Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Piję alkoholowe.
#51
Bo tak naprawdę, to większość tego winka siedzi (leży?) w dwóch balonkach w piwnicy, a do konsumpcji przeznaczono zaledwie 8 butelek! To fakt, potrzebuje jeszcze czasu, ale jak sie nie ma co sie lubi....
Pozdroski :big:
Odpowiedz
#52
A ja :glupek: myślałem, że jestem odosobnionym egzemplarzem.

Pozdro Adam
Odpowiedz
#53
Każdy jest odosobnionym egzemplarzem tego samego.
To co jest odosbnionym egzemplarzem czego innego, jest niezrozumiałe.
Zaręczam jednak, że wszyscy spośród * rozumieją ten problem, gdyż autopsja ich w tym doświadcza.
Odpowiedz
#54
Hm, dobra ta wiśnia. Szkoda, że tak mało. CO dzisiaj mamy? Niedziela. Taaa, w piątek "otwarłem" dziesiąteczkę. Wczoraj otwarłem ostatni litr. Jak fajnie, że w piwnicy jeszcze 45l. Będzie na święta... 11 blisko :D
Odpowiedz
#55
Nowym forumowiczom i "winnym" przypominam ten topic. Tutaj można wszystko. Nawet wyjść z siebie (albo za mąż). Od trzech dni pracuję nad czarnym bzem - już z 4 litry poszło (piję sam bo Ania nie lubi wytrawnych :) ).
Odpowiedz
#56
A moja tylko wytrawne, dlatego klucze od piwnicy przed nia musze chowac. Bo u mnie przewaza wytrawne.
Odpowiedz
#57
Moja za to półwytrawne i półsłodkie podobnie jak ja, zatem spożywamy we dwoje ale stanem magazynowym zarządzam ja oczywiście :big:
Odpowiedz
#58
Lolo !
W którym Grotkowie się tak popija? Na mapie są dwa, nie wiem, w którą kartkę na mapie mam stukać kielonkiem !
Jerry-Mc
Odpowiedz
#59
Jerry-Mc: szkoda mapy, jeszcze wylejesz :) A jeśli koniecznie to kieruj się na Opole. Właśnie jestem po pierwszej, porannej Popielcowej lampeczce (trochę mam korozję po wczorajszym bo nieoczekiwanie temat się BAAARDZO rozwinął i poszła w ruch ciężka artyleria).
Odpowiedz
#60
Jesli to lampeczka wina, to po bozemu, bo mocniejszych trunkow to dzis nie uchodzi. Mnie tez po ostatkach nieco suszy, ale Hangover Plant extract zaczyna dzialac i juz niedlugo na winko wroci smak.
Odpowiedz
#61
Idę do piwnicy sprawdzić czarną porzeczkę z wisienką.

Jak zawsze mocne jak cholera, tym razem jakieś gębę wykręcające :(
Odpowiedz
#62
Sprawdziłem swe porzeczkowe z wisienką dziś też i przetestowałem je na kolegach z pracy. Oooooj. Niezwyczajne głowy mają do wymyslnych trunków :jupi: niezwyczajne.

Ach. Jutro pierwsze piwo (z brewkitu robione) zlewamy z Michą. Będzie sie działo, oj będzie :tuptup:
Odpowiedz
#63
Browarek.... hmmm, ostatnio miałem okazje pić PRAWDZIWEGO PORTERA i o dziwo głowa nie bolała na drugi dzień. A nie wypiłem ja proszę Państwa marne 2 litry jeno z 4... tak smakowało. A kwestia GŁOWY NA DRUGI DZIEŃ jest o tyle zastanawiająca, że im więcej piję tym mniej boli. (??? - naukowe uzasadnienie by się przydało, kto chętny)) Nie wynika to z konsekwencji amnezji poimprezowej ale raczej z przystosowania do otoczenia. Nie mam tzw. "globusa" a lekką suchość i niejasne przeczucia, że dzisiaj chyba też coś "dziabnę", tak na ochłodę. I to jest zazwyczaj poranna lampeczka jakiegoś raźnego, wesołego winka (żyto, ryż).
Odpowiedz
#64
Ja juz doszedlem do tego stadium, ze mnie wcale nie boli glowa. A na poranna suchosc lodowaty browarek najlepszy.Na ostrzejsze przypadki mam eliksirek, o ktorym juz gdzies wspominalem. I tu chyba Lolo ma racje: z czasem organizm sie uodparnia i jest mu wszystko jedno ( zali litr, czy dwa lub wiecej).
Odpowiedz
#65
Piwo wyszło, coś ala pilsnerek, ale z takim niemieckim, gorzkim posmakiem, bardzo aromatyczne i bardzo świerze i dość mocne i ..... bardzo mętne :sloik:
Odpowiedz
#66
To, ze gorzkie to dobrze. Takie lubie. Nie cierpie slodkich meksykanskich, robionych z kukurydzy. A, ze metne - moze to nie pilsner , tylko Hefeweisen.
Odpowiedz
#67
Raczej uboższy kuzyn Fischera. I mocniejszy :)
Odpowiedz
#68
Do Zwirka : bo meksykańskie to z solą i lajmem sie pije przewaznie, i wtedy jest fajnie. A ja siedze w londynie pije teachrsa i strasznie mi brakuje mojej piwnicy, prawie tak samo jak mojej żony :)
Odpowiedz
#69
Co do picia, fakt że nie sam, od marca obaliłem w towarzystwie ze 3 balony piwa z brewkitów, że nie wspomnę o konsumpcji wina. Na moje szczęście wina robię mocne i piwa także, to tak dużo objętościowo nie schodzi :) Dziś byłem na imieninach na wódeczce, w piwniczce wypiłem piwko, a w domku wino. I teraz piszę, piszę, piszę....

PS: Kolejny temat odgrzewany:)
Odpowiedz
#70
Ja jestem zdania, że jedna lub dwie lampki wina (nawet codziennie) to nie alkoholizm.
Francuzi piją wino tak czesto jak Polacy kawę (albo częściej) i żyją dłużej :)
Co prawda fakt, że jest to nie tylko wpływ winka ale ich diety.
Pijmy jak najwięcej winka z czerwonych winogron i już...

pozdrawiam
:helo:
Odpowiedz
#71
Co do francuzkiej diety, to sie bracie mylisz. jest ona jedna z najgorszych na swiecie ( choc musze przyznac, ze dosc smaczna) i wlasnie konsumpcji wina zawdzieczaja zdrowie, bo ta niweluje wszelkie szkodliwe substancje, ktore spozywaja. Pozdr.
Odpowiedz
#72
Cytat:Wysłane przez AramiS
... im wiecj będe produkował tym wiecej będe pił

I jak w tym kawale:
- im więcej się pije tym bardziej trzęsą się ręce :polewam:
- im bardziej trzęsą się ręce tym więcej się wylewa
Czyli:
IM WIĘCEJ SIĘ PIJE TYM MNIEJ SIĘ PIJE! :diabelek:
Odpowiedz
#73
Polak nie kaktus- wino pić musi :)
Odpowiedz
#74
Siedzę właśnie przy lampce truskawkowego i przypomniał mi się ten wspaniały temat. Winko jest jeszcze mocno nasycone CO2 i niezcharmonizowane, ale dodatek sporej ilości mirabelek mocno urozmaicił smak i zapach tego czegoś. Jest tak mocno owocowe, że aż chce się je pić. Pychotka. Na weekend jadę z rodziną na działkę teścia, to baryłkę małą ściągnę - teściu się ucieszy, a i ja też.

Właśnie lampka sie skończyła, leję sobie następną.

Pozdrawiam wszystkich szczęśliwych winowajców.
ZWIREK
Odpowiedz
#75
Tak tak nie ma to jak lampka winnego co nieco. Ja również otworzyłem sobie butleczkę wisniowego z 2003 roku, i cóż niego w paszczy, miód na sercu, lekko na duszy. Dobrze jest sobie pociagnąć dzień po dniu. Oczywiśnie dla kurażu.

P.S. własnie sobie przypomniałem, e jutro sciągam młode z wiśni z ego roku. To się będzie działo.

Pozdrowienia
Dariusz
Odpowiedz



Skocz do: