Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Bogi. Ludzie! Co On wyrabia! Piłem.
Do arkebuza będzie dołączona druga próba-każdy dostanie z tej samej partii-tylko jeszcze nie wiem co.
Odpowiedz
Miałem edytowac poprzedni, ale, skoro czas jakiś już upłynął :o

Boggy Cuseneir #7
destylowany we Francji, barwiony w Rzeszowie
- w aromacie pontyjska i (?) miód. W smaku – rewelacja!. Piołun, mięta i kłujący anyż, moc pewnie 55% max (może i mniej bo pije się łagodnie).
Świetna równowaga, dla mnie bomba!

Travarica Rzeszowska 45%

Qur..ka, jak to otworzyć! Chwila szarpania kombinerkami … i jestem źródła. Aromat łagodniejszy niż oryginału chorwackiego (com go do porównań otrzymał), zdecydowanie przyjemniejszy. W smaku, za to, znacznie bardziej szczypiąca, czuć nutę, której nie jestem w stanie nazwać inaczej niż „acetonem”. Co ciekawe w oryginale (no, w wersji komercyjnej) ten „aceton” jest w aromacie, a nie w smaku, a tutaj odwrotnie całkiem. O dziwo, Rzeszowska młodsza, a ułożona znacznie lepiej. Rzeszowska górą! Choć generalnie linia travaricova leży mi nie bardzo. Tak, na apetyt kapkę przed posiłkiem i na tym poprzestać.

Tarninówka 36%

Likier! Qurka „opactwo” jakoweś czy co? Barwa, gęstość?! W aromacie tarnina zgaszona, goździk, kardamon (mało, lecz chyba były?) No i znowu jakaś bliskość z „Opactwem” (zwanym dalej „O” )! Słodzone ulepem. Schowam do pawlacza na rok, jak dojdzie tak jak onegdaj zapomniane w szafie „O” (a wiem, że dojdzie) może nawet zawalczyć o palmę pierwszeństwa. Potencjał ma. Oj, ma.
Przyznaj się, jest to Likier z Opactwa Faivre, tylko tarniną barwiony?


Dzięuję pięknie.
Odpowiedz
Odniosę się, bo znowuż zapomniałem.

Tarninówka na tarninie od taty, którą mroziłem hoho i jakoś tak nagle po skosztowaniu drajlowskiej tarninówki, napadł na mnie plan. Cukier był w maceracji, stąd ulep, zaś gożdziki i cynamon robiły za tło. Barwa wyszła z tarniny-taką zawdzięczam tacie, też mnie zbiła z tropu, fioletów ani z pół.
Odpowiedz
Arkebuzy już nalane i gotowe, drugi napój-niespodzianka nie mam w co wlać, więc będzie chwila zwłoki, zresztą i tak wolne, toteż po weekendz'ie majowym obiecuję rozesłać wszystko jak należy.
Odpowiedz
No to siup!

Arkebuz "Nowy" aromatyczny, bardzo piołunowy, arthemisia pontalier bardzo mi się podoba (chyba nawet bardziej niż arthrmisia pontica) i w goryczy i w aromacie. Bardzo przyjemy strzał :P mimo, że ran do gojenia nie było. Gorzki taki jak lubię, czyli baaardzo.


"Bączek" niewiarygodnie anyżowy i w smaku i wa aromacie, barwienie chyba czarnym bzem (?), bardzo przyjemny likierek, a właściwie likierzysko, bo słodycz wręcz syropowa ale (o, dziwo! ) nie razi.


Bardzo dziękuję.
Odpowiedz
Arquebuse

Kolor- wodnisto-jasno zielony, bardzo ładny jak na ziołowy likier.
Aromat- ziołowy bez szczególnej dominacji któregoś składnika, chyba o to chodziło.
Smak- z dobrze ułożonego ziołowego tła wyróżniają się goryczki piołunowe i szałwię też da się rozpoznać. Słodycz dodanego syropu doskonale łagodzi gorycz ziół.
Jeśli to jest lekarstwo to daję się postrzelić bez wahania.

Druga buteleczka - zagadka

Kolor - ciemno pomarańczowy
Aromat - Anyżek
Smak- egzotyczny owoc w miodzie a wewnątrz anyżek, bardzo miły, łagodny anyżek.

Lubię oba.

Jacek
Odpowiedz
Otrzymałem, opisuję:
Arquebuse
Kolor-zielonkawo- zółtawy, klarowny z delikatnie latającymi farfoclami
Zapach- alkohol delikatnie wyczuwalny, słodki, dla mnie na 1 miejscu szałwia, później mięta, resztę ciężko mi wyłapać.
Smak- i tu dostaję po dupie,smak od razu "atakuje" wargi, łyknąłem, aj czuję pieczenie na ranie na podniebieniu (za świeży chlebek z rana zjadłem), lekkie wykrzywienie, poczułem coś gorzkiego, a później to już poezja, słodycz syropu się rozpływa po ustach. I ten długo utrzymujący się posmak. Nawet bardzo długo. Alkoholu nie czuję albo tak skrzętnie się ukrył.

Pierwszy łyczek to było takie łoooo co to jest, ble. Ale jak posmak został w ustach to mmmm, drugi łyczek lepszy.

Dla mnie bardzo dobre mimo iż jakoś smaki ziołowe mi nie podchodzą. A na ranie utrzymuje się takie mrowienie :D

A teraz suprise:
Kolor pomarańczowo- miodowy. Przyjemny, podobnie jak powyżej jakieś farfocle się przejawiają, ale mniejsza z nimi.
Zapach- słodki, anyżowo- no właśnie coś jest ale nie wiem.
Smak-Słodkość taka jaką lubię, lekko wyczuwalny anyż(bałem się go bo smakowałem anyżówki sąsiada, zraziłem się do anyżu) a tu miła niespodzianka, jakiś słodki owoc to musiał być, bo wyczuwam jego słodkość między słodkością ogólną.
Zero goryczki, zero kwasowości.
Idealne połączenie.



Wyroby bardzo dobre, miłe zaskoczenie ze strony niespodzianki i ułożonego anyżu. Arquebuse zmaczny, jednak dla mnie może za ziołowy.
Dzikękuję Bogi
Odpowiedz
Kostas cieszę się że zaciekawiło, a może i troszkę posmakowało. Co do niespodziewanki, czy sugerowałeś się poprzednimi recenzjami, czy ten anyż tak Ci wyszedł sam z siebie? Bardzo mnie to interesuje, a że została jedna recenzja, to mogę ujawnić, że w niespodziewance nie ma ani miligrama anyżu, badianu, kopru włoskiego, lukrecji, nawet kminku:D

Mrowienie na ranie-zgodnie z przeznaczeniem leczy:P
Odpowiedz
Nie sugerowałem się, po prostu sąsiad dał mi swojej anyżówki, była to czysta anyżówka, z trudem przełknąłem. Tak mi ten smak wrył się. Kurde normalnie wbiłeś mi klina. Ale i tak pychaaaaaaaaa. Jeśli nie są to trudne do zdobycia składniki to będę próbował poczynić, bo normalnie słodkość i moc akuratna. Dla mnie pychota.

A co do mrowienia tak zdecydowanie, bo przy tej 2 nalewce czegoś takiego nie czuć.
Odpowiedz
Chciałem żeby niespodziewanka nie była taka na odwal się-coś tam naleję, tylko dająca do myślenia.

Anyżówki mają to do siebie, że lubią wodę, hehe, może przez to Cię zniechęciła. Ale że pychota to mnie zszokowałeś-tzn. mnie też smakowało podczas tworzenia i później, ale jednak nie jest to coś codziennego, typowego. Składniki nietrudne do zdobycia-jeden jest u mnie, drugi w każdym supermarkecie. W sumie, zdradziłem już dużo, to powiem tak: są dwa składniki plus alkohole (zwracam uwagę na liczbę mnogą) i syrop cukrowy. Buteleczka "odkręciła" się bez problemu? Szczerze powiem, włączył mi się pomysłowy Dobromir i nie miałem pewności.
Odpowiedz
"odkręciłem", ciutkę w taśmę poszło przy tej niespodziewajce, ale to tak niewiele w pierwszą warstwę. Arquebuse musiał zostać pozbawiony "zakrętki" bo się zakleszczyła. Dałem ciutkę Arquebusa kuzynowi skosztować, mówi że wyśmienity i prosi o szczegółowy przepis ;D Mówię mu poszukaj na forum. Już 2 godziny się nie oddzywa xD
Odpowiedz
W sumie wiosna przyszła, to może i po łąkach już gania, hehe

Czyli jednak temat zamykania jest tematem rozwojowym, człowiek się uczy całe życie.
Odpowiedz
Prędzej uwierzę że nie umie przepisu znaleźć :) trudno poszukam to mu podeślę, ale to już dziś mi się nie chce. Idę dumać o niespodziewajce.
Odpowiedz
Skąd ten anetolek słusznie podejrzewałem, ten z supermarketu też choć tak miodowego nie udało mi się jeszcze nigdy trafić, drugi alkohol pięknie się z tym "supermarketowym" uzupełnił i w smaku i w kolorze.
Niech żyje Prowansja.:slinka:

Jacek
Odpowiedz
Świerzbi mnie język, żeby powiedzieć, ale takiego afrontu tasmolowi nie uczynię.

Potwierdzam-składnik pierwszy zawiera anetol-o czym się dowiedziałem w sumie niedawno, ale do rodziny anyżowopodobnych nie należy. Co więcej badian zawiera poza anetolem, właśnie ten związek, który nadał nazwę temu składnikowi

Drugi alkohol dał tylko aromat, do koloru nie miał prawa nic dać.

Supermarketowy składnik-nuta końcowa, ona jest wyczuwalna.
Odpowiedz
(12-05-2011, 21:00)Bogi napisał(a): Świerzbi mnie język, żeby powiedzieć, ale takiego afrontu tasmolowi nie uczynię.

Boguś jak Cię świerzbi to napisz , bo ja najprędzej w niedzielę lub jeszcza bardziej prawdopodobne w poniedziałek będę mógł zakosztować Twoich specyfików :placze:
Odpowiedz
Agropyrum repens (L.) Beauv. raczej to nie będzie ... Myrrhis odorato ... chyba też nie, Anthriscus cerefolium, e, nie sądzę ... czyli skłaniam się ku Sassafras albidum :pijemy: !!!

:fajka:

jak mi jeszcze powiesz, że w składzie jest Zingiber Boehm, a olane

   

to uznam, że, na forum jest odpowiedź na każdy temat :niewiem:
Odpowiedz
Za dużo czytasz Andrzeju:D owszem jest to likier sassafrasowo-imbirowy z dodatkiem winiaku-winiak francuski bezbarwny, stąd na kolor nie wpłynął, ale na smak owszem-mimo że w ilości niedużej; drugi alkohol to spirytus z wodą. Sassafras zawiera anetol, może gdzieś po drodze się bardziej uwypuklił oraz też część dał syrup, bo gęsty był że on.

Brawo Andy!
Odpowiedz
(13-05-2011, 09:11)Bogi napisał(a): Za dużo czytasz Andrzeju:D

edit: imbir schował się całkiem (generalnie nie lubię imbiru, a tu nawet go nie wyczułem). Chyba też się pokuszę, ale muszę jeszcze na ten temat :ksiazka: :diabelek:

Acha, ręka mnie świerzbi, że muszę :glupek:

(12-05-2011, 20:01)Bogi napisał(a): Anyżówki mają to do siebie, że lubią wodę


Lubią,
ale ja je wolę bez wody, od araków poprzez ouzo, pastisy po absynty + cudeńka pominięte też (np. świetna włoska sambuca, co to ją miałem okazję wczoraj próbować).
Z wodą mam niechęć ogromną :kwasny: jakoś mój organizm reaguje podobnie jak na widok whisky z wodą lub lodem :tylek:
Odpowiedz
Mam tak samo. Nawet absynt klasycznie podawany nie za bardzo mi podchodzi.
Odpowiedz
Podobno jak się przychodzi zwiedzać górę Athos, wychodzi mnich, a żar leje się z nieba, i daje coś słodkiego do jedzenia-jakiś rodzaj baklawy czy czegoś w tym stylu i do tego kieliszek mocnej (więc pewnie niesłodzonej) anyżówki, która pewnie ma więcej wspólnego z absyntem czy tsipouro niż z anisette albo pastis'em. Obaj byście się tam znaleźli jak nic, hehe.

Co do imbiru, może jakiś taki mi się trafił? W wersji mniej słodkiej i mocniejszej czuć go, ale nie aż tak jak w wersji pierwszej-która jednak była imbirówką z sassafrasem i koniakiem; ta zaś jest sassafrasówką z imbirem i winiakiem, no i nie słodziłem syropem klonowym, ale zwykłym cukrowym, choć troszkę przyrumienionym:P

Dla osób zainteresowanych, mam 200ml do podziału wytrawniejszej wersji sassafrasówki z imbirem. Jak ktoś jest zainteresowany, proszę się deklarować.
Odpowiedz
Ma to coś wspólnego z rzeczywistością. Jak się kiedyś spotkamy, to opowiem jak w końcówce lat osiemdziesiątych wzbudziliśmy zainteresowanie pijąc pastis solo w małej knajpce na południu Francji. Jest to długawa i pouczająca historia a dzisiaj na pisanie nie mam jakoś weny.
Odpowiedz
(13-05-2011, 11:05)Bogi napisał(a): Podobno jak się przychodzi zwiedzać górę Athos, wychodzi mnich, a żar leje się z nieba, i daje coś słodkiego do jedzenia-jakiś rodzaj baklawy czy czegoś w tym stylu i do tego kieliszek mocnej (więc pewnie niesłodzonej) anyżówki, która pewnie ma więcej wspólnego z absyntem czy tsipouro niż z anisette albo pastis'em. Obaj byście się tam znaleźli jak nic, hehe.

Rozwiązanie jest proste: zamienić baklawę na souvlaki, anyżówkę na retsinę, poczekać do wieczora i poprosić mnicha o kielonek (lub kilka) tej mocnej :P

Ja to sobie tłumaczę prościej: jakby miała być tam dodana woda, ktoś by to zrobił na etapie produkcji :jezor: .

Odpowiedz
(13-05-2011, 11:58)cemik1 napisał(a): Ma to coś wspólnego z rzeczywistością. Jak się kiedyś spotkamy, to opowiem jak w końcówce lat osiemdziesiątych wzbudziliśmy zainteresowanie pijąc pastis solo w małej knajpce na południu Francji.
Może nie solo, ale podobnie miałem w Szwajcarii, pierwsza sprawa, zszokowało ich, że leje podwójnie (butelki miały taki odmierzacz 2cl), a dwa, że daję mało wody (osobiście zatrzymuję się między 2.5-3 części), podczas gdy u nich się przyjęło mało absyntu-3cl to chyba maks i dość dużo wody (proporcja 1:5/1:6 na porządku dziennym i nocnym); ciekawostką jest niemieckojęzyczna część Helwecji, gdzie zwyczajowo 1:1 to norma.
Odpowiedz
Jaaaaaa tam zostanę przy tej wersji, do mnie idealna i niech mi ktoś złego słowa na to nie mówi.
Poczytać muszę jeszcze bo te wasze zawijasy językowe mnie lekko dezorientują.
:) miłego dzionka życzę.
Odpowiedz



Skocz do: