Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Żyto, rodzynki i... grzyby?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Siemka, mam problem. Jakoś w lutym roku bieżącego nastawiłem wino z żyta i rodzynek/rodzynków (proporcje wg "Domowego wyrobu win" J. Cieślaka), po przepisowym czasie zlałem znad ziarna (do maksymalnego wypełnienia balonu troszkę brakowało), teraz butelkuję (pominąłem etap drugiego obciągu i dojrzewania) i przy towarzyszącej degustacji stwierdziłem, że wino po początkowej słodyczy ma ostry, gorzkawy posmak, czasami tracący grzybami. I nie mam na myśli pleśni, tylko normalne, suszone jadalne grzyby. O co chodzi?

Błędy/niezgodności z przepisem, które zauważyłem:
-niedokładne oczyszczenie żyta (inaczej nie byłoby tam robaczka - kiedyś o tym pisałem, ale nie uznano tego za wielki problem)
-zbyt długie leżenie wina po pierwszym obciągu (ten ostry posmak może być od zbyt długiego leżenia "na drożdżach"?)
-pominięcie etapu dojrzewania wina (wg Cieślaka powinien minąć rok, zanim się wino doprawi i przeznaczy do spożycia)
-ogólne zaniedbania higieniczne (jakoś nigdy nie było to moją najlepszą stroną).

Jakieś diagnozy, inne pomysły?
(16-05-2015, 14:20)jedrzej napisał(a): [ -> ]Błędy/niezgodności z przepisem, które zauważyłem:
-niedokładne oczyszczenie żyta (inaczej nie byłoby tam robaczka - kiedyś o tym pisałem, ale nie uznano tego za wielki problem)
-zbyt długie leżenie wina po pierwszym obciągu (ten ostry posmak może być od zbyt długiego leżenia "na drożdżach"?)
-pominięcie etapu dojrzewania wina (wg Cieślaka powinien minąć rok, zanim się wino doprawi i przeznaczy do spożycia)
-ogólne zaniedbania higieniczne (jakoś nigdy nie było to moją najlepszą stroną).

Jakieś diagnozy, inne pomysły?

Albo trzymasz się przepisu albo robisz jak chcesz. Jeżeli robisz jak chcesz, to masz, co Ci wyszło. Inaczej się nie da.

Diagnoza: może szkoda czasu i surowca na robienie byłe jak i może lepiej skorzystać na początku z doświadczenia innych.

Jak masz problem z higieną przy wyrobie win, to ich nie rób, tylko pij sklepowe.
Wybór należy do Ciebie.
UPDATE:
wino zabutelkowałem (głównie po to, żeby zwolnić balon). Paskudne strasznie (zawiozłem kontrolnie dwa na imprezę dla licealistów - jak oni nie przełkną, to nie przełknie nikt), ale po ponad roku dowiedziałem się, że jednak komuś smakowało. Uznałem, że nawet dla jednej osoby warto się postarać. Odkopałem te nieszczęsne 12 butelek i okazało się, że wyklarowało się jak ta lala - co ciekawe, więcej, niż osadu na dnie, było jakiegoś dziwnego fuzla przy samej powierzchni.
Delikatnie ściągnąłem to, co dobre do butli, odstawiłem na dwa dni, żeby się ustało, zabutelkowałem raz jeszcze (sztuk 8, z czego dwie już lekko mętne, reszta kryształ). Zaprezentowałem przy nieco bardziej wymagającym gronie i wynik wyszedł już 8:2 na korzyść.
Nie mówię, że dobrze zrobiłem nie przykładając się do roboty - pisze, żeby dać świadectwo cudownemu działaniu natury i czasu :]