Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Jak ubić drożdże i nie ubić siebie...
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
W grudniu 2008r nastawiłem 2-gi nastaw dzikiej róży z dodatkiem rodzynek. Jak to starzy winiarze mówią, dzika róża potrzebuje czasu, więc taki też winu dałem.

Do stycznia 2010 roku zlewałem wino znad osadu 4 razy. Po czwartym razie do 15 litrów wina dorzuciłem 7,5 g. pirosiarczynu celem stabilizacji. Chciałem także dosłodzić, ale nie posiadałem wówczas cukru (nie dziwić się proszę, ja prawie do niczego cukru nie używam). Dosłodziłem do 2% zawartości cukru (chyba półwytrawne?) dopiero w maju, zlewając przy okazji wino znad osadu. Wczoraj (tj. 26.07.2010) wyniosłem wino z piwnicznych czeluści celem sprawdzenia klarowności i ewentualnego zlania znad osadu i oniemiałem stwierdzając fakt, że wino pracuje w najlepsze!!! Jak drożdże (Tokay z Biowinu) mogą żyć po 2 latach głodu i 0.5g piro na litr???

Osłabia mnie to. Proszę o poradę, co powinienem zrobić. Znowu sypać piro? Czy to nie będzie dawka trująca dla pijącego takie wino? Jeśli tak to ile tego dodać?

Albo jakiś inny pomysł proszę. Bardzo proszę. :uff:
A ile toto ma %? Ja bym dosładzał niewielkimi partiami cukru, aż je alkohol wykończy. Wino z DR (wg opinii większości) najlepsze jednak jest w wersji słodkiej bądź półsłodkiej, a wtedy jego moc nie razi.
Pierwszy nastaw na samej dzikiej róży wyciągnąłem do 16% i dosłodziłem do 6% (czyli słodkie, no nie?). Drugi nastaw (na tej samej dzikiej róży) z dodatkiem rodzynek mierzyłem w 12% i w zamierzeniu miało być półwytrawne lub półsłodkie. Po dosłodzeniu do 2% drożdże, jak pisałem wyżej, wyżarły cały cukier i jak widzę chcą jeszcze.

Pytanie jak je wykończyć, skoro piro w takiej ilości nie dał rady. Sypać go jeszcze?
No, współczuję, to czasem cholery można dostać z tym mordowaniem. Może wino po prostu się nagazowało i dlatego bulka? Zmierz blg teraz i za jakiś czas. Miałam już tak parę razy, że bulkało a blg ani drgnął...
Megana. Dzięki za pożałowanie. Od razu lepiej, mimo że problem pozostał...

Niestety blg doszło do zera. Czyli to nie gaz a drożdżaki. :(

Czy ktoś może mi doradzić czy sypać jeszcze piro? A jeśli tak to ile? Jaka dawka jest niezdrowa dla pijącego? Przypominam, że w tej chwili jest 0,5g / litr.
Przy kilkunastu procentach alkoholu w winie cukromierz wskazuje zazwyczaj ujemne blg więc pewnie jeszcze trochę cukru zostało.1,5g/l piro nie zaszkodzi ale na Twoim miejscu jeszcze bym zaczekał.

Edit:Tzn chodziło mi o 1,5gpiro/10l a Ty dałeś już 0,5g/l.W takim wypadku to nie wiem ile i czy jeszcze możesz dodać.
Mnie też ruszyło 20 litrów wina z DR które było 4 razy zlewane znad osadu.
Wino dociągnęło do 16% i myślałem ze Tokaje zamoyskich już dawno padły. Piro nie zamierzam dodawać więc dosłodzę wino do blg = 8 i niech Tokaje padają od procentów.

Tylko nie wiem ile jeszcze będę się ganiał z drożdżami a wino już potrzebne.
Może lepiej i szybciej dodać do wina trochę spirytusu?
Tylko ile tego spirytu musiałbym dodać żeby podnieść % do 18 procent?
I czy Tokaje na pewno w takim stężeniu padną.
Nie chcę robić granatów, bo kumpel zrobił i wybuchł mu jeden w kuchni...:uff:
Jeżeli dobrze pamiętam to dodanie na każdy litr wina 12ml 95% spirytusu podnosi moc wina o 1%
@ bestia1

Blg wynosi w tej chwili -3, -4 więc oznacza to że drożdże jednak zjadły cukier. Mówisz że 1,5g piro na litr to nie za dużo? Bo jeśli tak to mogę sypnąć jeszcze 1g na litr. Może to załatwi sprawę?
Poprawiłem już poprzednią wypowiedź i chodziło mi o 1,5g/10l -bez uszczerbku dla wina i zdrowia spożywającego.Po dawce jaką dodałeś(0,5g/l)piro pewnie będzie wyczuwalne w winie ale czy szkodliwe to nie wiem.Można tylko powiedzieć że skubańce naprawdę są odporne!Więcej piro na Twoim miejscu już bym nie dodawał.
Czy dawka 7,5g pirosiarczynu była dodana jednorazowo? Może odczynnik jakiś podejrzany był?
Jeszcze można po prostu brutalnie przepasteryzować. Nie jest to jakaś polecana metoda, w sensie dla jakości wina, ale drożdżaki 70 stopni nie mają prawa przeżyć. Więc jeśli wino potrzebne na już...
Ja bym zostawiła to wino i zajęła czymś innym. Może się namyśli, może odgazuje, może zastanowi nad sobą.
Poza tym, piro lepiej dawać w jednej dawce uderzeniowej, a nie po trochu. Więc ewentualnie niech teraz postoi, piro się ulotni, a za jakiś czas znowu można sypnąć.
Dawka 7,5g piro zostało dodana jednorazowo.

Ja bym to wino zostawił jeszcze, ale jaką mam pewność, że drożdże umrą, skoro odżywły prawie po 2 latach. Dam mu ze 2 lata znowu, dosłodzę, nie dodam piro (bo ile można sypać?) i historia może się powtórzyć. Może jednak pasteryzacja? Nigdy tego nie robiłem, ale skoro to jedyne wyjście...

Dziękuję wszystkim za rady.
Po dwóch latach z żadnej dawki piro nie zostanie ani śladu. To się rozkłada, utlenia, z czymś wiąże i ulatnia, nie wnikam w szczegóły, ale w każdym razie znika z wina.
Dobrze dosłodzić i pirnąć jednocześnie, na zasadzie nie kijem to pałką...
muszę Cię zmartwić lekko Checron

Normy handlowe pozwalają na dawkę 3,5g na 10 l w winach w sprzedarzy. W Sophii stężenie było ok.3 g na 10l.

więc trochę pojechałeś po bandzie.

ja bym dosypywał niewielkie ilości cukru tak żeby Blg był w granicach 3 żeby nie przesłodzić i może po paru razach się znudzą.

ja kiedyś nie mogłem ubić rodzynkowego ani piro ani nawet chyba dwukrotną pasteryzacją choć teoretycznie nie ma takiej możliwości

pomogło dopiero dodanie spirytusu ale w twoim przypadku gdy drożdże wyciagają ponad 16 a ty zatrzymałeś przy 12 to sporo by tego weszło no i nie wiem czy warto przy takiej dawce piro

ja bym zabutelkował i dał wszystko teściowej albo komuś kogo nie lubię :)

albo dał sobie spokój i poświęcił na doświadczenia...alchemiczne :)

albo z tym cukrem

pozdrawiam
@ intensywny_niebieski
No to faktycznie przesadziłem z ilością tego piro... Jeśli jest tak jak mówi Megana, po takim czasie piro się ulotniło, to nie ma problemu. Chyba?

Z drugiej strony jednak. Skoro normy handlowe pozwalają na 3,5g na 10l, a ja dałem 5g na 10l i nie dało to rezultatów, to pytam:
Jak producenci win to robią, że NIGDY nie natknąłem się na butelkę pracującego wina, nawet wtedy gdy piłem wino jednoroczne??? Nie widziałem też, aby kupne wino zrzucało osad, lub było mętne.

A moja DR zrzuca osad po 2 latach! A drożdże żyją po zabójczej dawce chemii...
Prawdopodobnie filtracja filtrami przemysłowymi. Na szczęście już nie azbestowymi jak za "jedynego słusznego" ustroju.
problemem jest chyba za mocny szczep drożdży do wyznaczonego przez Ciebie pułapu 12% wydaje mi się że producenci dobierają łagodniejsze szczepy i jeszcze je kasują piro.

z tym zrzucaniem osadu to ciekawa sprawa bo u mnie jest podobnie. krystaliczna wydawałoby się dzika po 1,5 roku, po zabutelkowaniu po kilku miesiącach zobaczyłem osad kurde .