Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Parę mitów o nalewkach
#1
Witam,

Jako nowy na tym forum, nie chciałbym być przyjęty jako "wymądrzający się", ale wkurza mnie bezkrytyczne powtarzanie jako dogmatów - starych receptur. Nauka poszła nieco do przodu, a jako, że nalewki to nic innego jak wyciągi płynne z surowców roślinnych - można skorzystać z tejże nauki. Mój zawód wyuczony (farmaceuta wiekowy) pomaga mi w tym.

1. Mit I : zasyp owoce cukrem.. itd.. itp.. w słoju na słońcu... itd

Po pierwsze - chcąc wyekstrahować (wyciągnąć) z np owoców substancje istotne a te są rozpuszczalne - część w wodzie, część w alkoholu - najpierw należy zalewać alkoholem !!! Nie ma składników rozpuszczalnych w.. cukrze ! Z doświadczenia wiem, że sensowne jest robienie dwóch nastawów. Podam na przykładzie derenia: I nastaw - na 1 kg owoców (żadnego nakłuwania !!! po cholerę uwalniać pektyny, które i tak potem trzeba odsączać) 1 l alkoholu 50% - min 4 tygodnie, zlać i zalać 1 l alkoholu 40% i znowu 4 tygodnie. Dopiero potem zasypać owoce cukrem ( bardziej w celu odzyskania alkoholu niż uzyskanie jakichś istotnych substancji. Zmieszać nalew I z II, dodawać stopniowo !!! syropu do uzyskania właściwego poziomu wytrawności. Słodkości zawsze można dodać ale nigdy ująć !. Tak uzyskana nalewka ma ok. 38-40% (część wody pochodzi z owoców). Oczywiście, tuż po zlaniu ma bardzo ostry smak - jak wszystkie nalewki musi leżakować MINIMUM 6 m-cy, a generalnie powinna 1 rok.
Po drugie : wystawianie nalewek na słońce to narażenie wielu istotnych substancji na działanie promieni słonecznych, które działają destruktywnie (rozkładają) wiele istotnych składników nalewki.
I w trakcie sporządzania i leżakowania - nalewka powinna unikać światła (dobrze jest używać ciemnego szkła)

2. Mit II... zalej... poczekaj.. zasyp .. ( lub odwrotnie), zmieszaj...

Dzięki takim właśnie genialnym przepisom utrwalił się obraz nalewki jako koszmarnie słodkiego ulepku, w którym trudno się doszukać jakiegoś smaku czy aromatu. Jak napisałem wyżej - najpierw wyciągnąć z surowca wszystko co jest potrzebne a potem bardzo uważnie dosładzać.

3. Mit III : Wydryluj śliwki/wiśnie/tarninę.. bo zawarty tam kwas pruski ( cyjanowodorowy) jest śmiertelnym zagrożeniem

Gdyby tak było - każdy kompot ze śliwek/wiśni byłby śmiertelnie trujący, bo cyjanowodór i jego sole są znakomicie rozpuszczalne w wodzie ( a podczas gotowania minimalne ilości cyjanowodoru przeszłyby w sole tego kwasu) . Drylowanie ma na celu tylko i wyłącznie ustalenie poziomu specyficznego aromatu (gorzkich migdałów), który w większej koncentracji jest po prostu nieznośny.

4. Mit IV - "weź butelkę wódki i butelkę spirytusu"...
Oczywiście, nie ma tu dużego błędu, bo po zmieszaniu tych dwóch butelek otrzymujemy alkohol ok. 50-60 % (nie chce mi się dokładnie liczyć)
Moim zdaniem, należy dobierać stężenia alkoholu w zależności od rodzaju surowca. I tak przy nalewkach z owoców soczystych należy stosować stężenia większe (60-65%) o tyle przy owocach suchych ( np. owoc dzikiej róży) nie powinno się stosować stężeń większych niż 40%.
Jest to oczywiście kwestią doświadczenia, ale nie przypominam sobie owoców, które należałoby zalewać czystym spirytusem ( a i takie przepisy widywałem. Jest taki prosty wzór na rozcieńczenia - na studiach zwaliśmy go krzyżem św. Andrzeja - pewnie można go znaleźć w necie - pozwala nawet laikowi wyliczyć np. ile trzeba zmieszać alk. 30% i 70% aby otrzymać np. 38%.

5. Mit V - to w zasadzie nie mit a.. profanacja.. "wygotuj (!) owoce"

Gotuje się ew. kompoty a nie nalewki. Żelazną zasadą przyrządzania nalewek jest temperatura pokojowa !

Reasumując - zalecam każdemu nalewkowiczowi a szczególnie początkującemu prowadzenie skrupulatnych zapisków własnych receptur, przy czym istotną ich częścią powinna być ocena organoleptyczna a/ tuż po zmieszaniu ( moc, aromat) b/ po 6 m-cach i c/ jak starczy cierpliwości - po roku :D . Ta część zapisków jest podstawą do korekty receptur, tak aby osiągnąć TEN własny smak, aromat.

Pozdrawiam -

kastor
Odpowiedz
#2
Fajnie i pięknie.

A poczytałeś choć trochę to forum ? Większość z tych mitów wiele razy już została tu obalona .

No i witaj na forum.

Edit: I wcale nie jestem nastawiony na NIE - ale po co zakładać nowe wątki jak już takie informacje są na forum.
Odpowiedz
#3
aaaa, to nie problem, jeśli powtarzam prawdy ogólnie już znane - wywal ten wątek w niebyt i po temacie.
Celem moim było zebranie tego w kupie, żeby ktoś, kto zaczyna przygodę z nalewkami uniknął podstawowych błędów.
By the way... wiesz ile czasu zajęłoby mi przeczytaniu CAŁEGO forum ?

Bój się Waść Boga :D

Pozdrawiam -

kastor

PS. klasyk już dawno stwierdził "wszystko już kiedyś zostało powiedziane" - a jednak ludziska nadal próbują coś dorzucić
Odpowiedz
#4
Tasmol...

ano zacząłem czytać forum... post "zasady ogólne wyrobu nalewek"... i czytam :
3 - najlepiej robic nalewki z owocow swiezych spirytusem do 70° (tutaj jest kilka metod osiagniecia wyniku 70 - ale mysle ze Tomek pomoze)
4 - uzywac tylko wody przegotowanej
5 - ogolne proporcje 1 kg owocow rozdrobnionych - 1-1,5 l spirytusu 70°, a susz 1:2-3l sp. ale troche slabszego
6 - NAJWAZNIEJSZE - jesli zalewasz owoce (bez cukru), osobno przygotuj syrop cukrowy i do goracego wlej
nalewke - chodzi o klarownosc!!!!

No i mamy mit o zalewaniu spir. 70% i o wlewaniu nalewki DO GORĄCEGO SYROPU"....

No nic... może to jakieś nowe trendy przyrządzania nalewek... chyba jestem już za stary na takie nowinki :D. Może czas się już zbierać ?

Jak znajdę chwilę czasu popiszę o efektywnych metodach sedymentacji i filtracji... pewno też już było - ale może komuś się przyda ?

pozdrawiam - kastor
Odpowiedz
#5
(09-02-2012, 13:53)kastor napisał(a): 6 - NAJWAZNIEJSZE - jesli zalewasz owoce (bez cukru), osobno przygotuj syrop cukrowy i do goracego wlej
nalewke - chodzi o klarownosc!!!

pozdrawiam - kastor

No właśnie nigdy o tym nie pamiętam !;)

Wacek

ps. nie pisz następnego postu pod swoim postem - taki regulamin wymyślili:) , czekaj aż ktoś odpowie (ale nie czekaj długo bo Cię śnieg przysypie )
Odpowiedz
#6
... albo edycja swojego posta i dopisanie tego co nam się przypomniało :)
Odpowiedz
#7
Ale wtedy starczy skopiować pierwszy post i go usunąć, a wstawić oba do nowego. ;)
Odpowiedz
#8


Cytat Wysłane przez 1stgreen
... albo edycja swojego posta i dopisanie tego co nam się przypomniało :)


Tylko wtedy post nie idzie do góry wiec odpływa w niebyt .:)

Działa ?
Odpowiedz
#9
(09-02-2012, 13:05)kastor napisał(a): aaaa, to nie problem, jeśli powtarzam prawdy ogólnie już znane - wywal ten wątek w niebyt i po temacie.

Nie mam wcale zamiaru tego zrobić

(09-02-2012, 13:05)kastor napisał(a): Celem moim było zebranie tego w kupie, żeby ktoś, kto zaczyna przygodę z nalewkami uniknął podstawowych błędów.

Tu muszę przyznać, że słuszna koncepcja.

pozdrawiam
Odpowiedz
#10
(09-02-2012, 12:35)kastor napisał(a): utrwalił się obraz nalewki jako koszmarnie słodkiego ulepku


Moja żona uwielbia słodkie nalewki, ja przeciwnie. Rzecz gustu.
Odpowiedz
#11
Kastor Ty się nie leń - Ty pisz ten "kompendion" czy inny poradnik. Odnośnie cukru to uczyli kiedyś ( ponoć wiekowy jesteś ), że roztwory maja naturalną tendencję do wyrównywania stężeń. Rozumiem farmaceutyczną fobię cukrową ( "biała śmierć") ale nie bardzo godzę się z tezą, że "Nie ma składników rozpuszczalnych w.. cukrze !", bo nie o cukrze a ROZTWORZE (cukru i soku, a więc i wody) przy nalewkach mowa- sypiesz cukier a owoc sok oddawa ;). Nie mniej pisz - każda wiedza przydać się może i warta jest zauważenia.
b.
 Jeżeli twierdzisz że zrobienie czegoś jest niemożliwe, nie przeszkadzaj osobie która to właśnie robi !
    Wszystko co dobre jest nielegalne, niemoralne lub powoduje tycie.



Odpowiedz
#12
(10-02-2012, 12:21)Cygaro napisał(a): Moja żona uwielbia słodkie nalewki, ja przeciwnie. Rzecz gustu.

Też nie lubię kwachów więc tak jak wino odkwaszam nalewki z derenia czy pigwowca Bianco Neve .

Wacek
Odpowiedz
#13
Są pewne zasady ogólne - bardzo pomocne na początku. Później każdy nalewkowicz wypracowuje swoje własne - tak aby uzyskać produkt, który jemu smakuje.
Ja w zasadzie obecnie tworzę tylko nalewki wytrawne (owocowe) - dlatego do niektórych owoców używam spirytusu o mocu ok 55-60%. Do innych 70%. Połączenie wódki i spirytusu w równych proporcjach.daje ok 70%.
Wyjątkiem w moich produktach jest pigwowiec, który moim zdaniem w wersji wytranej jest niepijalny - wobec tego moja pigwowcówka jest wyłącznie słodka.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#14
Też przyłączam się do zdania obalającego. Może z wyjątkiem punktu ostatniego o gotowaniu owoców. Ostatnio nie stosuję w ogóle zasypywania cukrem po zlaniu z nich ostatniego alkoholu. Tak otrzymane syropy cukrowe ciężko się klarują czy filtrują. Dodatkowo "wyciskanie" syropu do ostatniej kropli też jest zazwyczaj trudne. Wygodniej, moim zdaniem, jest wygotowanie pozostałych aromatów i alkoholu i ich skroplenie. W ten sposób odzyskujemy całkowicie alkohol z owoców i większość aromatów. Otrzymany półprodukt mieszamy z poprzedzającymi nalewami lub poddajemy dalszemu uszlachetnianiu np. dodatkiem cukru i wiórków dębowych. A co do nalewek słodzimy je łatwo do woli miodem lub cukrem w postaci syropu.
Uprzedzając pytanie, jak już pisałem na tym forum, proceder ten (destylacja owoców ponalewkowych) jest całkowicie legalny.
Odpowiedz
#15
Zimny prysznic typu kastor nikomu jeszcze nie zaszkodził. Mnie się podoba.
Odpowiedz
#16
(24-02-2012, 16:38)cemik1 napisał(a): Ostatnio nie stosuję w ogóle zasypywania cukrem po zlaniu z nich ostatniego alkoholu. Tak otrzymane syropy cukrowe ciężko się klarują czy filtrują. Dodatkowo "wyciskanie" syropu do ostatniej kropli też jest zazwyczaj trudne. Wygodniej, moim zdaniem, jest wygotowanie pozostałych aromatów i alkoholu i ich skroplenie. W ten sposób odzyskujemy całkowicie alkohol z owoców i większość aromatów.

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Kupujemy wyciskarkę (w wersji budżetowej ręczną, albo końcówkę do naszej maszynki do mięsa) i wyciskamy owoce do ostatniej kropli. Cukru nie trzeba dodawać do tego, a alkoholu zostaje w trocinach nieznaczna ilość.
Odpowiedz
#17
Mam wyciskarkę (podobną do ręcznej maszynki do mięsa), mam małą praskę do owoców ponalewkowych i po dosć długim stosowaniu tych dwóch rozwiązań wybrałem jednak trzecie. Spróbuj wycisnąć alkohol z owoców pigwowca. Nie wspomnę już o mułach ponalewkowych. A naprawdę wiele tam dobroci i ne jest to bynajmniej tylko alkohol.
Odpowiedz
#18
Cemik1 nie dalej, jak miesiąc temu wycisnąłem... niech sprawdzę.... 3420ml soku z 4340g pigwowca na w sumie niecale 15 litrów nalewki:
[Obrazek: %252Fmnt%252Fsdcard%252FDCIM%252FCamera%...E00019.jpg]

Czy to wystarczy za komentarz?
Odpowiedz
#19
Oczywiście. Ja przedstawiłem tylko swoje subiektywne zdanie na ten temat. Wybór pozostawiam czytającym.
Odpowiedz
#20
Jedno trzeba przyznać. O ile nalewka z pigwowca z dodatkiem takiego soku i cukru filtruje się jeszcze w miarę ok (przez filtry do kawy - 15l w jakiś w sumie tydzień na 3 lejki), o tyle są owoce, które są znacznie bardziej problematyczne. Szczególnie aronia po wyciśnięciu jest bardzo gęsta i jedynie na siłę przeciskana przez worek filtracyjny poszła. Ale aronia z bardzo dużą ilością pulpy się przeciska.
Odpowiedz
#21
Nie bardzo mam pomysł gdzie umieścić moje pytanie a nie chcę zakładać nowego tematu.

Kwas pruski - mit? Czytam o nowych badaniach i właściwościach leczniczych etc. Moja wątpliwość nie polega jednak na uznaniu, bądź nie, zdrowotnych właściwości pestek a na ich rzeczywistej szkodliwości.


Mam nalew ze zmiażdżonych pestek śliwki. Ok. 300g tychże zmiażdżonych pestek i ok. 400ml spirytusu. Stoi pół roku. Zrobiłem go przy okazji robiąc wino śliwkowe pod wpływem pzepisu, którego nie potrafię dziś jednak zlokalizować w internecie. Wg tego przepisu efektem miała być pestkowa esencja, którą następnie będę mogł traktować wódkę.

Czy to ma rację bytu? Czy powinienem pozbyć się specydiku czym prędzej? :)

Z góry dziękuję za pomoc :)
Odpowiedz
#22
(02-03-2012, 19:52)blackadder napisał(a): Wg tego przepisu efektem miała być pestkowa esencja, którą następnie będę mogł traktować wódkę.

Czy to ma rację bytu? Czy powinienem pozbyć się specydiku czym prędzej? :)
Ma rację bytu.
I tą esencją będziesz dosmaczał do swojego smaku nalewki, które zrobisz. Oprócz pestek śliwek używam też pestek z wiśni i pigwowca.
Jeszcze to sobie poczytaj: http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-natu...iczna.html



Odpowiedz
#23
(03-03-2012, 09:00)drajla napisał(a): Jeszcze to sobie poczytaj: http://fitness.wp.pl/zdrowie/metody-natu...iczna.html

Proszę cię, nie powtarzaj bzdur, nawet jeśli taki portal, jak wp.pl, je powiela.

http://rozanski.li/?p=1340

Cytat:Wokół witaminy B17 panuje bardzo dużo nieporozumień i niejasności. Krebs miał sporo nieprzyjemności wskutek zalecania tego związku w leczeniu raka. Jednocześnie dzięki rozgłosowi i sprzedaży preparatu Laetrile zarobił sporo pieniędzy. Jako oryginalny preparat Laetrile nie może być produkowany, bowiem jego sprzedaż jako leku jest zabroniona. FDA, National Cancer Institute US oraz szwajcarska Pharmavista odradzają stosowanie witaminy B17 w zakresie leczenia nowotworów. Gdy US Food and Drugs Administration zabroniło sprzedaży Laetrile wówczas produkcję przeniesiono do Meksyku. Zaczęto wówczas promować ten preparat pod nazwą witaminy B17, jako naturalne źródło substancji leczącej i zapobiegającej rakowi.

Na rynku dostępne są liczne mniej lub bardziej udane substytuty Laetrile. Aby nie narazić się inspektorom z różnych instytucji państwowych producenci tego typu środków wykorzystują wyciągi z pestek, tak aby zawsze można było powiedzieć, że jest to swoistego rodzaju suplement. Trudno przecież zabronić zjadania nasion lub sprzedawania przetworzonych nasion powszechnie spożywanych owoców, np. moreli, brzoskwini, albo jabłek. Powstały liczne publikacje szerzące informacje o witaminie B15, głoszące, że sam autor leku stał się ofiarą nagonki ze strony koncernów farmaceutycznych i instytucji rządowych. Stworzono swoistego rodzaju teorię spiskową dziejów wymierzoną przeciwko “biednemu i uczciwemu” E. T. Krebsowi. Szczerze mówiąc sam w latach 80 i 90 w to uwierzyłem, ale gdy dotarłem do informacji o całej tej historii i dokumentacji naukowej o Laetrile zmieniłem swój pogląd na ten temat, a postać E. Krebs’a przestała być dla mnie autorytetem oraz ofiarą. Dla mnie jest to zwyczajny kombinator, który wykorzystywał tragiczną sytuację ludzi chorych na raka. W gruncie rzeczy nie poszukiwał prawdy o swoim wynalazku i nie przyznał się do pomyłki.

Najbardziej niebezpieczne dla zdrowia i życia mogą okazać się syntetyczne glikozydy cyjanogenne z niewiadomego pochodzenia, których synteza nie powiodła się i w rezultacie będą one źródłem niekontrolowanej dawki i formy cyjanowodoru lub cyjanku.

Chybione mogą okazać się także różnego rodzaju kombinacje preparatów, np. Schweizerisches Toxikologisches Informationszentrum opublikowało artykuł z 2005 r. (Ann. Pharmacother. 2005 Sep; 39(9):1566-9) autorstwa Bromley J, Hughes BG, Leong DC, Buckley NA.; Life-Threatening Interaction Between Complementary Medicines: Cyanide Toxicity Following Ingestion of Amygdalin and Vitamin C, w którym przedstawiono antagonistyczną interakcję (amigdalina – laetrile z witaminą C) jaka zaszła na skutek zażywania witaminy C w dużych dawkach (4,8 g/dzień) z równoczesnym przyjmowaniem amigdaliny (w dawce 3 g), u pacjenta z rakiem, lat 68. Doprowadziło to do zaburzeń procesu detoksykacji cyjanków i wystąpienia kwasicy mleczanowej, drgawek i zatrzymania oddychania.

Jeżeli przyjmiemy, że preparat z witaminą B17 zawiera rzeczywiście nienaruszony glikozyd to wchłanialność tej substancji wynosi 3% spożytej dawki. Jeżeli zażyjemy 100 mg amigdaliny to do krwi przedostanie się jej jedynie 3 mg. Słuszna więc była pierwsza koncepcja Krebs’a, aby Laetrile podawać dożylnie. Niewątpliwie można było wówczas kontrolować zawartość składnika czynnego w ustroju. Ponadto możliwe było dłuższe zachowanie formy chemicznej nitrylozydu (glikozydu) we krwi.

Glikozydy cyjanogenne są związkami niestabilnymi, szczególnie gdy dostaną się pod wpływ kwasów i enzymów. Tkanki roślinne bogate w nitrylozydy, gdy zostaną uszkodzone – szybko uwalniają enzymy rozkładające glikozydy do cyjanowodoru i cukru. Wyodrębnione glikozydy cyjanogenne w rozcieńczonych kwasach, np. solnym, albo poddane działaniu emulsyny (mieszanina enzymów roślinnych, w których dominuje glikozydaza beta), rozpadają się na aldehyd benzoesowy, kwas cyjanowodorowy i cukier. Enzym zawarty w drożdżach rozkłada amigdalinę na 1 cz. glukozy i nitryl kwasu l-migdałowego. W wyniku ogrzewania ze stężonym kwasem solnym amigdalina daje kwas d(-)-migdałowy. W żołądku zachodzi hydroliza typowa dla rozcieńczonego kwasu solnego, zatem już w przewodzie pokarmowym jest uwolniony cyjanowodór. Nijak się ma więc teoria Krebsa, że komórki rakowe rozkładają glikozyd cyjanogenny co cyjanowodoru, który je zabija. Glikozydy cyjanogenne nie dotrą do tkanki rakowej po podaniu doustnym, więc reakcja taka nie ma w ogóle miejsca.

Warto dodać, że emulsyna nie wszystką amigdalinę rozkłada do cyjanowodoru, aldehydu i dwóch cząsteczek cukru. Część amigdaliny zostanie pozbawiona jednej cząsteczki cukru (glukozy), przez co przekształci się w inny glikozyd cyjanogenny – prunazynę. Ta oczywiście w miarę przebiegu reakcji będzie dalej podlegać oczywistemu rozpadowi. Ślimaki posiadają enzym, który hydrolizuje amigdalinę, uwalniając disacharyd gencjobiozę.

Uwolniony cyjanowodór w przewodzie pokarmowym, w przeciwieństwie do glikozydu cyjanogennego, szybko ulega wchłonięciu do krwi i limfy. Wolne jony cyjanowe są metabolizowane do rodanków z udziałem enzymu siarkotransferazy tiosiarczanowej. Rodanki są 200 razy mniej toksyczne od cyjanków. Metabolizm cyjanów odbywa się głównie w wątrobie. Do przemiany potrzebna jest dostateczna ilość aminokwasów siarkowych, metioniny, cysteiny, cystyny. Przy niedoborze tych aminokwasów dochodzi szybko do zatrucia cyjankami. Część grup cyjanowych jest utleniana do CO2 i kwasu mrówkowego. Cyjanki łączą się również z cystyną, dając kwas 2-iminotiazolidyno-4-karboksylowy, który, podobnie jak rodanki może być wydalony z moczem.

Cyjanki muszą być wydalone z ustroju, bowiem hamują układ enzymatyczny oksydazy cytochromowej, uniemożliwiając wykorzystanie tlenu przez komórkę. Cyjanki powodują więc uduszenie organizmu wewnątrzkomórkowo. Oksydaza cytochromowa jest obecna we wszystkich komórkach organizmu, także i tych patologicznych (nowotworowych). Nie można więc powiedzieć, że amigdalina dając cyjany spowoduje uśmiercenie tylko komórek rakowych. Nie jest to lek inteligentny, który trafi tylko do nowotworu i tam zahamuje oddychanie. Zahamuje oksydazę wszędzie.

Teoretycznie istnieje możliwość skumulowania amigdaliny lub Laetrile (jako glikozydów) w tkance rakowej (np. przez wstrzyknięcie ich bezpośrednio do tkanki w odpowiednim roztworze; droga doustna odpada kategorycznie), następnie wprowadzenie tam glikozydazy, która spowoduje rozpad nitrylozydu do cyjanowodoru i cukru. Teoretycznie miejscowo zaszła by wówczas inhibicja oksydazy. Należy jednak pamiętać, że trudno tę reakcję przeprowadzić in vivo, bowiem tkanka nowotworowa jest najczęściej bardzo silnie unaczyniona i cyjany z pewnością by wydostały się dalej.

Uważam więc, że koncepcja leczenia nowotworów za pomocą glikozydów cyjanogennych jest nierealna w żywym organizmie. Zupełnie pozbawiona sensu przy podawaniu doustnym preparatu, który podlega normalnemu trawieniu i detoksykacji, typowemu dla związków cyjanogennych.

Tak przy okazji trochę o metabolizmie amigdaliny.
Odpowiedz
#24
(02-03-2012, 19:52)blackadder napisał(a): Mam nalew ze zmiażdżonych pestek śliwki...Czy powinienem pozbyć się specydiku czym prędzej?
Tak, pozbądź się. Adres mogę podać na PW.
Odpowiedz
#25
Teraz jestem jeszcze bardziej zdezorientowany :/

Zapytam może inaczej - i z góry dziękuję za odpowiedzi jak dla 5 -o latka ;) -> Czy dodając małe ilości w/w nalewu do innych nalewek/wódek etc. narażam na szwank zdrowie pijących później te nalewki?...

:)
Odpowiedz



Skocz do: