Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Smaki dzieciństwa
#26
Uszka z czerwonym barszczem - mojej babci, kapusta z grochem Wigilijna (postna na maśle) - mojej mamy, herbata z cytryną z przedszkola, zalewajka z białą kiełbasą grzybami i cebulą smażoną na blasze pieca węglowego - babcia, szynki wędzone godzinami w beczce na ogrodzie przez dziadka, słodycze, cukierki tofi, trufle i inne robione przez dziadka, czekolada z bakaliami mojej mamy (z mleka proszkowego w niebieskiej torebce, kakao i masła roślinnego), własnoręcznie złapane ryby prosto z patelni (miałem 6 lat).

Ciekawe co będą wspominać osoby dorastające w czasach MacDonalda i KFC, czy w ich pamięci zapisze się na zawsze smak świątecznych potraw czy zestawu HappyMeal ?:(
Odpowiedz
#27
Hmm...
Trochę dziwne:
Wylizywanie paluchem glinianej misy w której ucierane były pyszności do pieczenia ciast wszelakich...:lol: - misa wielka była...:lol:
No bo chyba z 5 lat miałem..?
Pozdrówka
Edit: Damian - Reynevan mnie uprzedził.. wspominamy i myślimy podobnie..
Odpowiedz
#28
U mojej babci rosła jabłoń która była bardzo stara i rozrośnięta rodziła latem małe słodkie i mączyste jabłka o niezwykłym aromacie ,dziadek mówił na nie żytniówki ,zawsze miał w torbie na rowerze kilka takich jabłek ,jabłonki już nie ma dziadek nie żyje od 25 lat ,gdy 4 lata temu zmarła babcia wujek który odziedziczył ogród i mała chatkę potajemnie je sprzedał ,a nowy właściciel wyciął wszystkie drzewa.
Nigdy i nigdzie nie spotkałem już, chociaż podobnych jabłek.
Dziś gdy o tym wspomnę zaraz czuję aromat owoców a na języku smak tych niezwykłych jabłek które bardzo lubiłem.
Odpowiedz
#29
Tak jeszcze sobie przypomniałem chleb z masłem i cukrem do dziś lubię.
Odpowiedz
#30
No dobra..... A kto pamięta orenżadę w proszku ??:chytry:
Odpowiedz
#31
Ore(a)nżada, dropsy i lody "bambino" albo "pingwiny.
Bambino miały smak waniliowy lub waniliowo-czekoladowy z posmakiem przypalonego mleka, a pinginy - żółte - to zamrożona woda, pycha!
Oranżadę wyjadało się sypiąc proszek na dłoń i wylizując,potem było takie czyściutkie kółeczko na brudnym łapsku.
Jeszcze mi się przypomniały powidła śliwkowe, z takich późnych śliwek, już nieco przymarszczonych przy ogonku. Mama kupowała 10 kg, obie drylowałyśmy je, a potem smażyła powidła, takie prawdziwe, bez cukru. Potem wylizywałam garnek, wybierając resztki paluchem.
Odpowiedz
#32
Grzanka ze swojskiego chleba pieczona na piecu węglowym z swojskim świeżym smalcem (oczywiście ze sperkami i cebulą) i szczypta soli.
Przypomniał mi się dom babci i się trochę rozrzewniłem. Jak czasem niewiele trzeba aby poczuć się szczęśliwym.
Odpowiedz
#33
Kluski przecieraki (golce) polane skwareczkami i smażoną cebulką, rosół z prawdziwej kury, z makaronem własnej roboty z dodatkiem natki pietruszki, przypiekane na blasze rozwałkowane kawałki ciasta makaronowego, wyrwana prosto z pola świeża brukiew, biały ser wyrabiany przez babcię posypany solą. I jeszcze smażone płocie ( nie do wiary ale łowione w Wiśle). I zapach swieżych kubańskich pomarańczy w Wigilijny Wieczór.
Odpowiedz
#34
Cytat:Wysłane przez plecionka
U mojej babci rosła jabłoń która była bardzo stara i rozrośnięta rodziła latem małe słodkie i mączyste jabłka o niezwykłym aromacie ...

U moich dziadków też jeszcze rosną stare jabłonie (szara i złota reneta, "zajączki" i jeszcze jedna niezidentyfikowana odmiana jesienna, dająca soczyste, żółtozłote i winne owoce) i prawdziwe węgierki. W zeszłym roku zapobiegawczo zaoczkowałem je na nowych podkładkach i teraz mam zapasowe drzewka ;), tak na wszelki wypadek.
Odpowiedz
#35
Kaszka manna na gęsto z sokiem malinowym.Jabłka koksy.Śledzie zielone w occie.
Bułczanka-coś a la krupniok smażona na smalcu.Zupa z rabarbaru z wanilią i gożdzikami.
Krymeltort-ciasto z wiśniami.Ajerkoniak dziadka.Czernina z kluskami z tartych ziemniaków.
Chleb z masłem,cukrem i jabłkami.Twaróg który robiła moja mama.Pierwsza kawa rozpuszczalna tzw. nesca- Targi Poznańskie i tamże coca cola.Guma z Pewexu Donald i Hollywood.
Odpowiedz
#36
Wszechobecny cynamon w potrawach mojej babci
Suszone jabłka na piecu wtedy dla mnie przysmak nad przysmaki
Oranżada w proszku kupowana za pieniądze z butelek podkradzionych bezdomnym
Chleb ze smalcem oraz wariacja chleb ze śmietaną i cukrem palce lizać
Bułka z plasterkiem krakowskiej suchej raz na pół roku przeżuwana, żuta, kąsana, lizana przez co najmniej pół godziny:)
Zupa ogórkowa prawie codziennie przez trzy lata (do tej pory na nią patrzeć nie mogę)
Biszkopt z galaretką na święta.
Z tych wszystkich smaków chyba tylko do chleba ze smalcem bym wrócił resztę niech zatrze czas (bo bułkę z krakowską mogę mieć teraz na co dzień:) )
Odpowiedz
#37
st.szeregowy
za czasów, kiedy królowała oranżada w proszku był przymus pracy, więc z kąd ci bezdomni?
Odpowiedz
#38
chciałem to kulturalnie ująć poprawność polityczna:) chodziło mi o meneli inaczej zwanych dziadami bywali tacy
Odpowiedz
#39
a propos Słupska /miasto st. szeregowego/
doskonale pamiętam - wędzone przez mojego ŚP wójka ryby, pozyskiwane z pobliskiego Jeziora Gardno
Odpowiedz
#40
Lody na 1-ego Maja
Odpowiedz
#41
Widzę, że nie jestem osamotniony w zamiłowaniu do chleba ze śmietaną i z cukrem - Kalinowa:spoko: Oprócz tego np. takie knedle z jagodami i śmietaną:slinka: albo pierwsze, mętne, buzujące winko z pływającą porzeczką, spuszczane cichaczem z tatusiowej butli... ech...
Odpowiedz
#42
O smakach z dzieciństwa może przy innej okazji wspomnę (a sporo tego), a teraz poproszę Was o pomoc w odnalezieniu/zidentyfikowaniu jednego z nich (lata osiemdziesiąte - wtedy dopiero zaczynałem czytać, więc nazwy nie pomnę).

Uformowane to to było w kształt zbliżony do tabliczki czekolady, miało bliżej nieokreślony szarawy (powiedzmy szarożółty czy szarobrązowawy) kolorek, było dość twarde, charakteryzowało się specyficznym gorzkawym posmakiem (leciutko kojarzącym się z miodem), a konfekcjonowane było w dość zgrzebny papierek bodaj z nadrukowaną pszczółką Mają.

Co to mogło być i jak się nazywało?
Raczej nie był to jeden z wyrobów czekoladopodobnych (raczej - bo na pewno do niczego mi znanego nie był podobny ;) ).
Odpowiedz
#43
Czekolada w puszkach z Australii ,którą z bratem rozwalaliśmy młotkiem, polocokta,parówka w niedzielę na śniadanie,placki z ciasta makaronowego pieczone na tzw. fajerkach na piecu węglowym w naszej kuchni.
Brukiew jako przystawka do mięsa duszonego.Swoją drogą czy jeszcze gdzieś można kupić brukiew???
Wiśnie w czekoladzie z Goplany kupowane na sztuki - 1 kg kosztował chyba około 110zł. Sezamki z Wedla.
Ludzie co jeszcze sobie przypomnę?
Odpowiedz
#44
Też to pamiętam. To coś było tańsze o połowę od czekolady.
Czy była to tzw tabliczka mleczna????
Odpowiedz
#45
Tabliczka mleczna Fernando, wspominam z rozrzewnieniem
Odpowiedz
#46
Cytat:Wysłane przez drajla

Brukiew jako przystawka do mięsa duszonego.Swoją drogą czy jeszcze gdzieś można kupić brukiew???

Pamiętam brukiew u dziadków i baraninę. Oj skosztowałbym znowu.
Odpowiedz
#47
Znowu coś sobie przypomniałem. Pamiętacie tran? Musiałem to pić- wstrętne.
Takie tabletki do ssania o nazwie Akron , w żółtych, płaskich, okrągłych pudełkach.
Mleko na gorąco z masłem ,miodem i czosnkiem-prawie codziennie, przed pójściem do szkoły.
Odpowiedz
#48
[quote]Wysłane przez drajla
Znowu coś sobie przypomniałem. Pamiętacie tran? Musiałem to pić- wstrętne. (...)

Oj, słwo "pamietam" nie oddaje prawdy... . Czy takie rzeczy mogą kształtować coś w człowieku, w jego psychice ? Ojciec ten tran przynosił z kopalnii, przydziałowy jakiś, nomen omen - w butelce po winie. Łyżkę stołową wciskali na siłę,
zagryzało się cebulą.
Nie ominęła mnie jeszcze jedna "przyjemność" : lekarstwo na wątrobę , takie granulki, które przyjmowało się z mlekiem, nazwy nie pamiętam a smaku i zapachu nawet wspominać się boję, brrr.
Gdy moje dzieci były małe lekarstwa tj. antybiotyki w syropie miały smak wiśniowy, malinowy czy jagodowy, a wapno - bananowy, i co one wiedzą o smakach...
Odpowiedz
#49
Syrop "Guajazyl" :nie_powiem:
Odpowiedz
#50
Wino J -23, Splendor- tzw jabole.
Odpowiedz



Skocz do: