11-10-2023, 17:36
Latem tego roku byliśmy na imprezie w Rawie Mazowieckiej (25-lecie ślubu naszych znajomych). Impreza była bardzo udana, w ogóle centrum Rawy bardzo ładnie odnowione, warte zobaczenia. Ale do meritum…
Jeden z gości przywiózł nalewkę z pigwy gruszkowej, dobra, ale strasznie mocna (50%?). Przebojem imprezy stała się natomiast nalewka/likier z ałyczy, oczywiście nazywana mirabelkowką
.
Trunek niezbyt mocny (30%?), piękny złoty kolor, całkowicie klarowny (nastawiony latem 2022), intensywny aromat i smak śliwek i miodu.
Autorem okazała się Mama Panny (wiecznie) Młodej, osoba około 80-letnia, ale pełna wigoru. Oczywiście poprosiłem o przepis i słuchając relacji szybko zrozumiałem, że to prawdziwy klasyk, przepis domowy, ale zgodny z regułami nalewkarstwa, prosty – w prostocie siła. Oto on:
Latem dojrzałe śliwki ałycze (dziko rosnące, pestka nie odchodzi od miąszczu) po prostu zalewamy alkoholem (2 części spirytusu 95%, 1 część wody), nie pestkujemy. Zostawiamy w spokoju do grudnia (4-5 miesięcy). Zimą zlewamy nalew, śliwki do wyrzucenia. Nalew dosładzamy miodem (jasnym – lipowym bądź akacjowym). Ważne, aby nie przesłodzić, próbować na małych porcjach bądź dosładzać BARDZO stopniowo. Orientacyjnie objętościowo – 3 części nalewu, 1 część miodu. Odstawiamy do następnego lata. Powinna być sklarowana, rozlewamy do butelek, a wolny słój? Na nową nalewkę! Perpetuum mobile normalnie…
Nastawiłem oczywiście, śliwki pływają w słoju i czekają na zimę. Miód akacjowy z zeszłorocznej akcji @plecionka także czeka, degustacja ałyczówki rawskiej w przyszłe lato…
Jeden z gości przywiózł nalewkę z pigwy gruszkowej, dobra, ale strasznie mocna (50%?). Przebojem imprezy stała się natomiast nalewka/likier z ałyczy, oczywiście nazywana mirabelkowką
.Trunek niezbyt mocny (30%?), piękny złoty kolor, całkowicie klarowny (nastawiony latem 2022), intensywny aromat i smak śliwek i miodu.
Autorem okazała się Mama Panny (wiecznie) Młodej, osoba około 80-letnia, ale pełna wigoru. Oczywiście poprosiłem o przepis i słuchając relacji szybko zrozumiałem, że to prawdziwy klasyk, przepis domowy, ale zgodny z regułami nalewkarstwa, prosty – w prostocie siła. Oto on:
Latem dojrzałe śliwki ałycze (dziko rosnące, pestka nie odchodzi od miąszczu) po prostu zalewamy alkoholem (2 części spirytusu 95%, 1 część wody), nie pestkujemy. Zostawiamy w spokoju do grudnia (4-5 miesięcy). Zimą zlewamy nalew, śliwki do wyrzucenia. Nalew dosładzamy miodem (jasnym – lipowym bądź akacjowym). Ważne, aby nie przesłodzić, próbować na małych porcjach bądź dosładzać BARDZO stopniowo. Orientacyjnie objętościowo – 3 części nalewu, 1 część miodu. Odstawiamy do następnego lata. Powinna być sklarowana, rozlewamy do butelek, a wolny słój? Na nową nalewkę! Perpetuum mobile normalnie…
Nastawiłem oczywiście, śliwki pływają w słoju i czekają na zimę. Miód akacjowy z zeszłorocznej akcji @plecionka także czeka, degustacja ałyczówki rawskiej w przyszłe lato…