Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nalewka z pigwowca ! Pilnie !
#51
Ponieważ mam szał na nalewkę z pigwowca, a pigwowca nie mam- toteż poruszam niebo i ziemię, żeby go zdobyć (i nie uciekać się przy tym wzorem ubiegłego roku, do czynów niegodnych;). No i kolega (pełen dobrych chęci) przyniósł mi owego- tylko, że wyglądającego bardziej jak dojrzała limonka :hahaha: (nie miałam serca mu powiedzieć, że nie o takie owoce mi szło). No i widzę, ze reklamówka może jeszcze te zieleniny uratować:). A warto, warto...
Odpowiedz
#52
Ja dziś dostałem od matki kolegi 3,5 kg pigwowca żółciutkiego jak cytrynka i okrutnie pachnącego ;) Będzie pigwowcóweczka :)
Odpowiedz
#53
Mój pigwowiec moczy sie juz 10 dni w % :)
Robie pierwszy raz i ciekaw jestem jaki wyjdzie smaczek :)
Odpowiedz
#54
Cytat:Wysłane przez avok
Zły pomysł trzymania niedojrzałego pigwowca w reklamówkach i przy grzejniku - szybko się psuje.
Ja zielone ładuję do papierowych worków np.po cukrze i na tydzień-dwa do ciemniej piwnicy z temp.7-8StC - ładnie dochodzi.
Pigwę też można tak potraktować?
Odpowiedz
#55
Cytat:Wysłane przez venus
Ponieważ mam szał na nalewkę z pigwowca, a pigwowca nie mam- toteż poruszam niebo i ziemię, żeby go zdobyć

Witaj!
Tu masz tel do koleżanki. Wczoraj u niej zamówiłem dla siebie.Może jeszcze ma?
http://wino.org.pl/forum/showthread.php?pid=0#pid0

Odpowiedz
#56
Cytat:Wysłane przez avok
Zły pomysł trzymania niedojrzałego pigwowca w reklamówkach i przy grzejniku - szybko się psuje.
Ja zielone ładuję do papierowych worków np.po cukrze i na tydzień-dwa do ciemniej piwnicy z temp.7-8StC - ładnie dochodzi.



Ja swego pigwowca wsypałem do skrzynki wyłożonej torbą papierową i przez dwa tygodnie bardzo ładnie doszedł a stał w pomieszczeniu gospodarczym gdzie jest chłodno. Teraz to już się moczy w spirolu a drugi był zasypany najpierw cukrem i do soku który powstał była dolana taka sama porcja spirolu. Pierwsza degustacja porównawcza pigwówek który sposób jest lepszy już za miesiąc pożyjemy zobaczymy.

Pozdrawiam
Stanley
Odpowiedz
#57
Niestety, mój przepis na nalewkę z pigwowca (post z 11.10.2009) w przypadku tegorocznych wrześniowych, zielonych owoców (po pierwsze spadły z krzewu, po drugie szykowali się na nie "dzierżawcy") nie sprawdził się :( . Całkiem smaczny syrop odlałem po tygodniu od zasypania cukrem (wszystkie opisane wcześniej zasady zostały zachowane), a następnie zalałem owoce alkoholem ca 40-tką na 25 dni. Mikstura, którą otrzymałem, była jednak mało słodka, cierpka - nie to, co zwykle otrzymywałem. "Poprawiłem" ją dodając wcześniej otrzymany syrop wzmocniony spirytusem do 40-tu procent - o proporcji nie piszę, każdy ma inne predyspozycje smakowe. Efekt (nawet przed "przegryzieniem się") jest całkiem przyzwoity. Teraz uzbrajam się w cierpliwość co najmniej do Bożego Narodzenia, ale myślę, że jeszcze na Wielkanoc coś zostanie:) Będę miał okazję porównać z nalewką z oryginalnej pigwy z listopada 2008 (mam jeszcze pół litra).

Edit: 30-10-2009 o godz. 19:25
I jeszcze jedno - 18.10 dostałem ponad 10 kg pięknych owoców pigwowca - w tym dużo żółtych, dojrzałych. Podzieliłem się nimi ze znajomymi "koneserami" zostawiając sobie -oczywiście- najładniejsze:slinka: Ponownie stosuję sprawdzoną procedurę i mam nadzieję, że tym razem osiągnę właściwy efekt - wrażeniami za 2 m-ce podzielę się na forum.
Smacznego !

Edit: 30-10-2009 o godz. 19:38
Skleroza nie boli..... Jeszcze jedno - żeby nasze kobiety nie były pokrzywdzone po odlaniu syropu z pigwowca (patrz mój post z 11.10) zrobiliśmy z kumplem eksperyment: zmieszaliśmy 200 ml spirytusu z 300 ml syropu i dokonaliśmy degustacji orzekając, że da się to pić - oczywiście w małych ilościach. Ku zadowoleniu dam kolega "poświęcił" 1 l spirytusu, ja zmarnowałem 0,4 l. Trzeba to było jakoś ochrzcić - nazwaliśmy to LIKIEREM Z PIGWOWCA. Na razie jest to strasznie nieprzegryzione, ale panie obiecały, że będą cierpliwe:buziak:
Odpowiedz
#58
Drajla! Oprócz tego trawiastego pigwowca, to ja zostałam obdarowana przez Ludzi Dobrej Woli tonami :big: (no dobra, nieco przesadzam!) dojrzalutkiego, żółciutkiego, pachnącego pigwowca. Nawet nie zdążyłam wszystkiego przerobić jeszcze, więc dość brutalnie- część tylko opłukałam i w całości (o zgrozo!) wrzuciłam do zamrażalnika. A ten, który zalałam, zlałam, wymieszałam..., to mi taki EKSTRAKTYWNY wyszedł (nawet jakby odrobinę ZA BARDZO), ale zostawiłam- niech stoi, a pewnie się smak uładzi ładnie.
Odpowiedz
#59
:( coś, poszło nie tak? mój zasypany cukrem pigwowiec ożył i zaczął wyłazić z gąsiora....
trochę się zgazował "syrop", no i tak sie zastanawiam - za mało cukru? (na około 3 kg owoców - 2 kg cukru). Ogólnie rzecz biorąc to co powstało zalałem już procentami - hmm mętne, ale w smaku nawet, nawet - trochę jak calvados :). Powiem tak - nie wiem co się stało, fakt że owoce były z innego źródła niż zwykle nie ma tu raczej żadnego znaczenia.
Odpowiedz
#60
Witaj makabrysio !
Z tego co piszesz to owocki zafermentowały.
Jak długo je trzymałeś?
Dodanie % przerwało ten proces, I będzie dobrze. Żadnej pleśnie nie było?
Dałeś 2kg cukru. A to znowu zależy od Twoich upodobań smakowych.
Ja daję 1: 1.
Uzupełnij profil o miejscowość.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#61
9 dni - pleśni raczej nie zauważyłem, ale zdarzyło mi się to pierwszy raz, że przyfermentowały. W sumie ja też zazwyczaj 1:1, ale tym razem zachciało mi się poeksperymentować... tak czy inaczej problemu ze zużyciem być nie powinno.
Odpowiedz
#62
Ja na początku całe owoce pigwowca kąpie w wodzie o temperaturze około 60 st.C. tak około dwóch-trzech minut aby dzikusy wytłuc co by mi później w słoju nie fermentowały i wszystko jest okie.

Pozdrawiam
Stanley
Odpowiedz
#63
Pigwowca kolejne trzy partie też zlałam. Jedna część była z karmelem- hm..., nie wiem, ale jakaś taka dziwna jest... . Muszę dać jej czas. Natomiast dwie pozostałe (zrobione w/g przepisu Oli OiM) i wiecie co- pigwowiec był z dwu różnych miejsc (owoce zawsze były dojrzałe, ale jedne były takie żółciutkie drobniejsze, a drugie bardziej pomarańczowo-brunatne nieco większe) i czuć delikatną róznicę smaku, kolor też jest inny... .
Odpowiedz
#64
Zostałem dziś poczęstowany przez koleżankę pigwowcówką.Smak miała dosyć ciekawy dzięki miąższowi z pomarańczy i skórce z tegoż owocu. Nie omieszkałem upomnieć się o przepis i brzmi on mniej więcej tak:

2 kg pigwowca ( już obrobionego)
1 litr spirytusu 70 %
1 pomarańcza
100 ml rumu
Cukier wedle uznania

Wykonanie: Zalewamy owoce alkoholem i zostawiamy na góra 4 tygodnie po czym zlewamy nalew którym to zalewamy obraną pomarańczę ( bez białych błonek i pokrojoną w drobne kawałki plus ćwierć skórki bez albedo z owej pomarańczy ).Dolewamy 100 ml rumu.Macerujemy to 2 tygodnie po czym filtrujemy i rozlewamy do butelek.
Im dłużej postoi tym lepsza.
Mnie osobiście zdziwiło dodanie pomarańczy do pigwowca ale po degustacji już mnie nie dziwi
:slinka::D
Odpowiedz
#65
Witam,
pracuję nad swoją pierwszą nalewką.
Niestety w związku z tym nie mam doświadczenia żadnego.
Mam następujący problem:
pokrojone owoce zasypałam cukrem, po jakimś czasie postanowiłam dodać alkohol.

Zalałam soczek spirytusem z wódką.
stała się rzecz chyba dziwna (przynajmniej nigdzie nie widziałam, żeby ktoś pisał o takim zjawisku)
W butelce zaczął się wytrącać kłaczkowaty osad i po jakimś czasie uniósł się na górę butelki.

moje pytanie brzmi:
Co się stało w mojej drogocennej butelce?
Czy jest to normalne zjawisko? Bądź co zrobiłam źle?
Chciałabym uniknąć błędu w przyszłości..
Będę wdzięczna za podpowiedzi doświadczonych nalewkowiczów, bowiem zasypałam cukrem drugą cześć owoców i boję się je zmarnować.. (o ile już nie jest za późno)

Czy po odfiltrowaniu nalewka będzie do wypicia?
:niewiem:
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#66
kolka - nie przejmuj się,wszystko na dobrej drodze,chmura z kłaczków to jest pektyny wytrącone cukrem z pigwowca.Z czasem opadną.
Tylko to co produkujesz nie będzie nalewka a nalew na soczek.
Nalewka jak owoce zalejesz alkoholem.
Odpowiedz
#67
(20-11-2009, 11:45)kolka napisał(a): Witam,
...stała się rzecz chyba dziwna (przynajmniej nigdzie nie widziałam, żeby ktoś pisał o takim zjawisku)
W butelce zaczął się wytrącać kłaczkowaty osad i po jakimś czasie uniósł się na górę butelki...

Uzupełnię z doświadczenia pigwowcowego - mało tego, jeśli będzisz dosładzać klarowną już nalewkę, nawet po roku (bo stwierdzasz, że przydało by się aby była bardziej słodka) - to nagle mogą Ci się w niej pojawić nowe kłaczki. I zachowywać się mogą baaaardzo różnie: opaść na dno, podpłynąć do góry, zawiesić się w połowie butelki, lub gromadzić się na ściankach jak tapeta ... Bywa to niezwykle uciążliwe, pogoń za kłaczkami...
Taki zachowanie wytrąconych kłaczków zależy od temperatury, powiązane jest z gęstością i lepkością cieczy - może ktoś się pokusi o badania fizykochemiczne :eyes: Ciekawe by było stwierdzenie, czy a jeżeli tak - to jak - pigwowce z różnych stron Polski dają różne kłaczki przy tych samych parametrach spirytusu i stężeniu cukru :diabelek: Tak jak w przypadku ciekawości związanej z tarniną :chytry:
Odpowiedz
#68
swoją dosyć solidnie posłodziłam, wiec mam nadzieję, że dosładzanie i ponowna walka z kłaczkami mnie ominie.. :) ale jakby co, to będę wiedziała gdzie szukać pomocy.. :)

O tak szczegółowe badania chyba się nie pokuszę.. ale jeśli dzięki nim udałoby się ustalić jak ich uniknąć (kłaczków), to będę wspierać taką grupę badaczy.. :)
dziękuję i pozdrawiam..
:)
Odpowiedz
#69

kolka -Witaj!
Dodam jeszcze , że prawie wszystkie nalewki po dłuższym czasie leżakowania wytrącają osad, co jest zjawiskiem naturalnym. Jak komuś to wadzi to przed spożyciem można albo zlać nalewkę znad osadu albo przefiltrować.
Teraz tak.
W taj nalewce osad dodaje jej uroku a drobiny owocków podczas picia dają niepowtarzalne wrażenia- tak twierdził jej wielbiciel śp. prof. Franciszek Starowieyski.
Robiłem i klarowną i z osadem. Faktycznie z tym osadem profesor miał rację. Ale przed spożyciem trzeba mocno wstrząsnąć i taką mętną wlewać do kieliszków.
I proszę uzupełnij profil o miejscowość.
Pozdrawiam-drajla

Odpowiedz
#70
to spróbuje na oba sposoby..
już uzupełniam.. :)
Odpowiedz
#71
A potem napisz która Tobie bardziej smakowała i z której byłaś bardziej zadowolona.

Udanych nastawów.



Odpowiedz
#72
(18-10-2009, 20:37)rados73 napisał(a): W każdej butelce jest po 0,5 kg pigwowca zalanego 0,5 l alkoholu 70% :)
Teraz czekamy na etap następny :)

Po ponad miesięcznej maceracji w alkoholu wczoraj odcedziłem dwie porcje pigwiczki i zasypałem cukrem.
Na 0,5 kg owocu dałem 0,25 kg cukru.
Po 24 godzinach niestety nie widzę żeby coś działo się z tym cukrem :(
Z doświadczenia na innych owocach po takim czasie już pojawiał się syropek, a w pigowcu narazie nic :(

Czy to normalne ? Z pigwowca robię pierwszy raz dlatego pytam.
Odpowiedz
#73
rados73 -spokojnie.
Pigwowiec jest twardy i potrzebuje trochę czasu na oddanie soku.
I trzymaj w cieple. Będzie ok.

Odpowiedz
#74
drajla - Dzięki za odpowiedź :)

Zdziwił mnie ten brak soczku, bo z tego samego pigwowca robiłem również syropek do herbaty i cukier topniał w nim jak śnieg w mieszkaniu :)
... no może prawie jak śnieg :)

Edit: 24-11-2009 o godz. 08:14
Dwa dni temu zrobiłem małe doświadczenie:
- Butekla nr 1: owoce pigwowca wraz z wsypanym cukrem wydostałem z butekli "1 litrowy KUBUŚ ", wymieszałem wszystko i ponownie do butelki.
- Butelka nr 2: owoce pigwowca mają styczność z cukrem tylko górną warstwą.

Efekt:
- Butelka nr 1: na efekt zabiegu nie trzeba było długo czekać - pigwiczki pływają już na dobre w soczku - cukier zniknął.
- Butelka nr 2: po czterech dniach soczku w owocach jest około 2 cm, a na górze butelki jest okazała warstwa cukru.

Czekam co będzie dalej, bo mam jeszcze 3 takie porcje stojace nadal w %.

Zastanawiam się czy na 0,5 kg owocu pigwowca 0,25 kg cukru nie bedzie zbyt mało.

Edit: 4-12-2009 o godz. 09:42
Kolejne 2 porcje pigwowca zlałem z % i zasypałem cukrem.

Tym razem owocki z wiadomych butelek przesypałem do słoja warstwowo z cukrem.
Efekt zabiegu widoczny był juz po 2 godzinach :)

Pozostała mi jeszcze 1 porcyjka w %.

Odpowiedz
#75
Dziś zlałam i przefiltrowałam ostatnią porcję nalewki z pigwowca!!!
Co wykapało na blat - zlizałam :D
Co na podłogę - do tej pory się klei :P

Tralala, jaka dobra nalewka :chytry:Z każdą kolejną kroplą na blacie, nalewka wydaje się lepsza :pijemy:

Tym razem po zlaniu pierwszych % zasypałam cukrem, a po zlaniu syropu owoce zalałam na tydzień wodą, żeby oddały resztę %, smaku i zapachu. Ta woda to był strzał w dziesiątkę! Rzeczywiście wyciągnęła sporo dobroci, nawet kolor miała. I nareszcie, po wymieszaniu wszystkich płynów nalewka jest taka jak powinna, ani za mocna, ani za słaba, lekko alkoholowa, ale bardzo owocowa.

Przepis jest prosty: pokrojone owoce zalać w słoju spirytusem 95% (litr na dwa kilo), po zlaniu zasypać cukrem (kilogram), a po zlaniu syropu zalać wodą źródlaną albo chłodną przegotowaną tak, żeby przykryła owoce. Mieszać, kołysać doglądać. Zlać, wszystko zmieszać i przefiltrować przez watę.
Odpowiedz



Skocz do: