Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Bogi. Ludzie! Co On wyrabia! Piłem.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
Szykuje się uczta taka, że chyba włożę garnitur :lol: !
Dotarły, z lekkim pocztowym opóźnieniem, co następuje:


Pernod fils ,
Pernod fils Veritas ,
Boggy Pernod fils ,
Boggy Clandestine,
Boggy Berger ,
Podkarpaciaran,
likier z opactwa Faivre,

niekodowane na szczęście, bo miałbym ciężko.... :hahaha:
Na razie praca, przyjemność później :kwasny:,

a i okazja jest, 500 mi stuknęło (nawet nie wiem kiedy).

Andrzej
No to jedziemy z koksem …
opiszę trunki w sposób prymitywny, bo moje umiejętności nazywania i wykrywania ziółek dopiero zaczynają raczkować… :eyes:
Chyba muszę porobić małe nalewy jednoskładnikowe i dłuuuuuga nauka przede mną.
Na razie bardziej na zasadzie „podoba się i niepodobna” :glupek:.
A podoba się bardzo :brawo:.

1. Pernod Fils 43% rocznik 1990,

Kolor żółto-zielony, kolor po dolaniu wody staje się bardzo żółty, jakby szafranowy (?).
Aromat: prawie bezwonny, z lekkim muśnięciem anyżu.
Smak: słodkawy, lekko szczypiący, pięknie mętnieje,
Bardzo dobre, ale bez wody jeszcze lepsze.

2. Pernod Fils Veritas 47% rocznik 1945,

Kolor żółto-zielony (czym oni to barwili, że kolor się utrzymuje taki intensywny ???)
Aromat: nie będę ukrywał, że nie umiem nazwać składników, anyż delikatny, ale smak ostrawy, szczypie w język, więc chyba piołunowy mocno (może się wygłupiam, a to wrotycz jaki lub inne ge …. Hehehehe). Bardzo długi finisz. Trunek okrągły zresztą bardzo, Mętnieje prawie wcale. Po dolaniu wody bardzo łagodnieje i się wysmukla.

3. Boggy Pernod Fils 64.5%

Kolor – wyjątkowo soczysta mocna, klarowna i czysta zieleń,
Aromat – pięknie wyczuwalna mięta i anyżek, reszty nie potrafię nazwać.
Smak: czysta – lekko szczypie w podniebienia, dłuuuuugi finisz, po dolaniu wody pięknie opalizuje – może i świeżynka, ale doskonała zarówno w postaci rozwodnionej jak i czystej!

4. Boggy Clandestine verte 68%,

kolor: jasno zielonkawy,
Aromat: jako, że nie umiem lepiej tego nazwać, „trawiasty”, ale pozytywnie „trawiasty”,
Smak: ślinotoku można dostać,.
Chyba anyżu brak, bo nie wyczuwam zapachu, a i mętnieć też nie chce.
Podobnie jak Boggy Berger 65% do picia w „naparstku” bez wody kwalifikuje się bardziej.


5. Boggy Berger 65%

Kolor: ładny żółto-zielony, a może bardziej zielono-zółty?
Aromat: bardzo delikatny, trzeba nos wsadzić do kieliszka,
Smak: ostre igiełki w język i podniebienie się wkłuwają, po dolaniu wody praktycznie brak zmętnienia jakiegokolwiek, finisz baaaaaaaardzo długi, mam wrażenie, że jeszcze kładąc się wczoraj spać miałem jego pozostałości w kubeczkach.
Dla mnie bez wody w „naparstku” lepszy, woda jakoś ten trunek „spłaszacza”

6. Podkarpaciaran –

Kolor: tarninowy dość jasny, ogólnie dość chmurna jeszcze,
Aromat: anyżek z wiśnią,
Smak, lekka migdalina z anyżem i chyba cytrynką, ale też trochę pustawe w smaku, syropu dużo. Słowem – trzecia paciara jaką próbuję ale zdania nie zmieniam, niezłe, ale bardziej pasują mi klasyczne wykorzystania tarniny. A nieklasycznych też popełniłem sporo ;-) .

7. likier z opactwa Faivre,

Kolor delikatny, rzekłbym „farmaceutka na żurawinie”, smak rześki, ale jak na wrześniową to długo się układa, jakby jeszcze syrop odstawał od reszty.


Klasyfikacja Pernod Fils:
1. Pernod Fils 43% rocznik 1990,
2. Pernod Fils Veritas 47% rocznik 1945,

Klasyfikacja Bogi:
1. Boggy Pernod Fils 64.5%
2. Boggy Clandestine verte 68%, Boggy Berger 65%,
3. likier z opactwa Faivre
4. Podkarpaciaran



W klasyfikacji ogólnej, może lejek jestem,
ale … Boggy Pernod Fils 64.5, choć świeży, to … bezapelacyjnie nr 1 :jupi: !

Chciałbym taki popełnić, o instruktaż uprzejmie proszę.

Czy pijąc (no, mocno powiedziane, „kropelkując”) te cuda bez wody, popełniam jakieś przestępstwo przeciwko sztuce?

Dziękuję uprzejmie.
A jako, że przyjemności należy dozować, by się w głowie nie zakręciło, dwa wieczorki przyjemne spędziłem.

Pozdrawiam,
Andrzej



Cytat:jakby szafranowy (?).
Niestety, barwiony sztucznie

Cytat:(czym oni to barwili, że kolor się utrzymuje taki intensywny ???)
a to sam bym bardzo chciał wiedzieć.

Cytat:Chyba anyżu brak, bo nie wyczuwam zapachu, a i mętnieć też nie chce.
Jest anyż, albo bardzo mało, mętnieje też słabiutko, ale musi być zmrożona woda i lana wolniutko.

Cytat:po dolaniu wody praktycznie brak zmętnienia jakiegokolwiek,
To niemożliwe, Berger mi zawsze mętniał.

Cytat:to długo się układa
Potwierdzam, zioła się cofną i malina pójdzie do przodu. On ma dopiero 6 miesięcy, więc...

Cytat:Chciałbym taki popełnić, o instruktaż uprzejmie proszę.
Już wysyłam.

Cytat:Czy pijąc (no, mocno powiedziane, „kropelkując”) te cuda bez wody, popełniam jakieś przestępstwo przeciwko sztuce?
Zasadniczo tak, ale ważne tak, jak komu smakuje. Na pocieszenie sam Alfred Jarry był konsumentem absyntu właśnie na czysto.

Cieszę się niezmiernie, że temat podszedł.
Oj, podszedł. Podszedł. I bez własnych prób go nie przepuszczę!
Pzdr. Andrzej
Będę wypatrywał efektów tych prób i trzymał kciuki za ich powodzenie:D
Widziałem się w sobotę z Bogim i ... wiadomo, że nastąpiła wymiana "pogladów"
Dzisiaj z braku czasu wypowiem się tylko o jednym z nich.
Piwo.
Długie psssssyyyt i..... dobrze że byłem w kuchni. Około 2 minut z butelki wydobywała się pianka. Po nalaniu 1 cm piany krótkiej, ale to zrozumiałe po gejzerze na początku.
Zapaszek: świeżość lekko piwna, kolor - nie ocenię bo gejzer przy otwieraniu wzburzył piwkiem. Generalnie jasne.
W smakach - bardzo orzeźwiający napój z posmakami piwa i kwaskowatymi posmakami jabłka. Młode nieco, ale jak lato nadejdzie to może mi się uda do Bogusia piwniczki się zakraść.
Generalnie pyszne piwko ciut jednak ta kwaśność mi przeszkadza, ale młode to przecież.
Ma dokładnie tylko miesiąc, a już taki potencjał. Gwoli informacji.
Poniosło mnie i nalałem fernet.
Brąz śliczny klarowny, a zapach - marzenie. Jakieś nuty korzenne z cytrusem chyba pomieszane. Bardzo zacnie pachnie.
W smakach (z colą robiony) uroda prześliczna. Cola mocno stłumiona kombinacją goryczek bo pewnie nie od jednego składnika one. Nie wiem czym ten aksamit zadany goryczkom, ale smacznie choć mało stanowczo.
Generalnie - stanowczo i zdecydowanie domagam przepisu szczegółowego.
http://wino.org.pl/forum/showthread.php?tid=0

tak ogólnie, a szczegółowo to Ci napiszę, jak się zdecydujesz porwać. Cieszę się, że też się udało trafić ze smakiem.
Jakiś nie odległy czas temu dostałem od Bogi`ego, Ludzie co on wyprawia (bójcie się Boga), Piłem (i żyję, a jak moje życie się wzbogaciło o tym niżej)

Co by zachować jakąś kolejność i potem nie ustawiać piramidki co mi najbardziej, to od razu w kolejności co mi:

1. LIMONCINO
Kolor - jasno żółty, opalizujący
Smak - bomba smakowa, słodycz, cytrusy, lato, porównuję to z zimną lemoniadą w słoneczny dzień. Doskonała równowaga pomiędzy alkoholem, a owocami.

Uwagi: Faworyt rankingu, można spożywać w dużych ilościach, powinien być sporządzany zamiast popularnych cytrynówek.

2. PF 54 (ciężko mi było to ocenić, bo brak porównań)
Kolor - jasno trawiasta zieleń, lekko mdły
Zapach - ziołowy, mocno alkoholowy (jakby nie przegryziony), ciężki do określenia
Smak - mocno ziołowy, lekka słodycz, dużo za dużo alkoholu, fajny ziołowy, przyjemnie drapie w język, długo się utrzymuje w ustach.

Uwagi: No wiem, wiem że to absynt, ale takiego jeszcze nie piłem, mocniejszy i z wyczuwalną słodyczą, która łagodzi i maskuje smak ziół.

3. Miodowe Genepi
Kolor - intensywnie lekko żółty, przejrzysty, klarowny
Zapach - słodki z nutą anyżku z dodatkiem miodowej otoczki, a także zapach który określę mianem suchości zboża.
Smak - słodycz, posmak herbaty, słodycz, anyż, słodycz, cynamon, słodycz. Kiepski stosunek ziół do alkoholu, słodyczy do alkoholu, słodyczy do ziół.

Uwagi: Za dużo miodu, nie ułożone, w tle nadal wyczuwalny alkohol. Może za rok powrócę do oceny tej nalewki

4. Trójcówka
Kolor - jasno słoneczny, słomkowy lekko opalizujący w zieleń
Zapach - wyczuwam kwiat wrotyczu, nutę piołunu, trzeci zapach trawiasty. Trudno określić granicę pomiędzy zapachami, zlewają się ze sobą. Leciusieńka woń słodyczy, może miód, choć może to być dobrze skomponowany kwiat piołunu.
Smak - wyraźnie ziołowy, nienachalny lecz lekko pikantny, długo utrzymujący się w ustach, pełny, ciężko wyodrębnić składniki tworzące zwartą konsystencję. W smaku nie wyczuwa się %, dopiero ciepło w żołądku informuje o spożyciu alkoholu.

Uwagi: Troszkę za wodnisty trunek, mógłby być nieco mocniejszy, nie nazwał bym tego wódką ziołową, a raczej naparem ziołowym z lekko wyczuwalnym alkoholem.

5. La Trappistine
Kolor - Jasno żółtym lekko mętny z leciutkim odcieniem zielonego
Zapach - znanego zioła z apteczki z herbatami ziołowymi, jakby pokrzywa, albo dziurawiec, albo szałwia.
Smak - z początku rozpływająca się w ustach słodycz, potem silne uderzenie ziół, następnie wszechogarniająca gorycz. To co pozostaje w ustach to ziołowa gorycz utrzymująca się bardzo długo.

Uwagi: Dobra propozycja dla miłośników wódek ziołowych z dodatkiem cukru. Możliwy powód goryczki - skórki cytrusów

6. Fernet
Barwa - czerwień przechodząca w brąz, lekki odcień herbaty z dzikiej róży, klarowna
Zapach - wyraźnie nieznany, suszone owoce, może jabłka, zapach lekko ziołowy, korzenny, a na końcu cytrusy
Smak - Początek korzenny, fajny, później potężna, długo utrzymująca się gorycz, koniec ze suszonej śliwki, albo cynamonu.

Uwagi - nie pijalne, może musi dojrzeć, gorycz owładnęła trunkiem, może dodałeś skórki cytrusów z albedo.

Uwagi końcowe:
Bogi, no nie popisałeś się, chciałem zrobić Fernet i La Trappiste, ale jakoś w ogóle do mnie nie przemówiły, może przez to, że nie przepadam za gorzkimi. Ewidentny plus za Limoncino i Trójcówkę są dobre na każdą okazję. Jeśli chodzi o Genepi to prosiłem o coś słodkiego bo jestem miłośnikiem słodyczy, ale to mnie przerosło za dużo miodku on przykrył smak nalewki. No i Absynt; mój jest jeszcze daleko, daleko ale ten postawię który otrzymałem opatulę grubo drutem kolczastym podłączonym pod wysokie napięcie i postawię na honorowym miejscu. Będzie moim wyznacznikiem - etalonem (nie mylić z etanolem :chytry: )

Tak na prawdę to uwag i przypisów jest znacznie więcej, ale to jest kwint esensją mojej oceny. Oryginał z błędami ortograficznymi i różnymi dopiskami tylko do wglądu osobistego przy najbliższym spotkaniu.

Pozdrawiam
Maciej



Cytat:Uwagi: Faworyt rankingu, można spożywać w dużych ilościach, powinien być sporządzany zamiast popularnych cytrynówek.
zgadzam, zawsze wychodzi dobrze:D

Cytat:Uwagi: No wiem, wiem że to absynt, ale takiego jeszcze nie piłem, mocniejszy i z wyczuwalną słodyczą, która łagodzi i maskuje smak ziół.
Mam nadzieję, że rozcieńczałeś wodą, hehe

Cytat: mógłby być nieco mocniejszy, nie nazwał bym tego wódką ziołową, a raczej naparem ziołowym z lekko wyczuwalnym alkoholem.
36.6%, więc stąd ta lekkość

Cytat: Możliwy powód goryczki - skórki cytrusów
ani grama, hehe

Cytat:gorycz owładnęła trunkiem, może dodałeś skórki cytrusów z albedo.
On taki ma być, spróbuj z Colą albo z tonikiem, się aż zdziwisz, bardzo podobna sytuacja jak z Campari-ale mnie na przykład na czysto też smakuje, hehe

Cieszę, że degustacja była miła.
Rosolis absyntowy wczoraj otrzymany, miał czekać do dziś, ale nie wytrzymałem... i wczoraj próby poczyniłem:

Kolorek: jasny, lekko opalizujący, o barwie surowego białka jaja kurzego,
Zapach: anyż mocny, jakby mięta, melisa?
Smak: likier to wspaniały, pięknie ułożony, ciepełko "chodzi po całej gębie", od języka, przez resztę kubeczków, a potem po całym organizmie.
Słodycz duża, lecz idealnie wyważona z całokształtem.
Moc uczciwa i taka być powinna!
Końcówka długa i bardzo sympatyczna.
Idealny popołudniowy likier, też chcę taki popełnić.

O receptum zapytowywuję, bo podszedł mi bardzo.

Jako, że składniki już mam :chytry: :helo:, za BPF 64.5 wkrótce się zabiorę.

Pzdr.
Andrzej
edit: rosolis klasyfikuję jako pozycję od której należałoby absyntową drogę zaczynać, a potem dopiero iść w stronę ostrzejszych.
Ja miałem odwrotnie. Może trudniej. Ale za to w pełni świadomie.
Pzdr.
Cieszę się, że sprawiłem radość (sam miałem obawy, bo wymyśliłem to tak ad hoc bez dania racji).

Przepis:

300ml absyntu białego 68%
300ml syropu cukrowego (wg tego przepisu, co Ci ostatnio podałem)
100ml absyntu zielonego 68%

Miesza się szybko, nic nie mętnieje, gotowy do spożycia na pniu
Najprostszy przepis to klucz do sukcesu, vide Pernod fils: 6 ziół tylko. A tu chodziło o dobór proporcji, początkowo wyjściem do tego był creme, ale jak znalazłem, że Potocki sprzedawał Rosolis Absyntowy, to musiałem zrobić coś takiego właśnie.

Pracy troszkę jest-biały absynt i zielony same się nie zrobią:P
(25-03-2010, 22:31)Bogi napisał(a): [ -> ]Najprostszy przepis to klucz do sukcesu ...

Ano, podpucha to była oczywiście :hahaha: .
Liczy się efekt. A ten jest znakomity.

BTW - u mnie wraz ze wzrostem różnorodnych nalewek i "baz" czyli opcji "0" - czystych nalewów na "coś", lub półproduktów nad którymi się dopiero zastanawiam "co dalej ósma klaso" - czyli jaki kierunek obrać - narasta we mnie chęć mieszania ich ze sobą wzajemnie. Np. wczoraj zmieszałem w kieliszku syrop wiśniowy (dla mnie "odpad poprodukcyjny" :diabelek: ) z niedorobioną "rokitnikową II" i efekt był wielce obiecujący...

pzdr.
Andrzej
Też jestem na etapie, a właściwie na dwóch, zbierania koncentratów tego i owego oraz wynoszenia każdego produktu w ilości 100ml do piwnicy, by sobie potem odświeżyć pamięć za te 50 lat np. co to człek czynił i jak jakiś temat się rozwijał (notabene, mam wszystkie wina jałowcowe z ostatnich produkcji).
Długo zabierałem się za opisanie wrażeń z degustacji Bogi-ego specjałów.

Otrzymane próbki miały związek z następującym tematem na forum : Alpy Szwajcarii.

Pierwsze wrażenie : orginalny Alpenbitter jest dużo słodszy od wyrobów Bogiego.

1. Alpenbitter 40,8 % - kolor najciemniejszy, bursztynowy. Delikatna słodycz oraz wyczuwalny smak skórki pomarańczowej. Gorzki smak. Doskonale ukryta moc.

2. Alpenbitter 31% - kolor blado-słomkowy, przyjemna słodycz, aksamitny smak. Bardzo zrównoważony likier pomimo swojej młodości.

3. Alpenbitter 36% z dodatkiem nalewu na rodzynki i koniaku. Kolor lekko złotawy, przyjemnie grzeje, dobrze zbilansowana goryczka. Najbardziej wyczuwalny alkohol.

Wszystkie rodzaje i wariancje Alpenbitter doskanale sprawdziły się jako lekarstwo na Wielkanocne obżarstwo :diabelek: .
Jako miłośnik wszelkiego rodzalu ziołówek mogę gorąco polecić Bogi-ego Alpenbitter :brawo:

Dodatkowo jako bonus otrzymałem destylacik ziołowy.
Nie pokuszę się o próbę opisania wrażeń - to trzeba samemu skosztować.

A tak oto wyglądały specjały :
Cieszę się bardzo, że spełniły swoją rolę i że jednak mój bliższy prawdzie niż oryginał, hehe
(12-04-2010, 18:03)tasmol napisał(a): [ -> ]Dodatkowo jako bonus otrzymałem destylacik ziołowy.
Nie pokuszę się o próbę opisania wrażeń - to trzeba samemu skosztować.

No to jednak się pokuszę :diabelek: - choć nie jestem mistrzem opisów hihihihi

Smak i zapach bardzo zrównoważone - spodziewałem się czegoś bardziej ziołowego.
Żadne z ziół nie występuje przed szereg i nie dominuje smaku, co jak dla mnie jest wielkim pozytywem.
Destylacik ten, napewno dobrze służy po obfitym posiłku :slinka:.
Dla mnie rewelacja.
Dla zainteresowanych;););), powstaje wersja eau-de-vie de gentiane vieille:D Poleci do Poznania większy tester, coby posiłki obfite nie zaszkodziły. Składowo to jest tam tylko goryczka żółta, skórka pomelo i skórka pomarańczowa albo klementynkowa (muszę sprawdzić).
Niedawno otrzymałem od Bogiego sampel Alpenbittera w wersji autorskiej. A oto notatka z dziejszej degustacji.

Kolor: Miodowo-bursztynowy, jak niżej.

[attachment=11957]

Zapach: Na pierwszy lekki niuch poczułem coś jak biszkopt (słowo daję :)), po dokładniejszym obwąchaniu ten zapach przechodzi jednak w wyraźną owocową, cytrusową słodycz, jest tam też delikatna nutka, ciężka dla mnie do zdefiniowania, jakby żywiczna, prawdopodobnie ziołowa i odrobina alkoholu na końcu.

Smak: Na początku słodycz i zarazem trochę goryczy, przechodzi w cytrusowo-ziołowy, cytrusowo bardziej słodki, trochę jak kandyzowane skórki. Dalej pojawia się taka odświeżająca nutka, przechodząca w szczypanie w język, jakby cytrusowych terpentyn? Końcówka długa, z lekką goryczką i pomarańczowym posmakiem. Odrobina alkoholu, w sensie mocy, nie wybijających się spirytusowych posmaków.

Likier jak na bitter delikatny, wydaje mi się, lubiących słodkości nie powinien przerazić, bogaty w smaku. Jak dla mnie przeważa cytrusowość, ziołowych wątków nie jestem w stanie jak na razie rozszyfrować.

Dla mnie nowy kierunek, wart przetestowania. Dziękuję za możliwość spróbowania :).
Cieszy mnie, że smakowało. Starałem się cytrusy wydobyć przed szereg, więc z czasem mogą one iść dalej i dalej do przodu.
Fakt, cytrusy było czuć i to nawet bardzo przyjemnie :spoko:
Do niedawna byłem wrogiem trunków opartych na ziołach. Wynikało to z nieprzyjemnych, ziołowo-alkoholowych doznań z czasów studenckich.

Otrzymałem od Bogi'ego kilka trunków:

1. Alpenbitter 40,8% - lekki osad, kolor bursztynowy. Zapach bardzo przyjemny. W smaku poezja!!! Delikatny, prawie niewyczuwalny smak i zapach alkoholu. Wzorowo dobrana słodycz. Wyczuwalny smak kłącza tataraku. Finisz bardzo przyjemny piołunowy. Gorycz dość wyraźna ale bez przesady. Bardzo długo pozostaje w ustach smak tego cuda!!!

2. La Primordiale Blanche 55% - kolor wodojasny. Smak i zapach wyraźnie anyżkowy (jak dla mnie za bardzo). Bez jak i po dolaniu wody ja nie wyczuwam niczego poza anyżem.

3. Chartreuse Juane 42,9% - kolor żółty (szafran?). Klarowna lekko opalizująca. W zapachu i smaku wyczuwalny anyż i koper. Słodycz wyraźna, przyjemna. Słabo wyczuwalny zapach i smak alkoholu.

Coś niesamowitego co ten człowiek robi!!! Po 30 min od degustacji dalej czuję smak Alpen Bitter'a. Pozostałych nalewów nie próbuję bo nie jestem w stanie rozpoznać ich smaku.
Cieszę się, że smakowało.

Primordiale powinien układać się tak: pontyjska, koper, anyż, mięta, pontyjska. Fakt anyżu sporo, ale tu akurat dominantą jest pontyjska, zresztą to pierwsza nuta, oczywiście moim zdaniem.

Chartreuse-wszystko odgadnięte co do joty.

Cieszę się, że smakowało. Miło mi bardzo, że alpenbitter aż tak bardzo podszedł.

Z arkebuza Andy nie pozwolił postrzelać?:P
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16