Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Bogi. Ludzie! Co On wyrabia! Piłem.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Jeśli kolor wpadający w nuty różu, czerwieni, etc, etc, to to była starka leżakowana w beczce po winie typu cabernet.

Najważniejsze, że zostało zdegustowane i z opisu wnoszę, że smakowało. Ze starkowiczów pozostał mi jeszcze Maciej:D
Zabrałem się za Gin Wrotyczowy..
Barwa: żółtozielona, jak wiekowego absyntu. Całkowicie klarowny.
Aromat: intensywny ziołowy. Aromatyczny, jakby lekko żywiczny ze słodką nutą. Przyjemny. Dominujące zioło nie jest mi znane, ale to na pewno ów wrotycz. Znane mi przyprawy z ginów tu nie dominują, są dobrze schowane, nawet jałowiec, choć pewnie odciskają swoje piętno w całokształcie.
Smak: pierwszy kontakt z językiem jest dość delikatny, dopiero po sekundzie pojawia się ziołowa goryczka dość intensywnie szczypiąca po języku. Mija jednak zaraz, by pozostawić po sobie intensywny słodko-gorzki, ziołowy posmak na szorstkim języku. Finisz bardzo dług,i intensywny, jak w ziołowym bitterze. Bardziej od bitera trunek ten jednak kojarzy mi się z absyntem. Poza barwą jest tu podobne połączenie goryczki i słodkości ziołowej, jednak słodkość jest delikatna, nie anyżowa, a goryczka dość brutalna, podobnie jak w moim zbyt gorzkim absyncie. W smaku wyraźne posmaki terpentynowo-żywiczne. Do picia solo zbyt gorzki, jak na mój gust. Z tego powodu postanowiłem sprawdzić jak się sprawuje z tonikiem Schweppes w niezbyt mocnym drinku (cytryny nie miałem). I tu dość miłe zaskoczenie. Pije się to zupełnie przyjemnie. Wcale nie gorzej niż typowy gin z tonikiem. Aromat jest trochę nietypowy dla toniku z ginem ;) ale smak wrotyczu z tonikiem to całkiem udane połączenie.
Z ciekawości zapytam się o zioła i przyprawy tu zastosowane, w szczególności o dawkę wrotyczu. Przeczytałem na etykiecie 15g, ale nie wiem na jaką ilość owej ”wrotyczówki”. Kolor wskazuje na typową nalewkę. Ciekawi mnie czy da się zrobić coś podobnego jako „wisielca”, nie wiem tylko, czy dałbym radę rozpoznać wrotycz na łące. Nie jestem też pewien, czy można go kupić w sklepie zielarskim.
Smakowało, a jakże. Ale skonsumowałem połowę. To byłoby za dużo dobra, druga połowa na finał Euro (być może z udziałem Rosjan?).
(08-06-2012, 22:15)AdamL napisał(a): [ -> ]... nie wiem tylko, czy dałbym radę rozpoznać wrotycz na łące. Nie jestem też pewien, czy można go kupić w sklepie zielarskim.

Na łące bardzo łatwo go rozpoznać-ma charakterystyczne zółte kwiatki. W zielarskim nie sprzedają bo zawiera szkodliwe substancje w większych ilościach.Ale na alle... można już dostać.
Do kwiatków dodałbym zapach. Prywatnie Adama już naprowadziłem co, gdzie i jak. A jak nie znajdzie, to poszperam w zasobach. Mój balkonowy znów puścił listki-a skąd się wziął tego nie wie nikt:D
Też mam jeszcze trochę liści z ekologicznych lasów parku przemęckiego (ubiegłoroczny) i znaczną ilość kwiatów (ale tych nie wykorzystywałem jeszcze-nie bardzo wiem do czego?).
Dzięki za chęć pomocy. gdybym miał problemy ze zdobyciem surowca to zgłoszę się na forum. Może ktoś będzie miał nadmiar. Na razie nie wiem nawet kiedy się go zbiera, ale przypomina mi się w Legnicy pewna łąka, gdzie jak pamiętam rośnie coś podobnego (zdjęcia wrotyczu w necie oczywiście oglądałem). Liście były podobne, rośliny miały żółte baldachy zakończone jakby wnętrzami z kwiatków rumianku (mniej więcej) tzn czymś żółtym i dość ubitm. zapach rośliny miały mdlący słodki z tego co pamiętam.
Benedyktynka 38 Grudzień 2010
Barwa: jasnozłota. Klarowność idealna.
Aromat: dominuje zdecydowanie kardamon, poza tym wydaje mi się obecny suszony (?) imbir, arcydzięgiel i tatarak.
Smak: na początku mamy do czynienia z umiarkowaną słodyczą likierową. Po chwili pojawia się jednak intensywne ziołowe pieczenie i goryczka. Poza kardamonem postawiłbym na imbir, być może jeszcze jakieś gorzkie zioło. Po chwili pieczenie jednak ustaje, a finisz jest długi całkiem przyjemny. Cukrowa słodycz jest ładnie zrównoważona z ziołowymi piekąco - gorzkimi smakami na szorstkim języku. Pusty kieliszek zdradza także aromaty kojarzące mi się z zielem angielskim.
Trunek wydaje się być skomponowany zaledwie z kilu składników ziołowych, ale to pewnie złudzenie spowodowane maskującym działaniem kardamonu na część składników. Jak dla mnie wspomniane wcześniej ziołowe pieczenie jest nieco zbyt intensywne, poza tym ok.
Hiszpańska gorzka 35,6: Luty 2011
Barwa: ładny jasnożółty kolorek i idealna klarowność.
Aromat: toż to kolejny absynt Bogi’ego, tyle że bardzo aromatyczny. Aromaty ziołowe typowe dla absyntu – aromatyczny piołun (nie wiem jaki rodzaj dokładnie) i pozostałe zioła też typowe dla absyntu, podejrzewam udział tego dziwnego kopru, który wcześniej mi niezbyt pasował (przy absynach), ale tu jest zamaskowany czymś ostrym, jednak nie jest to ostrość alkoholowa.
Smak: Niezbyt duża słodycz likierowa, taka trochę cukrowa z delikatnym posmakiem ziołowym, przechodząca zaraz w gorzki, ale bardzo bogaty i przyjemny smak, w którym niespodziewanie zaczyna dominować pomarańcza. Na finiszu wzmaga się znów działanie ziół, które wspaniale współgrają z pomarańczą.
Bardzo udany trunek. Dobrze zrównoważony. Nie za słodki, nie za ostry. Aromatyczny i smaczny. To jeden z tych, których próbki są zdecydowanie za małe :) Dlatego też proszę o możliwie dużo informacji o jego produkcji. Podejrzewam też, że będę potrzebował pewnych „absyntowych” substancji, gdyż jestem zdecydowany ten trunek popełnić. Nie będę ukrywał, że mnie zachwycił. Jak do tej pory to chyba najlepszy trunek jaki od kolegi miałem okazję spróbować.
Imbirówka 45
Barwa: dość ciemna czerwień wpadająca wyraźnie w tonacje ciemnego bursztynu, lub karmlu. Doskonała klarowność.
Aromat: pierwszy kontakt jest dość dramatyczny i zaskakujący. Ostrość przypominająca lakier, czy rozpuszczalnik, albo flamaster/marker. Wprawdzie buteleczka jest popisana czarnym markerem, ale skąd miałby się znaleźć on w środku? Po dłuższym przewietrzeniu owa ostrość nadal pozostaje. Zastanawiam się, czy może ona pochodzić od alkoholu i ziół. Pewnie może, ale skojarzenia są jakie są. W tle może jakieś przyprawy i owoce, ale pewności nie mam co dokładniej może to być.
Smak: pierwsza sekunda zaskakująco nie zdradza sporej mocy - pojawia się nawet delikatna słodycz. Dopiero potem pojawia się rosnąca ostrość i pieczenie na podniebieniu, częściowo może powodowane alkoholem. Ustępuje ono umiarkowanej już goryczce (piołun?) Pojawia się też owocowy posmak, powiedziałbym wiśniowy, pestkowy. Na finiszu wzmaga się smak czegoś chemicznego, jakby wspomnianego wcześniej lakieru, Jest on obecny już wcześniej, ale właśnie na finiszu najwyraźniejszy. Zdecydowanie z tym trunkiem jest coś nie tak. Ze swojej strony postaram się nie zapomnieć dołączyć w następnej wysyłce swój likier imbirowy, który uważam za udany (potrzebuje on sporo czasu).

Dereniówka medalowa.
Barwa: bardzo głęboka czerwień z brązowawym odcieniem. Trunek pozostawia na ściankach gęste łzy o karmelowym odcieniu. Klarowność całkowita, na ile można to ocenić.
Aromat: bardzo intensywny, tylko lekko ostrawy. Ciężki, duszący i słodkawy, jakby przydymiony. Bardzo „dystyngowany”. Dominuje nuta suszonego owocu, jakby prażonego, czy nieco przypieczonego. Zapach dla mnie nowy i nieznany, zapewne ów dereń. Jeśli miałbym na siłę szukać podobieństw powiedziałbym suszone (troszkę wędzone) śliwki, gruszki, figi i daktyle. Trunek ma w sobie coś co sprawia, że kojarzy się z lekarstwem, choć zapachu aptecznego w zasadzie brak. Może lekko korzenny, ale nie nazwałbym go aptecznym. W sumie dla mnie nawet przyjemny, choć pozostałych domowników wyraźnie odrzucił.
Smak: słodycz umiarkowana, a w zasadzie dobrze zamaskowana. Lekka kwaskowość i bogactwo garbników. Takich tarninowych, cierpkich, a jednocześnie przyjemnych. Po chwili cierpkość równoważy się ze smakiem suszonych owoców. Gdybym nie wiedział o owym dereniu postawiłbym na śliwkę i tarninę, może jakieś suszone owoce dziko rosnące i dodatek przypraw korzennych. Pusty kieliszek pachnie nieco podobnie do wigilijnego kompotu  Trunek zasługuje w moich oczach na uznanie. Udało się uzyskać odpowiedni balans pomiędzy między słodkością, ostrością/cierpkością i zawartością alkoholu. Jeśli ta nalewka zawiera 50% alkoholu to gratuluję. Jest to doskonale ukryte. Jest bardzo intensywna w smaku, rozgrzewająca o umiarkowanej (tylko niezbędnej) słodyczy. Mi zdecydowanie smakuje, choć niektórym może nie odpowiadać spora „tarninowa” cierpkość.
(02-06-2012, 11:51)Bogi napisał(a): [ -> ]dobrze jest wiedzieć i uczyć się całe życie.
Tym razem z pomocą przyszła mi Encyklopedia Rolnictwa z 1899 roku, w której są tabelki dotyczące poszczególnych parametrów różnych stylów i konkretnych piw i właśnie tam można znaleźć, że porter angielski wówczas miał 21.2 blg i 6.18%, porter niemiecki miał 15.36 blg i 4.5%, a porter żywiecki miał 20.48 blg i 8.65%. Dla porównania stout miał 18.2 blg i 5.15%.
Niedawno dotarła do mnie kolejna porcja trunków Bogi'ego, za które mu serdecznie dziękuję. Powoli zaczynam się nimi zajmować :)
Na początek:

Alpejskie Ciemne 15Blg
Pojawiająca się piana jest dość obfita o nieco ciemniejszej barwie niż się spodziewałem. Opada dość szybko, by pozostać w niezbyt grubej, ale dość trwałej warstwie. Samo piwo ma ładną ciemnobursztynową barwę, pierwsza porcja z butelki jest krystalicznie przejrzysta.
Aromat jest dość delikatny, bardziej winny niż piwny. Dominują suszone/kandyzowane owoce.
W smaku pierwszy kontakt to pewna ostrość spowodowana być może przez zawarty w piwie gaz i dość spory %. Napiszę od razu jest to piwo nietypowe. Kojarzy mi się zdecydowanie z moim piwo-cydrem z zeszłego roku, jednak o ile mój piwo-cydr był robiony ze świeżego soku, to tu wyraźnie pojawiają się cięższe smaki, jak gdyby do piwa dodawany był koncentrat soku, lub suszone owoce, choć nie mogę wykluczyć, że takie efekty da się uzyskać ze słodu. Tak jak pisałem piwo jawi mi się jako „jabłkowe” z dodatkiem soku jabłkowego z koncentratu, przyprawione goździkami w dodatku. Dodam jeszcze, że wrażenie ostrości na początku w piwie z osadem jest złagodzone.
W mojej ocenie piwo smaczne, ale nietypowe i chyba nie dla każdego. Jeśli ktoś nie przepada za piwami smakowymi może mu nie przypaść do gustu.
Tradycyjnie proszę o garść informacji o nim. Podejrzewam spory udział surowców niesłodowych, ale to oczywiście tylko spekulacja.
Alpejskie Jasne 14 BLG (19.05.12)
Piwo mocno nagazowane, ma tendencję do uciekania z butelki (była walka), piana jednak nie jest trwała – szybko znika.
Barwa złota/jasnego miodu, ładna, jednak poderwany z dna osad blokuje klarowność
Aromat na początku nie zachwyca. Drożdżowo – kiszonkowy, aromaty typowe dla młodego piwa dominują. Jednak o dziwo szybko przemijają. Pozostaje wprawdzie zapach młodego piwa, ale to nie wada. Po prostu za wcześnie je otworzyłem  Odmiennie niż we wcześniejszym piwie, aromaty owocowe nie dominują, ale podejrzewam, że cukier trzcinowy był dodawany. Wyraźne nuty miodowe. Chmiel jeśli był dodawany to może jakieś cytrusowe odmiany, prędzej jednak chyba będą to zioła. Delikatne, nienachlane, przyjemne, szczególnie po dłuższym przewietrzeniu. Całość przypomina nieco wino kwiatowe.
Smak: piwo jest mocno słodkie, co akurat lubię, jednak w pierwszej sekundzie nieco mdłe. Najwyraźniej dosładzane czymś niefermentowalnym. Potem pojawia się ostra nuta powiedziałbym pieprzowa, lekko ściągająca, dość silna. Przechodzi o na w słodycz, ale taką ziołową anyżową, może kolendrową. W tle inne zioła i posmaki owocowo - miodowe. Piwo ma sporą moc i deklarowane 7,1 % pewnie jest zachowane, ale z uwagi na naprawdę sporą słodycz nie jest to w smaku wyczuwalne. Finisz jest długi intensywny, rozgrzewający z garbowaniem języka. Jako wadę należałoby w kategoriach obiektywnych uznać zbytnią słodkość, co mi osobiście akurat nie przeszkadza i która to pozwala na zachowanie pewnej równowagi dla pojawiającej się ostrości. Pojawia się też pewna maskowana przez ową słodycz kwaśność.
Mamy wiec do czynienia z kolejnym nietypowym piwem, dla mnie osobiście „łatwo przyswajalnym” , ale raczej nie dla każdego.
Doleciały:

chartreuse jaune- kolor cytrynowy, bardzo intensywny, silny aromat ziół- anyż, tatarak i jeszcze jakieś, po chwili aromat miodu i cytrusów. W smaku dość ostry likier o bardzo złożonej kompozycji z przyjemnym matem na końcu, który utrzymuje się dość długo.

benedyktynka- prawie bezbarwna, lekko wpadająca w żółte odcienie, aromat delikatny, w tle zioła , cynamon- Bogi napisz co tu dodałeś.
Smak- bardzo silne uderzenie, ostry , gryzący smak, na przedzie jakiś kwiatki ( nie wiem co to), bardzo słodki i mocny likier.

starka na miodzie pitnym- kolor delikatny, złocisty, aromat śliwki, dębu i podobny do moich F-ek. Bardzo przyjemny, smakowity.
Smak lekko słodkawy z nutami winnymi. Spodziewałem się większej słodyczy, a ta jest bardzo przyjemna.

Z Twoich Starek ta najbardziej przypada mi do gustu ale będzie jeszcze lepsza jak sobie poleży w lochu. Odstawiam i spróbuję za rok.

Chartreuse wg już popełnianego: (jaune 2ème recette)-mocne (43.1) i młode, podobnie też w przypadku benedyktynki-benedyktynka młoda, bo również czerwcowa-melisa brazylijska, mięta długolistna zamiast melisy normalnej i mięty zielonej reszta jak w przepisie tutaj. Benedyktynka stanęła na 42.7, więc mocniejsza od poprzednich, no i młodsza.

Jeśli chodzi o starkę, wcześniej w beczce był dwójniak szlachecki; starka ma 49% i równowartość 5-letniej, stąd pewnie ułożenie. Również jestem z niej, jak na razie najbardziej zadowolony.
O jakiej pojemności masz tą beczkę do starki? Ta beczka daje bardzo dobry aromat, a 49% się nie czuje.
To jest beczka 1 litrowa, z klepkami średniowypalonymi. Do miodów i win mam beczkę 5cio litrową, również klepki średnio wypalone.
Beczka polska czy z innego kraju?
Litrówka była zamawiana ze Stanów, 5 litrówka z bardzo rzetelnej firmy na allegro.
Czas nadszedł na Bogusiowe piwkowanie. Kolejno "padły":

- Amber Two Penny 16-05-2011, ekstrakt 13.5, moc 7.1, ciemne (nie b. ciemne) przyjemne z jakąś kwaskowatością typową dla Coopersowych brewkitów. Piana i zapach dostojne, smak nie nadąża,

- Pszeniczne (pszenne?) Miodowe cośtamcośtam (nie odczytałem) ekstrakt 16, moc 8.1, rocznik 19-02-2011 (albo 2012 - Boguś mi roczniki pisze dniem i miesiącem kawalarz jeden).
Świetne jasne, smakowite bardzo orzeźwiające piweczko. Gdyby mu odebrać 1.5 do 2 % mocy to mistrzostwo świata a tak tylko mistrzostwo Europy. Na letnie upały świetne,

- Imperial Baltic Porter, ekstrakt 223, moc 11.7 (nie czuć tego), rocznik 14-10-2011. Bardzo ciemne, zapachowo obiecuje to co lubię (chmiel, palone ziarno i słodycz miodowatą), pianka trwała lekko brązowa. Smaki - mistrzostwo świata. Od chmielu, przez słody, jakieś kawowe nuty z palonego ziarna, macik i słodycz. Piwo ustępujące tylko bardzo nieznacznie jednemu z piw Andrzeja (Andy05).

Boguś - rób Ty Imperiale i zapraszaj gości. Przynajmniej takich jak ja poszukiwaczy nutek słodkich w piwach. O pszenicznych też nie zapominaj.
Heniu, wszelki duch.

Amber'a pojawiły się dwie wersje jeszcze, jedna z innym miodem (bo oba na miodzie i barwione dark muscovado) oraz Amber beczkowy. Do degustacji na miejscu w browarze:D

O pszenicznym zapomniałem, że istnieje. Ja już nie mam ani jednego, owszem rocznik 2011, co potwierdza po raz kolejny, że piwo się nie psuje;)

Imperial nazywa się teraz już Imperial Porter, i teraz pytanie, jakie to było szkło? Bo jeśli 500ml to ekstrakt 28 a moc 13.35, a jeśli 330 to 13.9.

Imperialów czeka piwnica pełna. Dodatkowo dwa Imperiale aromatyzowane rumami.

Cieszę się, że smakowało i że wytrzymałeś i nie kosztowałeś od razu :diabelek:
(02-08-2012, 19:17)Bogi napisał(a): [ -> ]Heniu, wszelki duch.
.....................
Powoli, bo powoli, ale może wrócę na łono, bo ono łono kusi.
(02-08-2012, 19:17)Bogi napisał(a): [ -> ].....................
Cieszę się, że smakowało i że wytrzymałeś i nie kosztowałeś od razu ..........
Cieszę się, że się cieszysz, bo już miałem przepraszać za zwłoki swoje nalewkowo-piwne i jakie tam jeszcze............
==========================================
Buteleczki wszystkie 330 ml.
Testy w toku...

Imbirówka z cytryną 36%
Barwa bardzo blada złotawa z zielonkawym odcieniem.
Aromat: Świeży, dość ostry, cytrynowo-imbirowy.
Smak: spora likierowa słodycz przechodząca w również sporą imbirową, rozgrzewającą ostrość. Utrzymuje się długo na języku i podniebieniu. Cytryna nieco w tle. Zastanawia mnie czy nie było tam dodatku kardamonu. Trunek jest silnie rozgrzewający, intensywny, ale dobrze zbalansowany słodyczą. Likier w mojej ocenie bardzo smaczny i udany, choć nieco może za ostry.

piołunówka czerwcowa 2012 33.4%
Barwa - ciemnozłota z odcieniem zieleni. Piękna. Klarowność idealna.
Aromat – delikatny ziołowy, przyjemny. Poza piołunem (stawiam raczej na bardziej szlachetne odmiany) jest wyraźny ślad tataraku, może arcydzięgla i być może czegoś cytrusowego, choć podobny efekt daje też np. kardamon. Ciekawi mnie co dało taki ładny kolor.
Smak – od razu gorzkie piołunowe, ale w miarę umiarkowanie i goryczka jest skontrowana przyjemną słodyczą, taka nieco miodową, choć nie jestem pewien, czy jest tam miód. Pozostaje przyjemny nawet, nieco piekący posmak, który kojarzy mi się z tonikiem, ale intensywniejszy, bogatszy, ziołowy, bardzo długi. Cały czas zastanawia mnie kolor. Czy to zasługa skórek pomarańczowych? Czy był dodany korzeń goryczki i mięta, choć raczej w miejsce tej ostatniej moje kubki smakowe skłonne były by doszukiwać się kopru.
Przyznam się, że to trunku podchodziłem już kilka dni temu, ale mnie odrzucił. Nie z powodu jakiejś wady, po prostu nie był to mój smak. Dziś mnie co najmniej zaciekawił.
Doleciała:
Wódka Genepi 45%,
bezbarwna z lekką mgiełką, z intensywnym, bardzo przyjemnym, winnym aromatem ( skąd?), aromat słodki, ładna kompozycja ziół.
Spodziewałem się słodkiego smaku, a tu trunek wytrawny, drapieżny, ostry i mocny. Słowem bardzo ciekawy.
Artemisia spicata świeża-jedna gałąź z listkami:D, destylat winny, kolor jest zasadniczo zielonkawy, po doprowadzeniu do właściwej mocy robi się bezbarwna.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16