Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Nalewka z rokitnika
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Czyli się zaczaję :-)
Dzięki przypomnieniu mi przez R-Jacka (DZIĘKUJĘ), wspomnianej przez kogoś na forum, metody mrożenia rokitnika razem z gałązkami stałem się posiadaczem 1,5 kg rokitnika w 30 minut (samo obieranie).

Dodatkowo wymyśliłem patent (pewnie ktoś to już robił, ale dla mnie było to odkrycie na miarę stulecia) ODWIROWYWANIA owoców od liści.

1. Zamrożone gałązki (w kartonie) wyjąć.
2. Zgarnąć owocki, a dziadostowo sciąga się razem z liśćmi, do wiadra.
3. Nie dopuścić dop rozmrożenia owoców - czyli zrobić wszystko szybko.
4. Kręcić wiadrem jak wirówką. Owoce opadają na dno wiadra - liście "wychodzą" do góry - i sukcesywnie należy je usuwać.
5. Gdy liści już będzie mało - wybierać owoce ze środka wiadra do innego pudełka.
6. Kręcenie wiadra powtarzać. Resztki liści i piasku układają się przy ściankach wiadra - dlatego owoce wybierać ze środka wiadra.
7. Końcówkę wybrać metoda tradycyjną :D . Naprawdę niewiele tego zostaje.

8. Tak wykonawszy powyższe można starać się o pozyskanie certyfikatu ISO :lol: . Pamiętawszy oczywiście o podobnym rozpisaniu procedur pozostałych nalewkowych czynności. :P :P
No to sruuuuuuuuuuuuuu. Hhahahaaha
Każdy sposób dobry.
Ja zbierałem paluszkami. Długo ale fajnie.

Rokitnikowa dochodzi do finału.
Cale szczęście, że tym razem nie posłuchałem forumowiczów :jezor: (choć jak zwykle przewertowałem wszystkie możliwe opinie ), że to straszny kwas i nie dodałem całego cukru od razu.
Plan był taki:
etap 1: 1,5 kg przemrożonego rokitnika, 0,4 l h2o, 2 l 96%, 0,5 kg cukru.
po miesiącu
etap 2: jeszcze 1 kg cukru na owocki.

Zlałem pierwszy etap. Spróbowałem to co powstało: niemowlę, ale rewelacja – już ją lubię. Kwas jest zrównoważony słodyczą. Ciężko to wyrazić. Jest równocześnie słodka i kwaśna. Ta „kwaśność” jest przyjemna – trochę multiwitaminowa, ale nie wymaga stłamszenia jak np. w pigwowcu.

Decyzja: etap drugi do weryfikacji! Zasypałem owoce 300 g cukru (aby odessać osmotycznie co się da z owocków) – stoi sobie w ciepłym miejscu. Połączę nalewy – potrzymam kilka miesięcy – chyba znajdzie się w gronie moich faworytów!

Szkoda, że słońca brak. W tym roku część słojów z owocami wędrowała po zasypaniu cukrem do ogrodu - na słońce, deszcz, wiatr itp. Dzień i noc. Wydaje mi się, że odbiło się to na nich bardzo pozytywnie. Rokitnik, bez chwili wahania wystawiłbym na powietrze :-( . Niestety pogoda taka, że nawet cukier by się nie rozpuścił.
:Niewiem: Albo mam inny rokitnik, albo inny smak, albo … Proponowane w większości przepisów 1kg/1 kg cukru to zdecydowanie za dużo.

Dla podkreślenia wagi mych słów dodam, że mojej LP też smakował już pierwszy nalew.

Jak znajdę czas i pogoda się poprawi wyruszę jeszcze na rokitnikowi łowy (te parę litrów które mam może nie dotrwać wieku dojrzałego, albo nawet średniego…). A i konfitury też zostały mi 4 słoiczki.

Edit- został jeden słoiczek - nagle rokitnik stał się w rodzinie legendą - nawet syna "pani od angielskiego" została poczęstowana pod moją nieobecność :diabelek: . Też smakowało :lol: .
Znalazłam w aptece internetowej suszony rokitnik, taka jestem ciekawa smaku takiej nalewki, że chyba się skuszę:)

Proszę o potwierdzenie czy poniższe proporcje będą właściwe?

0,5 kg suszu, 1 kg cukru, 1,5 l spirytusu 50% - i wszystko razem na 2-3 miesiące na macerację?


Pozdrawiam,

Hania
Będzie ok , ale słaba.

Przy 0,7 l wódki 40% i 0,7l spirytusu 95% moim zdaniem będzie mocna w sam raz.

Pozdrawiam-drajla
(11-01-2010, 14:38)drajla napisał(a): [ -> ]Będzie ok , ale słaba.

Przy 0,7 l wódki 40% i 0,7l spirytusu 95% moim zdaniem będzie mocna w sam raz.

Pozdrawiam-drajla
Słaba na % czy esencjonalność smaku?
Końcowa moc będzie ok. 35% (1 kg cukru~0,6l płynu). Jak dla mnie ok.
Na %.
Z owocków też trochę uzyska. Z 0,5kg suszu tak +- 150 ml.
Robiłem i mocniejszą i słabszą i tak jak napisałem ta trochę mocniejsza bardziej mi smakuje.
Kocurek1 (Hania),
Podaj namiary na tę aptekę, też bym kupił trochę na próbę, bo uważałem suszenie rokitnika za totalną abstrakcję. Owoc ten w ogóle nie ma miąższu. Sok, wycieka na paluchy po byle dotknięciu, a jest go pewnie 70-80%, plus ok. 5-10% oleju, reszta to pestki i skórka. Sucha masa nie sądzę, że stanowi więcej niż 15%. Uwielbiam susze, więc chętnie wypróbuję.

Do rzeczy: proporcje wydają się właściwe (daj połowę cukru – najwyżej dosłodzisz!). Procentowość jak na susz idealna (tym bardziej, że w suszu możesz się mniej obawiać problemów z olejem). Myślę, że 6 -8 tygodni maceracji w zupełności wystarczy.

EDIT 22.02.2010 r. : Wyciąłem fragment o wyciskaniu przez sitko. Zmieniam poglądy: nie wyciskać, tylko odciągnąć cukrem, bo będzie olejowy koszmar!!!

Może się mylę, ale na dodatkowe mililitry płynu z suszu nie licz. Licz raczej na straty, a nie zyski.
Takie są uroki suszów. Ale smak zwykle rekompensuje straty.

Ogólnie rokitnik jest jednym z moich faworytów.

Pozdrawiam,
Andrzej
Bardzo dziękuję za porady - każde słowo jest dla mnie bardzo cenne!

Nie doczekam się do świeżych owoców, więc będę eksperymentować z suszami, czekam na rokitnik, na dereń i na tarninę i wszystko stworzę po raz pierwszy - już mam radochę :)

Rokitnik znalazłam na stronie lekiznatury.pl 50g kosztuje 7,20 zł.

Pozdrawiam
Hania.
(13-01-2010, 14:23)kocurek1 napisał(a): [ -> ]już mam radochę :)

Rokitnik znalazłam na stronie lekiznatury.pl 50g kosztuje 7,20 zł.

Pozdrawiam
Hania.

Cena dość wysoka, ale świeży był oferowany na alledrogo po 11zł/0,5 kg, a zbieranie ... wiedzą tylko ci, którzy próbowali...

Andrzej

Powodzenia, fajna zabawa. Susze są bardzo wdzięczne (i pięknie się klarują!)

Andrzej
kocurek1 i jak zrobisz to napisz co i jak Tobie wyszło.
Pozdrawiam i udanych nastawów.
Nareszcie wystartowałam z suszonym rokitnikiem, wsypany do słoja, zalany i zaczynam odliczać dni.

Ciekawe co to za cudo wyjdzie..

Za 8 tygodni zdam relację:)


Pozdrawiam
Hania
W słoju z rokitnikiem strasznie ciemno, spodziewałam się złotawej barwy lub pomarańczowej a tu raczej odcienie brązu no może z czerwonymi refleksami.

Hmm, czekam na dalszy rozwój wypadków:)


Pozdrawiam
Hania


(14-02-2010, 13:33)kocurek1 napisał(a): [ -> ]... czekam na dalszy rozwój wypadków:)

Ja też czekam na Twoją relację.
Pozdrawiam-drajla
(14-02-2010, 13:33)kocurek1 napisał(a): [ -> ]W słoju z rokitnikiem strasznie ciemno, spodziewałam się złotawej barwy lub pomarańczowej a tu raczej odcienie brązu no może z czerwonymi refleksami.

Haniu, a czy aby nie masz warstewki tłuszczu na powierzchni nalewki? A płyn taki buro-musztardowy, gęsty, zawiesisty?

Pzdr.
Andrzej
Warstwy tłuszczu jako takiej nie stwierdziłam ale całość, tak jak mówisz Andrzeju, jest dość gęsta i zawiesista.
Suszki napęczniały i w słoju ciasno się zrobiło, taka "paparyda" - jak stwierdził mój syn:)
No nie mogę powiedzieć, że to kolor musztardowy.. to ciemny brąz normalnie.

Ale..starając się coś wysondować organoleptycznie, stwierdzam, iż gdzieś w tle ( jakby pominąć ten ostry spirytus na przedzie) jest fajny smaczek taki kwaskowy.

Może użyte proporcje (0,5 kg suszu, 0,7 spir i 0,7 40%), choć nie powinny, są niewystarczające? Może bardziej rozcieńczony susz dałby lepszy efekt wizualny?

Tylko strach teraz tam ingerować, żeby nie popsuć przed czasem..
(15-02-2010, 12:11)kocurek1 napisał(a): [ -> ]Warstwy tłuszczu jako takiej nie stwierdziłam ale całość, tak jak mówisz Andrzeju, jest dość gęsta i zawiesista.
Może użyte proporcje (0,5 kg suszu, 0,7 spir i 0,7 40%), choć nie powinny, są niewystarczające? Może bardziej rozcieńczony susz dałby lepszy efekt wizualny?

Tylko strach teraz tam ingerować, żeby nie popsuć przed czasem..

Pierwsze primo: jest dobrze :brawo:, bo mógł być olej, a to wymagałoby wywodów na temat zlewania spod oleju albo wymrażania nalewki w celu pozbycia się upiornego (choć jak donoszę materiały naukowe niewiarygodnie zdrowotnego oleum). Czyli - ten problem odpuszczamy.

Drugie primo: spirytus zastosowałaś o mocy 70% - do świeżego rokitnika byłby za słaby (jak na mój gust), ale do suszu zdecydowanie za mocny. Proponuję mimo wszystko zostawić i rozcieńczyć dopiero w finale. Dla rokitnika uważam moc docelową 45-55 % za optymalną.

Trzecie primo: z opisu widzę dwie rzeczy:
a) cukru/miodu w nalewie nie widzę- to nawet lepiej,
b) maceracja trwa dopiero ok. 2 tygodnie.
Ad. a) po zlaniu owoców nie odciskaj, a zasyp cukrem i po jakimś tygodniu zlej co powstanie - i ... nie wyciskaj! (Bo mogą Cię czekać problemy wskazane w pp czyli :tylek: ).
Ad. b) potrzymaj zalane 45-60 dni.

Po sklarowaniu kolorek będzie przepiękny, a ciecz idealnie klarowna.
Moją uważam za jedno z lepszych dokonań tegorocznych (w kategorii "produktów" słodkich), np. tata1959 opisał ją tak:
http://wino.org.pl/forum/showthread.php?...#pid196001 , a Bogi tak: http://wino.org.pl/forum/showthread.php?...#pid194874,

Daj jej czas :sloik:. Przy osłabianiu końcowym weź pod uwagę ujęcie w obliczeniach użytego cukru (pi*oko 1 kg- 0,6 l płynu).

I takie motto życiowe: lepiej dosłodzić niż odsłodzić...
Pzdr.
Andrzej
Przepraszam, bo nie dopisałam wcześniej a to zmienia postać rzeczy - cukier dodałam od razu 0,7 kg, w tej chwili jest już całkiem rozpuszczony. Ilość ta jest w tej chwili wystarczająca dodając więcej byłoby za słodkie.

Wielkie dzięki za wskazówkę co do odciskania owoców, pewnie z rozpędu wycisnęłabym co się da:)
Zastosuję się z ochotą do Twoich rad - poetyckie opisy i pochwały Daru Przyjaźni mówią same za siebie.


Pozdrawiam
Hania
Pzdr.

i daj znać za 2 miesiące ...

Andrzej
Wtrącę tylko dwa grosze do tego co Andy05 słusznie napisał.
1. Jeżeli uznasz, że nalewka jest za gęsta to zawsze możesz ją na końcu rozcieńczyć:
-a) zimną przegotowaną wodą
-b) wódką
Ale to zależy od Twojego smaku.
Pozdrawiam-drajla
Racja.

Może za te 2 miesiące jak będę oddzielać nalew od owoców zamiast rozcieńczać go samą wodą lub wódką, zaleję najpierw wódką owoce? niech coś jeszcze oddadzą skoro wycisnąć nie można i wówczas taką wódkę rokitnikową chlust do nalewu.

Muszę przyznać, że na punkcie rokitnika mam ostatnio lekkiego bzika (!), po tym jak poczytałam o jego cudownych właściwościach.
Wieczna młodość i super odporność:) ale mam nadzieję, że ździebełko prawdy chociaż w tym jest.
Znalazłam już w aptece kapsułki z olejem z rokitnika a także krem do twarzy i nie tylko (ponoć bardzo dobry na oparzenia słoneczne).

Ciekawe czy w Toruniu i okolicach znajdę drzewko co bym mogła ze świeżych owoców nalewkę wyczarować..
Ekstrakcja wódką lub wręcz wodą to może być dobry pomysł. Tym bardziej, że trzeba osłabić. Wydaje mi się, że 0.25-0.35 l wody będzie ok.
A.
Szukajcie a znajdziecie..

No i znalazłam skupisko krzaków rokitnika między Toruniem a Bydgoszczą i potrzebuję na gwałt porady czy jest jeszcze sens zbierać te owoce?
Stan ich jest różny, niektóre zbladły, inne wyglądają jako tako, nie rozgniatają się bardzo łatwo w palcach ale wiadomo - już trochę czasu tam wiszą..
Poucinałabym gałązki to może ich nie zmasakruję lecz czy warto, nie za stare?

Pozdrawiam
Hania
Śmiało można zrywać i nastawiać. Wszak niektórzy tylko takie zbierają.

Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11