Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
SYROPY domowe
#1
Syropy robię w ostatnich miesiącach macerując na gorąco lub zagotowując owoce (żurawina, jeżyna i jagoda z mrożonek) i przecierając przez sito - więc to takie konfituro-syropy bardziej, zresztą bardzo smaczne. Do herbaty rewelacja. Oczywiście w sezonie robię z bzu (teraz czekamy na kwiat) itd.
Kupiłem niedawno kilo wiśni mrożonych (drylowane) i zastanawiałem się, jak te przerobić na syrop. I wpadłem na pomysł na syrop nieco eksperymentalny, rodem oczywiście z winiarstwa. Zalałem mrożonkę wrzątkiem po czym zaszczepiłem bayanusami typu "turbo fruit" i nieco dokwasiłem askorbinowym, niech se postoi ze trzy dni w tym garneczku obok win... Jeszcze je dziś czymś ugniotę, np. sparzoną butelką. Jak się te kilka dni pomaceruje to przecisnę przez worek (surowa bawełna :) i dalej będę postępował już typowo dla syropów czyli rozpuszczę cukier na gorąco (ale bez zagotowania) i pobutelkuję. Spodziewam się wspaniałości :)
Czekam na "dzikie" surowce na syrop, najlepsze są na koniec lata i jesienią i jest ich sporo... ale dopóki pora roku nie sprzyja robię z mrożonek i jestem zadowolony. Jednorazowo wychodzi 2-3 litry syropu w cenie połowy dobrych syropów dostępnych w handlu (czyli 10-15 zł za lit a nie za pol litra jak w sklepie czy Ikei - tam mają niezłe syropy) - przy czym walory takich domowych syropów są nieporównywalnie lepsze od nawet najlepszych sklepowych. Jest to w pewnym sensie zagadkowe bo przecież pod względem technologicznym te handlowe są często tak samo robione (np. tłoczone od Maurera). Po prostu domowe jest lepsze. Tak samo nic nie przebije skutecznością działania własnych preparatów ziołowych, szczególnie jak się jeszcze samemu te zioła zbiera. Apteczne naleweczki i syropy (np. lipowe) są OK ale te domowej roboty... 3 razy smaczniejsze i skuteczniejsze, tak na oko szacując. Autentyk :)
Otwieram temat bo liczę na Wasze wskazówki, pomysły i doświadczenia - syropy to u mnie w domu sprawa priorytetowa, nono stop muszą jakieś być i wciąż jakieś robię. My pijemy je wciąż z herbatą a dziecka jako "wodę z sokiem", także rewelacja jako polewka do płatków owsianych. Dzika róża zrobiona późną jesienią normalnie nas zabiła swą znakomitością...

PS Nie stosuję pektoenzymów do syropów! Wolę stracić 5 czy 10% "uzysku" (choć nawodnienie pozostałości po przecieraniu lub tłoczeniu i ponowne przetarcie/tłoczenie praktycznie zamyka temat) ale zachować tę wspaniałą "treściwość" domowych syropów, tę ich gęstość i zawiesistość wynikającą po części właśnie z obecności tych "żelujących" pektyn, z koloidalnego charakteru tych roztworów (bo pod względem chemicznym są to roztwory z zawiesiną i frakcją koloidalną, niektóre wręcz zamieniają się w żele np. żurawina bardzo chętnie :)
Odpowiedz
#2
Wszystko super, tylko ze gotowanie zabija witaminy. Smak jest ale dlatego skupiłem się na winach bo przy odpowiedniej technologii wino może zachować chyba najwięcej witamin itp. z owoców, oczywiście poza mrożeniem..
Od lat w domu stosujemy wina na różne dolegliwości i działają..Myślałem o robieniu syropów, miodów, dżemów ale proces produkcji kasuje witaminy wiec odpuściłem. Oczywiście takie produkty to super dodatek do herbaty, i wielu innych rzeczy.
Odpowiedz
#3
Oczywiście, że obróbka termiczna swoje zepsuje - ale dobroczynność takich syropów także jest niewątpliwa. Bo obróbka cieplna sama w sobie jest niekorzystna ALE... jest obróbka i obróbka. Ja np. nie zagotowuję surowców tylko ostrożnie podgrzewam (jeżyny i jagody na łaźni wodnej po przesypaniu cukrem tj. "gar-w-garze"). Bez czarny i tak trzeba pogotować - i prozdrowotności nikt mu nie odmówi. Wiadomo, że wina więcej przeniosą do finalnego produktu tj. wina :) Dlatego właśnie zrobiłem wino na wiórach z kłączy rdestowca i rodzynkach - ale i tak surowiec wysterylizowałem termicznie. To był oczywiście moment i zaraz dolałem zimnej wody. Właśnie się klaruje. Preparaty lecznicze będę robił w formie win, właśnie rozważam idealną procedurę na wino arcydzięglowe. Macerować surowiec w gotowym, sklarowanym winie czy wrzucić do młodego wina, które ma już "procenty" ale jeszcze pracuje? Każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety.
Odpowiedz
#4
Wypróbuj oba rozwiązania..Co do czarnego bzu, to wino robiłem tylko z kwiatów bo maja moc witamin i nie tylko a nie ma w nich sambunigryny. Duzo owoców zamrażam (tyle ile miejsca w lodówko - zamrażarce), potem jest z czego robić herbatki czy inne rzeczy.
Polecam wino z głogu na krążenie, sen..Zwłaszcza z owoców.
Odpowiedz
#5
Głogowe (pierwsze swoje) właśnie wczoraj zlewałem. Zaskoczyła mnie ilość brei zalegającej na dnie wiaderek, pod owocami (fermentowałem owoce w całości - część widać się rozpadła). Odsączyłem ją przez "worek" ale i tak wyszło razem 8 litrów zamiast zakładanych 10. Ale będzie dobrze - po sklarowaniu dokwaszę i/lub dosłodzę i/lub pokupażuję z DR. Drugi nastaw już bąbelkuje, tego będzie z 5 litrów i będzie to słabsze wino stołowe. Pierwszy nastaw to typowe wino domowe więc pod 18% i dosłodzone. Nie rozumiem koneserów kręcących nosami na ten styl trunku tj. wino mocne i (pół)słodkie-półwytrawne - dla mnie bomba, jak to jest dobrze zrobione to mamy trunek boski. Spotyka się zarzut że taki produkt cudownego mariażu dzikich owoców i szaptalizacji bardziej przypomina nalewki niż wina. Ale czy to jest wada? Po prostu jest to pewien "styl" napoju alkoholowego i istnieją takie napoje sabe, znośne i dobre a także - znakomite. Przy czym jest to wino gdyż jest produktem winifikacji :)

Część krytyków takiego trunku argumentuje, że konsumenci z zachodu Europy tego nie przełkną bo tam rządzą wytrawne wina gronowe... No jo cie prosza - schowajcie gdzieś głębiej te swoje kompleksy prowincjuszy. Domowe wina owocowe i miody pitne są właśnie naszą siłą i chlubą. Dodałbym podpiwki i kwasy chlebowe (na razie tylko domowe, w handlu dobre są litewskie, białoruskie i ukraińskie) no i oczywiście porter bałtycki :D
Odpowiedz
#6
Możesz robić syrop z cebuli. Szybko się robi, jeśli szybko się wypije, to nie trzeba poddawać obróbce termicznej.

Grzegorz

"Nie spiesz się tak młody przyjacielu!

Nikt nie umknie przed swoim losem."

Odpowiedz
#7
(01-04-2016, 10:56)kaminskainen napisał(a): Głogowe (pierwsze swoje) właśnie wczoraj zlewałem. Zaskoczyła mnie ilość brei zalegającej na dnie wiaderek, pod owocami (fermentowałem owoce w całości - część widać się rozpadła). Odsączyłem ją przez "worek" ale i tak wyszło razem 8 litrów zamiast zakładanych 10. Ale będzie dobrze - po sklarowaniu dokwaszę i/lub dosłodzę i/lub pokupażuję z DR. Drugi nastaw już bąbelkuje, tego będzie z 5 litrów i będzie to słabsze wino stołowe. Pierwszy nastaw to typowe wino domowe więc pod 18% i dosłodzone. Nie rozumiem koneserów kręcących nosami na ten styl trunku tj. wino mocne i (pół)słodkie-półwytrawne - dla mnie bomba, jak to jest dobrze zrobione to mamy trunek boski. Spotyka się zarzut że taki produkt cudownego mariażu dzikich owoców i szaptalizacji bardziej przypomina nalewki niż wina. Ale czy to jest wada? Po prostu jest to pewien "styl" napoju alkoholowego i istnieją takie napoje sabe, znośne i dobre a także - znakomite. Przy czym jest to wino gdyż jest produktem winifikacji :)

Część krytyków takiego trunku argumentuje, że konsumenci z zachodu Europy tego nie przełkną bo tam rządzą wytrawne wina gronowe... No jo cie prosza - schowajcie gdzieś głębiej te swoje kompleksy prowincjuszy. Domowe wina owocowe i miody pitne są właśnie naszą siłą i chlubą. Dodałbym podpiwki i kwasy chlebowe (na razie tylko domowe, w handlu dobre są litewskie, białoruskie i ukraińskie) no i oczywiście porter bałtycki :D

Masz goryczkę?

Mnie się udało ostatnio zebrać trochę głogu, tak z pol litra. Trochę za mało na  nastaw wiec
akurat oddzielałem owoce z II nastawu DR/jeżyna, prawie wszystkie owoce DR wybrałem, było tego z 2,5 litra i wraz z głogiem zrobiłem nastaw w 5 litrowym balonie. Na razie fermentacja burzliwa, wszystkie owoce w gorze i muszę uważać zeby mi nie wyszły rurka. Kolorek i zapach już fajny.
Odpowiedz
#8
Cosi mi się zdawa, że temat nie za bardzo syropowy bo syropy to nie słodkie przeciery owocowe a płyny zawierające więcej niż 45 procent cukru oraz substancje lecznicze. :D  Jak wspomniano szybki syrop z cebuli - cebule pokroić, zasypać cukrem powstały syrop zlać. To samo można z czosnkiem, pędami sosny, jodły, świerka. Pierwsze dwa jako odkażające przy infekcjach angino podobnych ( uwaga- czosnek potrafi nieźle podrażnić błony śluzowe!, zaś cebula u wrażliwych powoduje sensacje wątrobowo-jelitowe). Kolejne, z iglaków, znakomite jako łagodzące kaszel przy czym sosna wiedzie prym ( słynny "syrop pini" na sośnie oparty i wspomagany codeiną). Wszystkie robione metodą najprostszą - zasypać cukrem - zlać syrop. Syrop sosnowy zrobiony "higienicznie" i przechowywany w lodówce wytrzymywał u mnie ponad rok.
 Jeżeli twierdzisz że zrobienie czegoś jest niemożliwe, nie przeszkadzaj osobie która to właśnie robi !
    Wszystko co dobre jest nielegalne, niemoralne lub powoduje tycie.



Odpowiedz
#9
No ale żurawina to także klasyk fitoterapii więc taki wyrób będzie raz po prostu konfiturą do herbaty a innym razem syropem leczniczym. Obecność cząstek stałych przetartych przez sito nie czyni z tego jeszcze moim zdaniem nie-syropu :)
Ogólnie chodziło mi ogólnie o przetwory płynne w formie syropów (ponad połowa cukru) - bo te przetarte też są płynne. Ogólnie z tych mrożonek to najlepiej mieszać żurawinę z jeżyną - wychodzi bombowy syrop. Dla dzieci do "wody z sokiem" za to najlepiej brać wiśnie i przeciskać przez szmatę, bo dzieci nie lubią "fusów". Sprawdziło się, trąbią aż miło :)
Z tych stricte medykalnych syropów to chętnie robię z kwiatów lipy (kapitalny na kaszel i ból gardła, obniża gorączkę równie dobrze jak wierzba z której też robię syrop), żywokostu (ach och, zawiera alkaloidy!!), lukrecji - mieszam zresztą różne składniki, chętnie dodaję nalewkę kopytnikową (surowiec równie silny i podobny w działaniu, jak bluszcz - i jest już w aptekach syrop bluszczowy na kaszel, tylko pochwalić). Działanie było błyskawiczne i kapitalne - jednoczesne hamowanie napadowego kaszlu (miała tu swój udział i trzmielina ;) i "nawilżenie" z odkrztuszaniem. Nic z apteki tak szybko i kompleksowo nie działa. Tyle, że tej zimy nikt w rodzinie tego nie potrzebował... Moje programy terapeutyczne były na tyle skuteczne, że jako domowy znachor stałem się zbędny. No prawie - "na szczęście" żona nadal choruje na AZS i mam niebywałe pole do popisu. Wyniki też mam :)
Odpowiedz
#10
(05-04-2016, 08:09)kaminskainen napisał(a): No ale żurawina to także klasyk fitoterapii więc taki wyrób będzie raz po prostu konfiturą do herbaty a innym razem syropem leczniczym. Obecność cząstek stałych przetartych przez sito nie czyni z tego jeszcze moim zdaniem nie-syropu :)
Zarówno to jak i brak info o ilości cukru "zaowocowały" moim postem - syrop to ciecz a nie zawiesina. :P Fajnie jednak, że temat ruszyłeś, bo wielu Forumowiczów skorzysta ( jeśli temat "chwyci" szerzej), a wiadomo, że domowe to nie kupne - nie dość , że tańsze i zwykle zdrowsze to i smaczniejsze i dotyczy to wszystkiego od placków ziemniaczanych zaczynając a na piwach, miodach , nalewkach i winach kończąc więc i kompoty syropy oraz wszelkie smaczne i zdrowe wynalazki winny być propagowane! :cool:
 Jeżeli twierdzisz że zrobienie czegoś jest niemożliwe, nie przeszkadzaj osobie która to właśnie robi !
    Wszystko co dobre jest nielegalne, niemoralne lub powoduje tycie.



Odpowiedz
#11
Temat na razie nie jest syropowy, ale już niedługo warto przejść się do lasu pozbierać młode pędy sosny i będzie prawdziwy syropek.
Receptura już jest , więc nie ma co powtarzać.



Skocz do: