trafić w gusta/ambicje/siedlisko przy wyborze odmian dla winogrodników ( temat skomplikowany i trudny ), to jego zasługi są bezsprzeczne - stał  się ikoną Polskiego winiarstwa.

Jeżeli miałbym kiedyś sposobność rozmowy z p.Myśliwcem, to w jednym aspekcie z załączonych materiałów, przekonywałbym go do zmodyfikowania opini o poziomie wody gruntowej nie wyższym, niż 1,5 - 2 metry z uwagi na choroby, gnicie korzeni, a nawet wypadanie krzewów.
Jest to opinia w znacznej mierze przecząca doświadczeniom w mojej winnicy, gdzie od lat, poziom wody gruntowej wacha się między 0,6 - 1,2m. Jedynie, pod koniec ubiegłego sezonu poziom wody obniżył się do 2-ch metrów. 
To świadczy o tym, że winorośl potrafi się dostosować do stabilnie niekorzystnych warunków w danym siedlisku.

Pozdrawiam 
Piotr
Odpowiedz
À propos stresu wodnego przeciwnego do suszy.
Obecnie poziom wody gruntowej na winnicy wynosi 1,5m i podwyższył się o 0,5m w stosunku do najniższego poziomu z września zeszłego roku.

Jeżeli, w tym sezonie, pogoda będzie podobna do tej z 2017r, to poziom wody gruntowej może oscylować między 0,5 - 0,8m.
W przeciętnym roku poziom wody gruntowej wacha się między 0,8 - 1,2m
W dobrym roku wynosi 1,2 - 1,5m, a w bardzo dobrym poziom ten schodzi poniżej 1,5m.

Z moich obserwacji wynika, że stres wodny pojawia się nie tyle przy wysokim poziomie wody gruntowej, co przy problemach winorośli z odparowywaniem nadmiaru wody - a dzieje się to przy utrzymującej się wysokiej wilgotności powietrza i niskiej temperaturze.

Czyli, żeby doszło do wystąpienia stresu wodnego potrzeba:
- nadmiaru wody
- wysokiej wilgotności powietrza 
- niskiej temperatury 

Przy spełnieniu powyższych warunków winorośl nie nadąża z odparowywaniem przez liście nadmiaru wody i wówczas zaczynają się problemy związane ze stresem wodnym.

Wysoki poziom wody gruntowej, sam w sobie, jeżeli stale nie jest wyższy, niż 0,5m od początku systemu korzeniowego, to nie stanowi dużego problemu. Dopiero w połączeniu z pozostałymi czynnikami stanowi wyzwanie dla winogrodnika.
...............................................................................
Minęły już ponad 3 miesiące leżakowania wina czerwonego w beczkach:
- Dunaj w beczce 50l
- Blaufränkisch/Cabernet Dorsa w beczce 100l 

Od ostatniej informacji zaszły następujące zmiany:
- Dunaj już wyraźnie odstaje intensywnością aromatów beczkowych od drugiego wina o ok. 20%
- w Blaufränkisch/Cabernet Dorsa oprócz tego, co było, zaczynają się pojawiać w tle aromaty lasu/mchu/grzybów; są to aromaty ciekawe i przyjemne, ale żeby nie przeszły w dominujące...

Na razie z efektów jestem zadowolony i wina trzymam dalej w beczkach.

Pozdrawiam 
Piotr
Odpowiedz
Dzięki pozytywnym wpływom sąsiada ze Strzałkowa nawiozłem na plantację w tym roku około 6 ton nawozu końskiego. Początkowo wydawało mi się, że tego obornika jest za dużo. Jednakże w trakcie kopania doszedłem do wniosku, że mogłeś przywieź jeszcze z dwie tony więcej. Przy plantacji 350 winorośli ilość obornika na jeden krzak wyniosła około 17 kg. Plantację nie nawoziłem od 15 lat, gdyż stosowałem w zasadzie tylko nawóz sztuczny.
 
Mam pytanie w kwestii dalszego postępowania, po jaki czasie powinienem ziemię na plantacji przejechać glebogryzarką? Czy jest sens jeszcze zastosować dodatkowo nawóz sztuczny, czy też tylko dolistnie nawożenie?

Jakie są zalety stosowania obornika na zimę, a jakie na wiosnę?

Coroczne badania gleby nie wykazują braku poszczególnych składników pokarmowych, a często nawet wartości za wysokie. Zalecenia jakie uzyskuje z reguły mówią o podaniu tylko azotu w dwóch dawkach.
Pozdrawiam
Feliks
Odpowiedz
Jeżeli zastosujesz nawóz po oborniku, doprowadzisz do spadku parametrów gleby. Odczekaj pół roku.
Odpowiedz
Hm, winorośl to nie pomidory. Najlepsze wina powstają z owoców rosnących na suchym skalistym podłożu. Nie wiem, czy to droga w dobrym kierunku.
Odpowiedz
A widziałeś we Wrześni suche skaliste podłoże?
Piszą i mówią też mądrale by absolutnie nie podlewać winorośli. W 2018 r posłuchałem ich i wykończyłem 36 krzaków. Jak bym ich dalej słuchał to bym wykończył pozostałe 300 szt.
Każde siedlisko wymaga indywidualnego podejścia. Postępowanie należy dostosować do siedliska a nie sztywno utartych kanonów.
Myślę, że obornik podany w tej dawce nie powinien zaszkodzić.
Krzysztof


Zapraszam na stronę:Piwo
i na tę stronę:Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych
Odpowiedz
No nie wiem. Wielki wór obornika pod każdy krzak? Szczepy są różne i uprawiane są w stosunkowo różnych regionach i klimatach. Ale nadal są to jednak winogrona, ktore natura tak wymyśliła, że dają sobie radę w trudnych warunkach. Podlewanie to jedna rzecz, nawozenie inna, a sypanie kilku ton mocnego nawozu jeszcze inna. Ale każdy robi, jak uważa.
Odpowiedz
Oborniczek jak najbardziej!
Sporo tego dałeś,jeśli wartości nawozowe miałeś nawet ponad normę.
Poprawi się struktura gleby,pojawi się próchnica.
Z tego co wiem,obornik lepiej głeboko przyorać.
Interwencyjnie dolistnie, można zawsze prysnąć.
Odpocznie sobie winnica od tej chemii...;)
Prawdopodobnie na 2 lata spokój...
 Pozdrawiam
 Narc

Chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa nigdy...
Odpowiedz
ArturK - jeśli by pod każdy krzak dać 17 kg obornika to może i sporo. Ale z tego co wiem to nawóz został rozrzucony na całej plantacji winorośli. Z tym dawaniem sobie rady w trudnych polskich warunkach bym polemizował. Ciągle porównujemy nasze winnice to tych o dużej winiarskiej tradycji. Ale może się mylę:) Ilość osób uprawiających winorośl w Polsce rośnie. Będzie też rosło doświadczenie i obserwacje jak to w Polsce jest:)
Krzysztof


Zapraszam na stronę:Piwo
i na tę stronę:Polskie Stowarzyszenie Piwowarów Domowych
Odpowiedz
Rzędy mam posadzone w odległości co dwa metry, a odległość pomiędzy winoroślami 1 metr, czyli wychodzi na jeden metr kwadratowy około 4 kg obornika. Wcale nie uważam, że jest to za duża ilość...

Piotr nawozi swoje winorośle co roku i każdy z winiarzy, który go odwiedza podziwia jego grube latorośle. Od razu widać, że winorośli niczego nie brakuje.
Pozdrawiam
Feliks
Odpowiedz
Wykasowałem poprzedni swój post...
Feliks na 1mkw wychodzi mi 10kg.
Zakładając,że masz ok 6arów winnicy.
 Pozdrawiam
 Narc

Chłop ze wsi wyjdzie, ale wieś z chłopa nigdy...
Odpowiedz
(02-04-2019, 16:56)krzysztof1970 napisał(a): (...)Z tym dawaniem sobie rady w trudnych polskich warunkach bym polemizował. Ciągle porównujemy nasze winnice to tych o dużej winiarskiej tradycji. Ale może się mylę:) Ilość osób uprawiających winorośl w Polsce rośnie. Będzie też rosło doświadczenie i obserwacje jak to w Polsce jest:)

Pomyłką jest, gdy winiarz chce dołączyć do wytwórców win w stylu południowym. Nie będę rozpisywał się tu o manierze i przekonaniu, że prawdziwe wina to południe kontynentu i świata, a winiarz ma iść w tym kierunku. Winiarz musi znaleźć swoją drogę, wiedząc, z którego miejsca rozpoczyna wędrówkę. Polska to długi i szeroki kraj, jednak południowy-zachód i zachód to krąg winiarskich tradycji, które upadły tu w początku (połowie) XIX w. (Wiemy jednak, że zielonogórscy winiarze utrzymali uprawy dłużej, a ich region jest reprezentatywny dla całego dorzecza Odry w granicach pomorsko-lubusko-śląsko-wielkopolskich.). Nie odniosę się do innych rejonów centralno-wschodnich kraju, ale tu, nad Odrą, to jest nadal krąg winiarski Mitteleuropa, gdzie wzory czerpie się z Niemiec (Saksonia), Czech i Austrii. I do tego kręgu mogą dążyć i skutecznie konkurować nie tylko winiarze z wspomnianego dorzecza Odry, choć winiarstwo małopolskie i podkarpackie tradycyjnie ciąży ku Węgrom. Wina białe są domeną, hegemonem królestwa środkowoeuropejskich winiarzy, co oczywiście nie wyklucza produkcji win czerwonych, jednak nadal musimy trzymać się zdroworozsądkowego wzorca i konkurencji w ramach Mitteleuropa.
Odpowiedz
Tak, Dolnoslonzoku, masz dużo racji. 2 słowa wyjaśnienia, dopowiedzenia.
Winorośl uprawiano nie tylko w rejonach tradycyjnie uznawanych za winiarskie: Podkarpacie i Zielonogórskie. Nawet pod Warszawą były winnice i podejrzewam, że każdy klasztor uprawiał coś na własne potrzeby. W dzisiejszej Warszawie jest osiedle Winnica, a na cmentarzu ciekawy nagrobek jednego z winiarzy. 
http://bywajtu.pl/strony/zachodnia-bialo...winnicach/

Druga sprawa. Jest chyba oczywistością, że kolebką vitis vinifera są ciepłe, południowe, skaliste, suche rejony. Oczywiście obszar występowania poszerzał się, natomiast naturalnym środowiskiem dla tej rośliny nie jest ani Mazowsze, ani Śląsk, ani nawet Nadrenia. Podkreślam "naturalnym", co nie oznacza, że nie można gdzie indziej uprawiać :)
Do dziś można znaleźć wspaniałe winnice w rejonie Morza Śródziemnego, np. w Chorwacji położone na połupanych skałach. Nie bez powodu winorośl potrafi rozwijać korzenie na dziesiątki metrów w poszukiwaniu wody i składników pokarmowych. Dlatego sądzę, że zbytnia troska nie jest w tym przypadku wskazana. A za taką uważam sypanie wielkiej ilości nawozu, jak pod pomidorki. Oczywiście nie twierdzę, że krzew ma rosnąć samopas. Zdarzyło mi się 1-2 podlać, podsypuję też odrobinę nawozu, bo ziemię mam bardzo ubogą. Ale zauważyłem, że po tych zabiegach krzewy rosną jak szalone i trzeba je wielokrotnie ogławiać.
Odpowiedz
(03-04-2019, 09:08)ArturK napisał(a): Tak, Dolnoslonzoku, masz dużo racji. 2 słowa wyjaśnienia, dopowiedzenia.
Winorośl uprawiano nie tylko w rejonach tradycyjnie uznawanych za winiarskie: Podkarpacie i Zielonogórskie. Nawet pod Warszawą były winnice i podejrzewam, że każdy klasztor uprawiał coś na własne potrzeby. W dzisiejszej Warszawie jest osiedle Winnica, a na cmentarzu ciekawy nagrobek jednego z winiarzy. 
http://bywajtu.pl/strony/zachodnia-bialo...winnicach/

Ciekawa rzecz. No tak, poza tym znane są działania na Mazowszu i p. Jankowskiego i prof. Bzury, o czym wie bardzo dużo Grzegorz (kt70), znajomy winogrodnik z Małopolski. Dodam jedynie, że na Śląsku istniały w XVIII i XIX w. cztery regiony winiarskie złożone z powiatów, w których istniały winnice: I. - zielonogórski (Zielona Góra, Kożuchów, Żagań i Świebodzin), II.- oleśnicko-milicki (Oleśnica, Milicz, Trzebnica i Syców), III.- lubińsko-średzki ( Lubin, Środa Śląska,Wołów, Strzegom, Legnica, Jawor, Głogów i Wrocław) oraz IV.- brzeski, czyli powiat Brzeg, Oława, Niemodlin i Opole.
P.S.
To wątek Piotra, zatem nie chcę burzyć mu porządku dyskusji. Pozdrawiam.



Skocz do: