Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Wino śliwkowe - śmieszny problem.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Witam, jako, że to mój pierwszy post na Waszym zacnym forum - chciałbym się przywitać! Jestem Bartek, produkcją wina zajmuję się dopiero od jakichś 4 lat. Jednak wszystkie poprzednie wina robiłem z proporcjami "na oko", co nie znaczy, że wina się nie udawały - głównym kryterium oceny był smak i przez te 4 lata jedno tylko schrzaniłem. W tym roku trafiło mi się mieć nadmiar śliwek węgierek, toteż postanowiłem zrobić z nich wino.

Jak już wspomniałem, pierwszy raz chciałem ten proceder przeprowadzić z odpowiednimi ilościami składników, no i... przedobrzyłem ;D

Dałem:
22kg śliwek węgierek, ćwiartki
6kg cukru rozpuszczonego w 13l wody (teraz wiem, że cukier powinienem dodawać partiami, jednak drożdże ruszyły na jednorazowej pełnej porcji)
drożdże Burgund
pożywka

Drożdże i pożywkę dodawałem w ilościach wg instrukcji na opakowaniach.

Wszystko to upchnąłem do balona o teoretycznej pojemności 40L, jednak się zmieściło - prawie pod szyjkę. Drożdże zaczęły wariować i już po kilku godzinach od zamknięcia nastawu piana wręcz tryskała z rurki fermentacyjnej. Widziałem już takie cuda, więc przestawiłem tylko balon do miski, żeby nie zalał mi podłogi. Po 3 dniach piana opadła, wino bulka jak szalone - co kilka sekund. Jednak to, co z balona umknęło to jakieś 7l słodkiego, gęstego soku, który niestety poszedł w kanał. Tutaj pojawia się pytanie, czy w momencie, gdy będę wybierał z balona owoce (planuję to zrobić 1,5 tyg od nastawienia), mogę uzupełnić te 7 litrów np wodą z cukrem? Drugi problem to gęsta konsystencja cieczy, jakby lepko-oleista, nie wiem, może to normalne przy śliwkowym na początku? Niestety nie dodałem Pektopolu i obawiam się, że stąd ten drugi, niepokojący problem.
1. Wody możesz dolać.

2. Co do konsystencji - nie chce cie martwić, ale....

W tym roku owoce kiepskie są, też robiłem wino z węgierek - nie były za ładne, dużo opadło, popleśniało, pogniło jeszcze na gałęziach. Zebrałem owoce, wypestkowałem i niestety niezasiarkowałem tylko zacząłem fermentacje w miazdze. Po tygodniu otworzylem balon - zawartość fermentowała, ale płyn był właśnie oleisto-kleisty, śmierdział okropnie zgnilizną - tak jakby choroba ze śliwek "rozmnożyła" się w całym nastawie. W smaku nawet nie próbowałem, całość poszła na kompostownik....

Obserwuj to swoje wino, spróbuj jak smakuje, czy nie wdała się zgnilizna czy jakaś inna infekcja...
Na razie nie otwieram balona, bo ładnie pracuje i zapach też ładny, czuć drożdże i owoce - w zapachu nie ma żadnych objawów gnicia, piana na powierzchni też jest biała, wygląda na "zdrową", więc zobaczymy co z tego będzie. Dzięki za radę.
He he ja też w tym roku nastawiłem winko ze śliwek
i też pieniło się niemiłosiernie :sloik:
mimo że miejsca miałem w balonie jeszcze sporo
więc pianą nie ma się chyba co przejmować

A obecnie winko ma około 35 dni i dalej pięknie pachnie owocami :slinka:
A ja w tym roku nie robiłem wina ze śliwek. Zeszłoroczne dwa nastawy i jeden z ałyczy wyleczył mnie skutecznie. Będzie się klarowało jeszcze z 10 lat:))))
Za to będę kupował węgierki żeby mieć swoje suszone śliwki, jako dodatek do innych win.
Mam kolejne pytanie w związku z tym nastawem. Za 3 dni mija półtora tygodnia od zamknięcia balona, z ćwiartkami w środku, owoce przybrały odpowiedni kolor, całość pięknie pracuje, zapach też zadowalający. Pytanie brzmi - wyciągać owoce jak planowałem na początku, czy mogę je zostawić do końca fermentacji w środku?
Zostaw owoce do 6-8 tygodni fermentacji
(22-09-2010, 15:45)Zbyszek T napisał(a): [ -> ]1. Wody możesz dolać.

2. Co do konsystencji - nie chce cie martwić, ale....

W tym roku owoce kiepskie są, też robiłem wino z węgierek - nie były za ładne, dużo opadło, popleśniało, pogniło jeszcze na gałęziach. Zebrałem owoce, wypestkowałem i niestety niezasiarkowałem tylko zacząłem fermentacje w miazdze. Po tygodniu otworzylem balon - zawartość fermentowała, ale płyn był właśnie oleisto-kleisty, śmierdział okropnie zgnilizną - tak jakby choroba ze śliwek "rozmnożyła" się w całym nastawie. W smaku nawet nie próbowałem, całość poszła na kompostownik....

Obserwuj to swoje wino, spróbuj jak smakuje, czy nie wdała się zgnilizna czy jakaś inna infekcja...

Dziś otworzyłem balon, bo bulkanie zwolniło prawie do zera, zakupionym wczoraj "Winomierzem" zmierzyłem poziom cukru - Blg w granicach zera, więc dodałem jeszcze cukru, chociaż w takim tempie jak to pracuje to pewnie za 3 dni znów przestanie. Co do smaku to... jestem mega pozytywnie zaskoczony! Po tej całej przygodzie z oleistym wyciekiem przygotowałem się już na to, że z wina będzie co najwyżej chlust w kompostownik. Jednak teraz jestem pewien, że się uda, wino jest takie jakie być moim zdaniem powinno na tym etapie ;>
(22-09-2010, 15:45)Zbyszek T napisał(a): [ -> ]Po tygodniu otworzylem balon - zawartość fermentowała, ale płyn był właśnie oleisto-kleisty, śmierdział okropnie zgnilizną - tak jakby choroba ze śliwek "rozmnożyła" się w całym nastawie. W smaku nawet nie próbowałem, całość poszła na kompostownik....

Ja też w Tym okresie robiłem wino ze śliwek i tak samo wyglądąło jak opisujesz... pachniało i smakowało jak zgniłe owoce :P Ale nie dałem za wygraną! :D
Napowietrzyłem winko zlałem owoce i dosłodziłem. Po 3 tygodniach znowu napowietrzyłem i zlałem...
Butelkowałem w kwietniu i smak cóż... nie był zbyt rewelacyjny, ale za to wyszło bardzo mocne!(przez dosładzanie)
Jednak nie było już czuć żadnej zgnilizny, ani tym bardziej śliwek. Zostawiłem sobie 3 butelki na wakacjach zobaczę jaki smak wyszedł chodź powiem że "Czas" pomaga z winem...

P.S.
Żal mi po prostu wylewać wino bo wiem ile się przy nim napracowałem:) Jedyna rada zlewać i czekać!
Witam.

Ja właśnie zabutelkowalem wino rocznik 2010. Zrobiłem je ze śliwek węgierek i czrewonych porzeczek w proporcjach 50/50. Przyznam, że obawiałem się efektu końcowego bo wino ze śliwek dosyć ciężko się klaruje. I podobnie jak moi przedmówcy przechodziłem przez problem kleistej mazi w początkowej fazie. Ostatecznie wino wyszło wyśmienite w smaku, klarowne (bez wspomagania) i dosyć mocne:D. Polecam tę kombinację owoców - w efekcie będziecie mieć wino porzeczkowe z miłym aromatem śliwki. I muszę też przyznać, że akurat to wino podtrzebowało czasu żeby dojść:)
Ja dziś nastawiłem swoje ze śliwek podobnych do węgierek tz.bojanówek takim bardzo amatorskim sposobem
8kg bez pestek
4,5lwody
2kg cukru
drożdże aktywne
Wszystko poszło od razu do balona i już pracuje:)
Pytanie co robić dalej?Ile dosłodzić(kg i ile l?)i kiedy wyrzucić owoce?
Możecie coś podpowiedzieć proszę
Pozdrawiam
Pisałem już o tym w innym wątku, ale dodam też swoją wypowiedź tutaj, może się przyda:) Dwa tygodnie temu robiliśmy powidła ze śliwki węgierki, używając samowara. Jako produkt uboczny zostało całkiem sporo soku, ponad 5 litrów, więc z racji, że miałem małą 5-cio litrową damę, postanowiłem nastawić w niej ten sok. Sok jest aromatyczny, kwaskowaty w granicach przyzwoitości, i bardzo lepki. Na smak niewyczuwalny jest cukier.

I tego dotyczy zagadka- próbowałem zmierzyć cukromierzem otrzymaną ciecz, ale z powodu gęstości/lepkości, wynik wychodził kuriozalny, 13 stopni Blg, co jest niemożliwe. Zastanawiałem się, jak to zmierzyć, tutaj na forum wyczytałem, że pomiar nie ma sensu ze względu na lepkość.

Czy rozcieńczenie soku pół na pół z wodą i zmierzenie wtedy zawartości cukru (plus przemnożenie otrzymanej wartości przez dwa) ma sens? Staram się to rozgryźć na logikę, ale jednak przydałoby się trochę znajomości chemii czy czegoś z dziedziny właściwości cieczy:)

Pozostaje oczywiście trzymanie się wytycznych zawartych w przepisach. Na 5 litrów dodałem na razie 0,65 kg cukru, będę z czasem dodawał więcej, na smak.
(20-09-2011, 23:14)Exitt napisał(a): [ -> ]Czy rozcieńczenie soku pół na pół z wodą i zmierzenie wtedy zawartości cukru (plus przemnożenie otrzymanej wartości przez dwa) ma sens?

Tak, to ma sens jak najbardziej.
Tak właśnie postępujemy w przypadku moszczy i soków które do bezpośredniego zmierzenia są zbyt gęste. Jeśli wyskalowany na czystej wodzie cukromierz wskazuje zero, to logicznym jest, że po rozcieńczeniu soku 50/50 z wodą wskaże połowę zawartości cukru.
Pomnożysz tak jak myślisz przez 2 i otrzymasz zawartość cukru w samym soku.
(21-09-2011, 06:21)maxther napisał(a): [ -> ]Tak, to ma sens jak najbardziej.
Tak właśnie postępujemy w przypadku moszczy i soków które do bezpośredniego zmierzenia są zbyt gęste. Jeśli wyskalowany na czystej wodzie cukromierz wskazuje zero, to logicznym jest, że po rozcieńczeniu soku 50/50 z wodą wskaże połowę zawartości cukru.
Pomnożysz tak jak myślisz przez 2 i otrzymasz zawartość cukru w samym soku.

maxther,
mówiąc delikatnie skąpo dawkujesz prawdę i niestety mijasz się z logiką.
Do pomiaru sok można rozcieńczyć ale wagowo. Dajemy przykładowo 50 g wody i 50 g soku i wówczas mierzymy balling. Wynik mnożymy przez dwa aby określić gęstość soku.
Dziękuję za podpowiedź. Jednak wiedza jest kluczem do prawidłowego postępowania w naszym wyrobie:)

Żeby zaktualizować wypowiedź odnośnie owego wina śliwkowego- nastawione było 06.09.2011, i wtedy pomiar nie był możliwy. Natomiast 24.09.2011, by uzyskać nieco więcej aromatu, dodałem do pracującego wina 400 ml soku z aronii (aronia i nieco jabłka plus cukier). Sok ten był bardziej wodnisty niż wino, no, wodnisty tak jak większość soków:) Rozrzedziło to nieco wino, spróbowałem więc pomiaru cukromierzem. Wyszło 18 Blg.

Wczoraj, 29.09. dokonałem kolejnego pomiaru cukromierzem, wynik to 15 Blg. Nie brałem poprawki na niecukry, bo tego jeszcze nie przyswoiłem, czytałem o tym jedynie na forum.

Przez ten tydzień nie nudziłem się, udało mi się nastawić wino z dzikiej róży na całych owocach (20l litrów), oraz wino jabłkowe, w którym 10 litrów to sok pozyskany z użyciem sokowirówki, a 10 litrów to sok z sokownika. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jest to poniekąd kompromis pomiędzy wykorzystaniem tylko sokowirówki, i tylko sokownika. Przeczytać można o tym nieco w tym wątku.

Nie chciałem odgrzewać tego tematu z 2006 roku, dlatego piszę tutaj.

Dodam swoje trzy grosze, tyczyć się będą jabłek- sokownik posłużył do zrobienia "jabłek na szarlotkę", które zawekowane w słoikach zostaną wykorzystane, tak, na szarlotkę:) Natomiast to, co pozostało z przerobu jabłek w sokowirówce, też wrzuciłem do sokownika, z nadzieją, że "wycisnę" jeszcze trochę soku. Co się okazało, to że wióry z sokowirówki, w sokowniku nabrały wilgoci, skórki z jabłek praktycznie zanikły (w sokowirówce kręciłem jabłka pozbawione pestek, ze skórką). Cała masa była smaczna, po dodaniu cukru wręcz idealnie imitowała marmoladę jabłkową, której odparowanie w tradycyjny sposób zajęłoby trzy dni. Po dodaniu różnych "ulepszaczy" jak ananas/cukinia lub rodzynki, marmolada jest na prawdę dobrej jakości.

Oto moje trzy grosze. Mam nadzieję, że jakiemuś uważnemu czytelnikowi się to przyda:) bo jak widać korzyści jest co nie miara- jabłka na szarlotkę, marmolada, sok ze świeżych jabłek, sok z sokownika (soki połączone w nastaw na wino).

Wino jabłkowe uzupełniłem rodzynkami oraz sokiem pomarańczowym, za radą Krzysztofa


Cytat:Ja do wina jabłkowego, dodaję zawsze 10% soku pomarańczowego (kartonik bez konserwantów) i rodzynki w ilości około 0,5 kg/10 l. nastawu.


Jestem bardzo ciekaw efektu końcowego, zwłaszcza wpływu soku pomarańczowego. Na pewno gdzieś dodam swoje kolejne kilka groszy odnośnie tego:)