Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Srajki
#26
(04-01-2014, 17:19)drajla napisał(a): :spoko:
Pomieszaj i czekajjjjjjjjjjjjj!
Czekam i czekam - zawiesina siadła może z 7-8 cm, w litrowej butelce i więcej ani rusz :niewiem:
Jednak chyba muszę potraktować ją Pektopolem .
Odpowiedz
#27
Niecierpliwa jesteś , poczekaj, tak choć z rok. :D
Odpowiedz
#28
Jestem ,jestem - mogę czekać :)

Śliwkowa z 2012r stoi grzecznie w piwnicy i też nie doszła jeszcze do doskonałości.

Zresztą z morelówką ze świeżych owoców mam to samo.

Słusznie Frida nazwała ją "zmorelówką"
Odpowiedz
#29
Zostałem dzisiaj obdarowany niewielką skrzynką śliwek. Chciałbym zrobić z niej jakąś smakowitą nalewkę, ale najpierw w ogóle chciałbym się dowiedzieć co to za śliwka?
Śliwki są dojrzałe, słodkie. Miąższ koloru żółto zielonkawego i nie odchodzi od pestki. Na skórce matowy "nalot", dopiero po przetarciu stają się "błyszczące".
Moja babcia nazywa je "glupkami", no więc zacząłem poszukiwania. Znalazłem, że w gwarze poznańskiej glupki to lubaszki, co w sumie miałoby sens, w końcu mieszkamy w Wielkopolsce. Potem trafiłem na ten wątek, moje śliwki są w sumie bardzo podobne do tych z pierwszego postu. Znalazłem ten fragment:
(28-08-2012, 22:22)stapler napisał(a): Zajrzałem do książki Ireny Gumowskiej "Owoce z lasów i pól" wydanie III 1986.
I tak ona pisze:
"Do dzikich śliwek można zaliczyć: ałyczę, lubaszkę i jej odmiany: psiarki, damaszki i prunele oraz mirabelkę i tarninę."
Dalej pisze:
"Lubaszka wystepuje u nas w różnych odmianach. Tzw. psiarki mają owoce drobne z bardzo gorzką skórką. Damaszkimaja owoce większe, jasnoczerwone, a miąższ łatwo odchodzi od pestki. Prunele mają owoce ciemnofioletowe, woskowo oszronione, z pestkami trzymającymi się miąższu"
Wychodzi na to, że moje śliwki to rzeczywiście lubaszki, odmiana prunele. Dobrze myślę?:pomocy:

Teraz drugie pytanie. Co z nimi zrobić? Zalać alko 70%? Dodawać całe, czy obkrawać je dookoła pestki? Jak długo macerować, miesiąc, rok?

   
Odpowiedz
#30
U mnie też na te małe dzikie śliwki mówi się "glupki/glubki" cokolwiek to kiedyś miało znaczyć. Są 3 odmiany.

Czyli wychodzi na to, że:
-czerwone to lubaszka damaszka,
-fioletowe to lubaszka prunela (jak u Ciebie),
-żółte to mirabelka.

Żółte śliwki są chyba najsmaczniejsze, jednak wszystkie mają wspólną cechę. Nie należy się nimi objadać. ;)
Odpowiedz
#31
lukihah - rób z całych, zalej 67,5%, maceruj 1 miesiąc, mieszaj co parę dni.
Odpowiedz
#32
Paweł ale z całych tzn z niewydrylowanych ale rozduszonych/uszkodzonych, czy po prostu całych całych? Litr alkoholu na na 1kg będzie odpowiedni? Potem - po tym miesiącu - owoce zasypać cukrem? Może miód, jak myślisz?
Odpowiedz
#33
Łukasz - całe, nierozgniecione owoce.
Litr może być troszkę za mało, ale max 1,5l alko o mocy 67, 5%.
Po zlaniu nalewu owoce proponuję zasypać cukrem, bo cukier mocniej wyciąga "dobroci" z owocków, aż będą wyglądały mocno pomarszczone jak "prawie" suszone. To oczywiście zależy od ilości cukru.
Sam miód zdominuje Ci aromat owocu i miód działa wolniej.
Uzyskanym syropem dosładzaj nalewkę i możesz wtedy ją domiodzić do swojego smaku.


Odpowiedz
#34
30.08.2014
Nalewka wczoraj nastawiona. 2kg całych śliwek bez "ogonków", 2,5l alko 67,5%. Tak jak radzisz za miesiąc zleje i zasypie cukrem. Dam znać co mi z tego wyjdzie:)

Edit - 25.10.2014
Tak jak pisałem śliwki przez jakieś 4 tygodnie pływały w alkoholu. Miałem pewne obawy przed dodawaniem całych owoców, ale jak spróbowałem jedną to rzeczywiście alkohol bez problemu "przeszedł" przez skórkę i "doszedł" do samej pestki. Po zlaniu nalewu owoce zasypałem 800g cukru. Po jakiś 10 dniach cukier był rozpuszczony, a owoce solidnie pomarszczone. Nalew z syropem połączyłem, profilaktycznie dodałem kilka kropli pekto i odstawiłem do klarowania. Muszę ją jeszcze zlać z nad osadu, osad przefiltruje i trafi na kilka miesięcy do piwnicy.
Dzięki panowanie za pomoc, Wasze zdrowie:pijemy:
Odpowiedz
#35
Zajrzałem kilka dni temu do piwnicy do mojej nalewki prunelkowej i moim oczom ukazał się niepokojący widok.
Nalewka stoi w trzech litrowych butelkach, a na górze pojawił się biały osad. Głównie obklejony wokół szyjki. Początkowo pomyślałem, że to pleśń... ale czy pleśń może się pojawić w słodkiej, 40% nalewce? W smaku, ani zapachu nic niepokojącego nie wyczuwam. Może to pektyny? Dodam, że "od dołu" nalewka jest klarowna i przyjemnie wygląda.

           
Odpowiedz
#36
Myślę że nie masz czego się obawiać. U mnie na winie węgierkowym tęż się zebrał taki śmieszny osad tyle że fioletowy, który zresztą ze smakiem zjadłem - smakował zupełnie jak powidła ;)
Odpowiedz
#37
Proponuję to przelać przez 1 warstwę ręcznika papierowego na sicie. Oczywiście nie mieszaj teraz tylko łagodnie wlej na sito z ręcznikiem, tyle ile zmieści się na jeden raz. Wszystko powinno zostać na ręczniku.

Możesz też wybrać z góry łyżeczką.

W 40% nie ma możliwości, żeby Ci zapleśniało.
Odpowiedz
#38
Dzięki za odzew. Łyżeczką nie mam szans się dostać do butelki. Coś będę musiał z tym wykombinować. Nie chciałbym mieszać tej mętnej "góry" z klarownym "dołem". Spróbuje może do zlać wężykiem, może dużą strzykawką. Zobaczymy jak wyjdzie, w ostateczności przefiltruje ją.



Skocz do: