Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Miodolimka.
#26
(18-02-2018, 14:31)lech.kuba napisał(a): Odnośnie miodówki, widzę że pozostaje mi spróbować samemu zrobienie tej nalewki, z całkowitym zastąpieniem cytryny grejpfrutem.
Sugeruję użycie dość łagodnego miodu.
Odpowiedz
#27
(18-02-2018, 14:31)lech.kuba napisał(a):
(18-02-2018, 14:04)monika7 napisał(a): Mam 100 ml butelkę nalewu na skórkach z pomelo jako eksperyment to malowania smaków, ale aromat mnie nie przekonuje. Pachnie bardzo "medycznie" i dlatego na razie nie użyłam go do niczego.

Ale na jakim pomelo, bo Bogi gdzieś pisał że jedynie pomelo gatunek 1 lub extra nadaje się do pozyskiwania skórek.

Tzw miodowe pomelo, które było do kupienia w większości sklepów w Wiedniu. :D
Nie różniło się one smakiem o tych, które kupowałam jak mieszkałam w Stanach. W Polsce jeszcze ich nie próbowałam. Wszystkie pomelo, które do tej pory jadłam smakowały mi mniej więcej tak samo czyli jak niegorzki grejpfrut.
Odpowiedz
#28
OK, napisałem o tym bo Bogi wyraźnie zwrócił mi na to uwagę, ostatnio kupiłem pomelo z właśnie taką informacją gat. 1.
Lech
Odpowiedz
#29
(18-02-2018, 14:57)lech.kuba napisał(a): OK, napisałem o tym bo Bogi wyraźnie zwrócił mi na to uwagę, ostatnio kupiłem pomelo z właśnie taką informacją gat. 1.

Wydaje mi się, że gatunek extra, 1 albo 2 czy nawet pj (poza jakością) to jest kwestia jakości produktu a nie jego rodzaju.

Bez opisania charakterystyki każdego powyższego gatunku, który będzie oczywiście inny dla innego produktu (np pomidory 2 gatunku to lekko przejrzałe, miękkie, nadające się tylko do gotowania, a glazura gatunku pj to już zupełnie co innego :diabelek: ), taka klasyfikacja nie wiele mówi.

Jak chcesz zobaczyć różne rodzaje pomelo, to tu jest np. informacja po angielsku: http://www.deercreekheightsranch.com/en-2-3-4-5/. Interesujące, że nie żaden z nich nie nazywa się Honig (miodowy) pomelo czyli nazwa pod którą były sprzedawane w Austrii była czysto marketingowa.

Tak na marginesie, o to Ci chodzi? Wg mnie to jest jakość pomelo a nie jego rodzaj.
Odpowiedz
#30
(18-02-2018, 15:21)monika7 napisał(a): Tak na marginesie, o to Ci chodzi? Wg mnie to jest jakość pomelo a nie jego rodzaj.

Dokładnie o to mi chodziło, a z czego wnioskowałaś że chodzi mi o rodzaj a nie jakość, właśnie na tę jakość zwracał mi uwagę Bogi, uważał że skórka z pomelo innej jakości nie da pożądanego efektu. A tak abstrahując od tematu piwo wyszło bardzo ciekawe w csmaku i niestety zostały już tylko 3 butelki :placze: .

@drajla - masz rację, chcę użyć wielokwiat od plecionki.
Lech
Odpowiedz
#31
(18-02-2018, 18:28)lech.kuba napisał(a):
(18-02-2018, 15:21)monika7 napisał(a): Tak na marginesie, o to Ci chodzi? Wg mnie to jest jakość pomelo a nie jego rodzaj.

Dokładnie o to mi chodziło, a z czego wnioskowałaś że chodzi mi o rodzaj a nie jakość, właśnie na tę jakość zwracał mi uwagę Bogi, uważał że skórka z pomelo innej jakości nie da pożądanego efektu.

Głównie dlatego, że to co jest dostępne z importowanych owoców idzie z kilku masowych źródeł importu, z których potem zaopatruje się większość sklepów. Jakość tego co do nas dociera, nawet jeśli jest napisane 1 gatunek, jest daleka od porównywalnego poziomu jakości u źródła. Po pierwsze te owoce muszą przetrwać podróż oraz przechowywanie w chłodniach przez długi okres no i być relatywnie tanie aby się sprzedały. Są więc zrywane wpół dojrzałe albo kompletnie zielone i traktowane różnymi chemikaliami oraz woskiem aby się nie psuły i nie wysychały. Dopiero na miejscu są traktowane etylem, który przyspiesza proces "dojrzewania" (czytaj nabrania koloru a nie smaku), po czym wypuszczane do handlu detalicznego.

U nas trzeba przyjąć, że importowane owoce i warzywa albo są albo ich nie ma. W ramach tego co jest trzeba wybierać jak najlepiej wyglądające, bez oglądania się, co jest napisane na etykiecie na temat ich gatunku a czasem i rodzaju.

Np. tej zimy bardzo nacięłam się  (w 3 różnych sieciach) na czerwonych pomarańczach. W kilogramowych paczkach 2-3 sztuki były na tyle dojrzałe, że dawały czerwony sok, niestety bardzo kwaśny (sok z czerwonych pomarańczy jest zwykle łagodniejszy w smaku i słodszy). Reszta mogla spokojnie udawać normalne pomarańcze. I co z tego, ze każda sieć miała swój "rodzaj" (moro, tarocco, sanguinello) jak wszystko było taki sam chłam.

Wyjątkiem jest prywatny import prowadzony na małą skalę. Mam taki sklep w okolicy gdzie mogę kupić owoce z prywatnego importu, które smakują lepiej ale kosztują 3-4 razy więcej niż normalnych sklepach. Nawet tym daleko do cytryn czy pomarańczy zerwanych prosto z drzewa i zjedzonych w ciągu kilku dni. Wiem to z własnego doświadczenia i dużo bym dala, aby za oknem rosło mi drzewko cytrynowe albo limonkowe. Jak kiedyś wymyślą gatunki wytrzymałe na nasz klimat, to pierwsza ustawiam się po nie w kolejce. :P
Odpowiedz
#32
Ale pomelo to chyba oryginalnie pakowane bo foliowana, coby nie wysychały i w siateczkę ze wstążeczka z nazwą.
Lech
Odpowiedz
#33
(18-02-2018, 22:09)lech.kuba napisał(a): Ale pomelo to chyba oryginalnie pakowane bo foliowana, coby nie wysychały i w siateczkę ze wstążeczka z nazwą.

Na początek sugestia dla moderatorów, aby dyskusja, która kompletnie zeszła z tematu miodu i cytrusów była przeniesiona do nowego wątku.

A teraz wracając do tematu:

Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, dlaczego owoc, którego skórka i albedo jest grubości co najmniej centymetra, więc jest w stanie dobrze chronić miąższ/sok w środku, potrzebuje być indywidualnie zapakowany w folię? W niektórych krajach pomelo (importowane) jest sprzedawane luzem, więc pewnie ktoś odkrył, że w Polsce lepiej będzie się sprzedawać indywidualnie zapakowane. Stwarza to wrażenie czegoś ekskluzywnego i wysokiej jakości (a jednocześnie przyczynia się do marnotrawstwa). 

Nie bez powodu większość owoców i warzyw w supermarketach wygląda super ładnie i jest prawie takiego samego rozmiaru, bo w ten sposób łatwiej się sprzedaje. Wiele ludzi uważa, że tylko co ładne to dobre. Niestety często nie ma to nic wspólnego z ich smakiem, bo aby takie praktycznie idealne warzywa i owoce mogły być uprawiane, stworzyło się ich nowe krzyżówki, odporne na transport i przechowanie ale kosztem ich smaku (Japonia ma nad tym szczególna obsesję). To alternatywa do transportowania niedojrzałych owoców, ale skutek podobny. Nie bez powodu prawie wszystkie importowane truskawki są wielkości średniej śliwki ale jak z waty a pomidory zimą są twarde jak z plastiku.

Na świecie jest co raz więcej trendu aby kupować żywność bez względu na wygląd (tzw inicjatywy brzydkich owoców i warzyw), produkowaną geograficznie blisko do miejsca zamieszkania, w miarę możliwości bezpośrednio od producentów i to co jest aktualnie w sezonie. Oczywiście należy robić to w granicach rozsądku, bo we współczesnej kuchni trudno obyć  się bez takich produktów jak ryż, ziele angielskie, migdały czy rum. Angel A jak ktoś spróbuje stanąć między mną a owocami morza, których jakoś mało w naszym Bałtyku, to dopiero pozna jaki jestem choleryk. :D

Dla tych co chcą poczytać więcej, kilka linków (niestety tylko pierwszy po polsku)
http://local-food.pl
https://www.jamieoliver.com/news-and-fea...wonky-veg/ 
http://www.endfoodwaste.org/ugly-fruit---veg.html

Jeszcze na koniec: https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3wno_artysty (więcej informacji jest w wersji angielskiej).
Odpowiedz
#34
Dyskusję zostawiam. :spoko:

Wy tu gadu gadu, a ja już za cztery dni zlewam do mniejszego naparstka. :chytry:
Odpowiedz
#35
Monika7 - pewnie masz rację ('pewnie' - pisze nie dla tego że powątpiewam w to co piszesz, tylko dla tego że nie zgłębiałem tego zagadnienia), jeżeli chodzi o pomelo to wydawało mi się jednak, że siła robocza jest najtańsza tam na miejscu, w miejscu produkcji, a dodatkowe opakowanie (folia, siateczka) nie wpływa na możliwości transportowe.
Jeżeli o nasze owoce i warzywa to się zgadzam w 100%, dla tego nie kupuje w supermarketach tylko na ryneczku lub w sklepikach osiedlowych, i kieruje się informacją czy to nasze czy np. hiszpańskie (hiszpańskie kupuję w Hiszpanii ;)).
Owoce morza też lubię (lubię to mało powiedziane), natomiast jestem od Ciebie w lepszej sytuacji, bo mieszkam nad Zalewem Szczecińskim i ryby kupuję bezpośrednio od rybaków prawie przez cały rok :D.

PS - dzięki za linki są bardzo ciekawe :spoko:, szczególnie ostatni :D.
Lech
Odpowiedz
#36
(19-02-2018, 07:36)drajla napisał(a): Dyskusję zostawiam. :spoko:

Wy tu gadu gadu, a ja już za cztery dni zlewam do mniejszego naparstka. :chytry:

Nic mi się nie maceruje, a miód na razie (prawie) sam się fermentuje, to mam czas pisać. :P


(19-02-2018, 10:08)lech.kuba napisał(a): Owoce morza też lubię (lubię to mało powiedziane), natomiast jestem od Ciebie w lepszej sytuacji, bo mieszkam nad Zalewem Szczecińskim i ryby kupuję bezpośrednio od rybaków prawie przez cały rok :D.

Jestem zielona z zazdrości. :wsciekly:
Odpowiedz
#37
Monika
Może jakaś akcja 'świeża rybka dla stolycy' coby gula Ci zmalała ;)
pozdrawiam Jurek 



Odpowiedz
#38
W przypadku pomelo ta siateczka i folia ma uatrakcyjnić sam owoc. Spotkałem się już nawet z przypadkiem gdy sama folia nie była biała, tylko lekko żółta aby owoc wydawał się wyjątkowo dojrzały. Kupujemy oczami i w sklepie wybieramy najbardziej atrakcyjny owoc, po przyniesieniu do domu i ściągnięciu folii i siateczki owoc staje się jakiś blady i parchaty :)
MALUTKI KIELISZEK NIE DOJDZIE DO KISZEK !!!


\"DOBRY NA WSZYSTKO ŚRODEK:- ZE SPIRYTUSEM MIODEK\"

......50 ml wódki przed posiłkiem zabija wszystkie znane wirusy i bakterie.............100 ml nawet te nieznane .....
Odpowiedz
#39
(19-02-2018, 12:33)alskarus napisał(a): Monika
Może jakaś akcja 'świeża rybka dla stolycy' coby gula Ci zmalała ;)

Jurku,

Akcja jest teoretycznie co tydzień w piątek na targu rybnym na placu Powstańców Warszawy, tyle że on mi kompletnie nie po drodze i zwykle sobie o nim przypominam w sobotę rano. Dodgy

Ale nawet taki targ rybny nie zastąpi mi tego do czego miałam kiedyś dostęp na co dzień nad Atlantykiem. Te homary z Maine, co się ręcyma jadło, mając pod szyją zawiązany plastikowy śliniak aby chronić ubranie od kapiącego masła w którym zanurzało się kawałki soczystego robala. Te krewetki, małże, mule serwowane w różnym stylu w tzw clam shacks, nie wspominając już o wyborze ryb. Ech, łezka się kreci w oku. Cry
Odpowiedz
#40
(19-02-2018, 10:08)lech.kuba napisał(a): Owoce morza też lubię (lubię to mało powiedziane), natomiast jestem od Ciebie w lepszej sytuacji, bo mieszkam nad Zalewem Szczecińskim i ryby kupuję bezpośrednio od rybaków prawie przez cały rok :D.

Potwierdzam. Świeża ryba od rybaka, to niebo w gębie.
Szkoda, że u nas nie ma owoców morza i nie można ich tak bezpośrednio kupić na targu... Natomiast można pośrednio -Vongole (tylko one, na razie - mam nadzieję...) kupowane od rybaka we wtorek - podawane w czwartek. Najlepsza - znana mi - opcja, na północy Polski...
Tylko człowiek głupi, nigdy się nie myli...


Zdjęcia: FAZY BBCH, krzewy PINOT NOIR, krzewy ZWEIGELT.
Filmy uprawa:  SADZENIE,  CIĘCIE DWULATKÓW,  CIĘCIE TRZYLATKÓW
Filmy uprawa:  Historia krzewu Pinot Noir:  2017/2018 (odc I cz 1) cdn
Filmy winifikacja:  POMIAR KWASOWOŚCI MOSZCZU,  POMIAR KWASOWOŚCI WINA,  POMIAR WOLNEGO SO2

Odpowiedz
#41
Dlaczego u nas nie łowi się krewetek w Bałtyku? :(
Odpowiedz
#42
Odnośnie pomelo to, moim zdaniem, folijka ma chronić przed utratą wagi (zyski) ponieważ dość szybko mu skórka wysycha.

Rybki? Leszczyk, certa, karpik czy inna tołpyga (kiedyś też węgorze) złowiona, oprawiona, osolona i do jutra potrzymana w lodówce a usmażona na śniadanko to jest rarytas. Na miejscu i dostępne "od ręki" bo wystarczy tylko złowić (dodatkowa przyjemność).
Cóż. Albo marzyć o homarach albo na płoteczki tup tup tup....
Prawdziwy mężczyzna nie je miodu... Prawdziwy mężczyzna żuje pszczoły!
Po pierwszym kieliszku wychodzi z nas drugi człowiek i on też chce się napić! (Wańkowicz)
Porządek powinien brać przykład z bałaganu i robić się sam.

Jak by rządziły na świecie kobiety to nie było by wojen! Państwa by były co najwyżej poobrażane na siebie.





Odpowiedz
#43
tata - ja to mam na co dzień ale od końca marca, jak rybaki na zalew wypłyną, z węgorzem to rzadziej, ale ja osobiście węgorza to najmniej lubię.
Łowienie na robaka to nie dla mnie, no chyba na kuszę lub oścień.
No homar to jest coś, szczególnie zrobiony na pikantnie, ehh, pomarzyć.
Lech
Odpowiedz
#44
(19-02-2018, 18:33)tata1959 napisał(a): Rybki? Leszczyk, certa, karpik czy inna tołpyga (kiedyś też węgorze) złowiona, oprawiona, osolona i do jutra potrzymana w lodówce a usmażona na śniadanko to jest rarytas. Na miejscu i dostępne "od ręki" bo wystarczy tylko złowić (dodatkowa przyjemność).
Cóż. Albo marzyć o homarach albo na płoteczki tup tup tup....

(19-02-2018, 20:15)lech.kuba napisał(a): tata - ja to mam na co dzień ale od końca marca, jak rybaki na zalew wypłyną, z węgorzem to rzadziej, ale ja osobiście węgorza to najmniej lubię.
Łowienie na robaka to nie dla mnie, no chyba na kuszę lub oścień.
No homar to jest coś, szczególnie zrobiony na pikantnie, ehh, pomarzyć.

Obie rzeczy to rarytas, jak świeżutkie i właściwie zrobione, ale ani jednego ani drugiego bym nigdy sama nie łowiła (homary to w zasadzie łapie się w klatki a nie na wędkę). wiec jedyne tuptanie, które mi zostaje to do sklepu z rybami.

No ale wracając do głównego tematu tego wątku :pijemy: , niedawno filtrowałam nalewkę z kumkwatu. Niby wyszła OK, ale coś jej brakuje. Może czasu, a może właśnie miodu?
Odpowiedz
#45
monika7 - o łowieniu samem to wspomnienie z dawnych lat :D, a nawet więcej niż dawnych ;), natomiast homar jakiego jadłem i do tej pory pamiętam, to był w Togo i tylko go jadłem (a nie łowiłem) ehhh dobry był.
Wracając do tematu, to zrobię miodówkę na grejpfrucie, ciekawe co wyjdzie, decyzja podjęta :D, teraz przede mną zaopatrzenie się w niezbędne produkty i do dzieła.
Lech
Odpowiedz
#46
(19-02-2018, 18:33)tata1959 napisał(a): Odnośnie pomelo to, moim zdaniem, folijka ma chronić przed utratą wagi (zyski) ponieważ dość szybko mu skórka wysycha.

Tylko raz widziałem pomelo z ceną za wagę owocu, zawsze jest sprzedawane na sztuki. Bardziej już przemawia do mnie wyschnięcie skórki a nie utrata wagi. I podtrzymuję wersję że ma uatrakcyjnić owoc :)
MALUTKI KIELISZEK NIE DOJDZIE DO KISZEK !!!


\"DOBRY NA WSZYSTKO ŚRODEK:- ZE SPIRYTUSEM MIODEK\"

......50 ml wódki przed posiłkiem zabija wszystkie znane wirusy i bakterie.............100 ml nawet te nieznane .....
Odpowiedz
#47
(20-02-2018, 18:28)TEQUILA napisał(a): Tylko raz widziałem pomelo z ceną za wagę owocu, zawsze jest sprzedawane na sztuki. Bardziej już przemawia do mnie wyschnięcie skórki a nie utrata wagi. I podtrzymuję wersję że ma uatrakcyjnić owoc :)

No pewnie. :D
Odpowiedz
#48
Jakoś częściej widuję cenę za kg i to właśnie w Rzeszowie. Pozostanę więc przy swojej opinii ;).
Prawdziwy mężczyzna nie je miodu... Prawdziwy mężczyzna żuje pszczoły!
Po pierwszym kieliszku wychodzi z nas drugi człowiek i on też chce się napić! (Wańkowicz)
Porządek powinien brać przykład z bałaganu i robić się sam.

Jak by rządziły na świecie kobiety to nie było by wojen! Państwa by były co najwyżej poobrażane na siebie.





Odpowiedz
#49
(21-02-2018, 06:24)tata1959 napisał(a): Jakoś częściej widuję cenę za kg i to właśnie w Rzeszowie. Pozostanę więc przy swojej opinii ;).

Henek,

Ty jesteś Cysorz, więc tobie wszystko wolno. :D
Odpowiedz
#50
No!
Moniko, jeszcze żeby moja LP tak uważała.......

Lubię się z Robertem spierać i tyle. Tym bardziej, że, mam nadzieję, nie obraża się i nigdy nie ucieka w pozamerytoryczne sfery w toczonych sporach.

Robert, może to i laurka, ale na pewno nie oświadczyny!

Pawełku jak tam maceracja Twojej "Mandolinki" postępuje bo "my tutaj gadu gadu a tam N.... się zbroją"!
Prawdziwy mężczyzna nie je miodu... Prawdziwy mężczyzna żuje pszczoły!
Po pierwszym kieliszku wychodzi z nas drugi człowiek i on też chce się napić! (Wańkowicz)
Porządek powinien brać przykład z bałaganu i robić się sam.

Jak by rządziły na świecie kobiety to nie było by wojen! Państwa by były co najwyżej poobrażane na siebie.





Odpowiedz



Skocz do: