Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Porażająco amatorskie mikrowino pomarańczowo-herbaciane
#1
10.03.2012

Od kilku dni tracę czas przeglądając to forum, więc inspirując się tym wątkiem z nudów nastawiłam w 750ml butelce po winie (ach, te zaplute monitory i facepalmy w tle) takie coś:

187,5g cukru
6g kwasku
1g pożywki
4 torebki herbaty
skórka z pomarańczy i mandarynki + 3 cząstki mandarynki
szczypta drożdży Fermicru
woda do szyjki butelki

Wsypałam do butelki cukier, powpychałam skórki i zalałam wrzątkiem, coby było w miarę sterylnie. Cukier nieszczególnie chciał się rozpuszczać, ostatecznie zostawiłam trochę na dnie, bo z przerażeniem przypomniałam sobie, że początkowe stężenie nie może przekroczyć 220g/l, czy coś, a cholerne skórki zajmują sporo miejsca. Po gorączkowych przeliczeniach połączonych z próbami oszacowania objętości skórek doczytałam podlinkowany wyżej wątek do końca i postanowiłam dosypać jeszcze troszkę pożywki (na oko jest jej jakieś 0,5-1g). W końcu stanęło na tym, że postanowiłam esencję herbaty wymieszaną z pożywką, kwaskiem i uwodnionymi drożdżami wlać ostrożnie do butelki i nie mieszać, coby powstał taki słodko-gorzki gradient, a gdyby nastaw nie zastartował do jutra wieczorem przelać do innej butelki i uzupełnić wodą. Z resztą i tak to zrobię za jakiś tydzień.

Tak, wiem, że kompletnie nieopłacalne i w takiej ilości to się robi matkę drożdżową, ale siedzę w akademiku, baniaki w domu, a już mnie skręcało, zaś skórki z pomarańczy pachniały i krzyczały "zrób cos z nami!".

----
11.03.2012

Całość połączyłam o 3 w nocy. Warstwa skórek pomarańczy, albo spora różnica gęstości spowodowały, że zrobiły się 2 wyraźne warstwy: na dole syrop, a na górze skórki poprzetykane drożdżową herbatą. Delikatne mieszanie powodowało jedynie zaśmiecenie syropu fusami herbaty, które po jakimś czasie opadały na dno. Ponieważ nie wyglądało na to, by drożdże miały dostęp do cukru, ok. 6 rano zatkałam butelkę korkiem i odwróciłam ostrożnie do góry dnem i z powrotem. Wygląda na to, że wszystko się w miarę połączyło, bo po tej operacji i godzinę później cały płyn był mętno-brązowy. Idę spać z nastawieniem, że trzeba będzie przelać i uzupełnić wodą.

Ps. Nie mam kabla do telefonu, ale gdyby ktoś był zainteresowany, to mogę kiedyś wrzucić fotki.

----
Na powierzchni przy ścianach butelki utworzył się malutki wianuszek z piany. Po zdjęciu kapturka z chusteczki higienicznej mocno pachnie pomarańczami (nie fermentacją..), ale przy potrząsaniu słychać pykanie, a do góry lecą bąbelki, więc chyba ruszyło. Może dorzucić jeszcze drożdży?
A już planowałam zrobić na tych skórkach hibiskusa.
Odpowiedz
#2
Ciekawe czy na koniec wyjdzie więcej niż lampka :diabelek:

Skoro zmętniało, tworzy się piana i lecą bąbelki znak, że coś się dzieje dobrego, to znaczy drożdże produkują etanol, nie ma sensu dodawać drożdży, dały sobie radę :]
Odpowiedz
#3
EEE no nie przesadzajmy... Wystarczy odwiedzić jakiś supermarket i kupić 3-4l słój... Jak nie pusty to z ogórkami.
Cena nawet studenta nie przyprawi o bankructwo. A zawsze na końcu masz te 2 literki a nie szklankę produktu końcowego...

Ale rozumiem o co chodzi mi też ciężko zasnąć nawet jak 5l dama nie robi bulk-bulko kolo łóżka...
Odpowiedz
#4
Wiedziałam, że tak będzie ^^ i zaraz mi ktoś powie, że po zlewaniu zostaną homeopatyczne ilości :)

Wino w słoiku po ogórkach? Błee... Mam możliwość kupienia tanio butelki piątki, ale:
1. Nie chciało mi się tam ruszać :P
2. Nie mam miejsca w akademiku
3. Ponoć jest w Polsce prawo zabraniające trzymania w akademikach alkoholu O.o więc mieli by podstawy do czepiania się, a takiej pierdółki nikt nie zauważy
4. Nie chciało mi się robić tak oszałamiającej ilości i szkoda mi herbaty - ponoć wino wychodzi takie sobie, ale ja właśnie jestem ciekawa jakie :) Ot, wypiję sobie tę szklankę z chłopakiem do obiadku, a w piątce zaparzę hibiskusa z imbirem, ale już w domu.

W tej chwili piana jest już spora, a do góry zasuwają pielgrzymki bąbelków. Także drożdże szaleją. Na ten moment chyba najbardziej czuć mandarynki.

----
Edit:

Późnym wieczorem zaczęło się pienić na tyle, że z ciepłej wysokiej półki przestawiłam je w chłodniejszy kąt. Ok. 4 w nocy zauważyłam, że piana zaatakowała już szyjkę, więc przemieszałam górną część nożem żeby trochę opadła (jeśli to głupie - powiedzcie. Nóż wyparzyłam, mieszałam takim gorącym, sięgał niestety tylko górnej części warstwy skórek) i wstawiłam do miski na wszelki wypadek. Ok. 10 rano obudziłam się i stwierdziłam, że trochę wykipiało nasączając moją profesjonalną osłonkę z chusteczki higienicznej i gumki recepturki. Wymieniłam ją, przy okazji znowu mieszając nożem. Pachnie paskudnie, pewnie po prostu jak fermentująca herbata z pomarańczą, co dziwne w smaku nie czuć jakiejś silnej słodyczy. Zauważyłam, że butelka jest dość ciepła, więc wlałam do tej miski trochę chłodnej wody. Pewnie i tak okaże się, że będe dziś musiała z bólem serca trochę tego paskudztwa wylać. Będę mieć dziś dostęp do termometru do herbaty i drewnianej łyżki z dłuższum trzonkiem niż nóż.
W sumie cieszę się, że przećwiczyłam sobie te wszystkie głupie błędy na małej próbce. Trochę bardziej to do mnie przemawia niż czytanie tych wszystkich rad. Poza tym zapomniałam napisać o najważniejszej przyczynie dla której nie zrobiłam normalnego nastawu - za kilka dni przenoszę się do innego pokoju. Jak wszystko ogarnę, to może jednak wrzucę jakąś piątkę ryżowca do szafy.

Ps. Wątek trochę się rozwlókł i może jest średnio ciekawy, ale proszę moderatora o nieusuwanie jako dokumentacji chyba rekordowo małego nastawu :P

---------
13.04

Wino było dwukrotnie zlewane - za pierwszym razem po dokładnym wstrząśnięciu i wymieszaniu nastawu znad skórek (dopełniłam deficyt wodą), potem już delikatniej i do większej butelki po soczku typu kubuś, do której zmieścił się już korek z rurką. Ostało się trochę osadu i fusów (tak, wiem, że powinno się ściągać wężykiem - normalnie tak robię :P). Dzisiaj na chwilę odkorkowałam i powąchałam - dalej zalatuje koszem na śmieci/kompostownikiem :( Jest chyba tak samo klarowne jak po drugim zlaniu i ma niewiele więcej osadu. Po poruszaniu butelką trochę bulka. Tak, wiem, że dopiero miesiąc od nastawienia ;)



Skocz do: