Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy krupnik to szlachecki trunek?
#1
Witam,

Napisałem ostatnio na swojej stronie o krupnku:

"Jest to trunek z długą i bogatą historią. W dawnych czasach żaden szlachcic nie wyobrażał sobie polowania czy kuligu bez odpowiedniej porcji krupniku"

jeden z czytelników stwierdził, że krupnik "(...)to jeden z niewielu napojów wytwarzanych akurat nie przez szlachtę a przez chłopów(...)"

Jak to jest? Czy szlachcice w dawnych czasach pili krupnik? Czy to był napitek biedoty której nie było stać na poncz? Czy moje wyobrażenia o krupniku są zbytnio wyidealizowane?:)
Odpowiedz
#2
Chłopi to siwuche pili chyba "w dawnych czasach"...
Odpowiedz
#3
"Pożywienie ich, prócz chleba, stanowią zwykle różnego rodzaje kaszy i kartofle okraszone niekiedy słoniną, masło ser, placki, kiełbasa. Mięsa jednak rzadko uwidzą; na weselu za to, stanowi ono główny posiłek. Napojem zwykłym (prócz wody) jest gorzałka, wykwintniejszym napitkiem bywa wódka palona wraz z roztopioną słoniną; nader rzadkim zaś jest krupnik t.j. wódka z miodem."
Oscar Kolberg. 1865. Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce – tom 2. Drukarnia J. Jaworskiego w Warszawie. Link do źródła. Patrz strona 238 (w książce jest to 247).

edit: Z drugiej strony Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej (tom III) pisze:
"Krupnikiem zwano wódkę przegotowaną z miodem i korzeniami, która u mieszczan i uboższej szlachty podawana nieraz na gorąco, zastępowała poncz."

Wynika z tego że mieszczanie (pewnie Ci bogatsi) i szlachta zaściankowa pili krupnik, chłopi - tylko na weselach.
Odpowiedz
#4
A ja mam jeden świeży a dość żartobliwy komentarz do często wyrażanej na forum tęsknoty do staropolskich specjałów....

W dzisiejszym dodatku "Duży Format" do Gazety Wyborczej w rubryce "Talko" na stronie 9 jest artykuł/reportaż Pana L. Talko pod tytułem "Ja tu tylko sprawdzam. Jak gotować po staropolsku".

Człowiek opisał swoje próby odtworzenia kilku dań z przepisów Lucyny Ćwierczakiewiczowej "365 obiadów".....


Odpowiedz
#5
Chłopi pili okowite. Zajrzałem do tego artykułu SERVATOR, ale cos tam trzeba zapłacić , zalogować, a ja jakośc nie darzę estymą gazetewybiórczą, więc może skopiujesz tekst i prześlesz na forum?
Odpowiedz
#6
Moim zdaniem, nawet jeśli krupnik miał korzenie chłopskie (litewskie, żmudzkie), to i tak jak każdy trunek ewoluował- w starych przepisach przewija się masło czy słonina, w nowszych już nie, podobnie jak z podawaniem krupniku na gorąco-a'la poncz de facto.

Mogło być tak, że szlachta, zwłaszcza ta uboższa, zaściankowa, podchwyciła temat i zaczęła go rozwijać- jest przepis i sposób podania w książce Stanisława Morawskiego i in. "Szlachta-Bracia. Wspomnienia, gawędy, dialogi (1802-1850)":

"Do wielkiej glinianej misy wrzuciwszy po kilka szczypt dobytego z kuferka tłuczonego cynamonu, goździków, imbieru, angielskiego pieprzu, podawszy wedle potrzeby i talentu gospodyni stosowną ilość miodu, nalewa się wódka i zapala (...) jak się przegryzie, wspolnym tedy obecnych płuc zadęciem gaszą te niebieskie płomienie. (...) co kto ma pod ręką, zrazu gorącem, potem coraz chłodniejszem ciemnobursztynowym trunkiem bogate, przy wdzięcznym głowy schyleniu od waćpana do waćpana, kieliszki, szklanki, chodzą. Czasem się tam podciśnie soku czy z wiśni, czy z maliny. Wtedy nasz poczciwy trunek zrzuca złotogorący swój kontusz i karmazynach staje".

Na blogu Łukasza jest nawet znaleziona informacja, że krupniki miały być mętne i tylko nektar łańcucki był klarowny. Z biegiem lat granica między trunkami chłopskimi, a szlacheckimi się przecież zacierała i jeśli najczęściej chłopi pili prostkę czy szumówkę, z racji ceny, to od święta, mogli sporządzać krupnik-jako droższy, a kto wie czy nie jako pewien ersatz dla miodów pitnych, na które ich stać nie było?

Istnieje również duże prawdopodobieństwo, że taki krupnik, jaki robiono w XVIII wieku np. w ogóle nie pasowałby do dzisiejszych smaków i samych wyobrażeń o tym trunku, który przecież nie cechuje się jednolitnością przepisów i potrafi zaskoczyć (za wyjątkiem tych dziwadeł sklepowych), stąd też ewolucja.



Skocz do: