Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Cz.b. - podgotować dodatkowo?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Parokrotnie robiłem wino z cz.b. i muszę podzielić się swymi spostrzeżeniami. Zauważyłem, że po większym spożyciu tego trunku na głowę (no, może berdziej na ryj...) są jednak jakieś - trudne dość do określenia - sensacje kacowe odmienne od klasycznego syndromu dnia następnego.

Chyba jest to wpływ nie do końca rozłożonej sombunigryny (chyba taka jest nazwa tego szkodliwego alkaloidu?) zawartej w jagodach cz.b.

Wydaje mi się, że niewystarczający jest wpływ stosunkow krótkiego procesu termicznego w sokowniku, którego zawsze używam do tego procesu. Chyba trzebajeszcze trochę dodatkowo pogotować uzyskany z sokownika sok.

Piszę o tym, bo już się robi pora na robienie win z cz.b. Każdy miłośnik/każda miłośniczka ciężkich, ekstraktywnych wytrawnych czerwonych win w typie Egri Bikaver powinien spróbować tutaj swych sił.
No tak. Ale sombunigryna rozkłada się też gdy owoce są bardzo dojrzałe. Czyli najlepiej zastosować wszystkie 3 procesy.

1. Zbierać mocno dojrzałe owoce
2. Użyć sokownika
3. Przegotować sok
Cytat:Wysłane przez Witek
są jednak jakieś - trudne dość do określenia - sensacje kacowe odmienne od klasycznego syndromu dnia następnego.

tia, w końcu ziele wszelakich czarownic. :diabelek:

/ps. - chyba sambu... bo Sambucus nigra. :niewiem:
taką uwagę znalazłam na temat cz. bzu:
Właśnie skończyłam obrywać pierwszą partię czarnego bzu.
No czemu, pytam czemu nikt w przepisie nie umieścił ostrzeżenia, by ABSOLUTNIE nie wysypywać tego cholerstwa z torby??
Posłuchajcie ku przestrodze krótkiej historyjki :big:
Rozłożyłam na stole gazety, założyłam chirurgiczne rękawiczki i beztroskim ruchem wysypałam zawratość reklamówki z bzem na stół. :glupek:
Najpierw z kupy bzu wypadła setka mrówek, cztery skorki zwane szczypawkami, jeden pająk i jeden kleszcz. Całe to towarzystwo bez zwłoki żwawym krokiem udało się w głąb mieszkania. (poza kleszczem)
Następnie wyszło na jaw, że bez bardzo słabo trzyma sie swoich szypułek a mój stół - wyobraźcie sobie! - NIE posiada rancików. (co za niedopatrzenie, napiszę reklamacje do IKEA):co_jest:
Kuleczki bzu wesolutko potoczyły się na wszystkie strony świata ku uciesze kocicy, która ze wszystkich sił starała się przeturlać większośc kulek z kuchni do pokoju, co jej się zresztą udało.
W pokoju były już mrówki, szczypawki i bardzo tym wszystkim zainteresowany pies.

Miałam w pokoju niebieską wykładzinę...
MAM w pokoju niebieską wykładzinę w fioletowe smugi....
:hahaha:
Jedyne pocieszenie to to że z tego całego towarzystwa to jedynie kleszcz mógł się okazać groźny (gdyby ugryzł i akurat był zarażony Kleszczowym Zapaleniem Opon Mózgowych, albo Boreliozą) ... mrówki i szczypawki raczej nie grożne i pewnie same sięwyniosą:)
U mnie wczoraj w domu na wsi zza szafy wyszła mysz ... To dopiero lokator :|

Pzdr.
ludowa wieść niesie, że patyki czarnego bzu odstraszają myszy......
A ja mam takie pytanko. Czy po gotowaniu czarnego bzu da się w miarę prosto domyć garnek, czy lepiej wziąść jakiś przeznaczony na straty. Pytam gdyż sok z cz.bzu jest mocno farbujący.
Cytat:Wysłane przez Sałat
czy lepiej wziąść jakiś przeznaczony na straty.

tylko zeby emalia nie byla odpadnięta. Zresztą jak garnek zostanie czerwony to nic sie nie stanie, najwyzej wyjdzie potem bordoski rosołek. :big:
Ja gotuję w nierdzewce, ale z domyciem nie ma problemów.
Witku, kiedyś JM podawał swój przepis na bez i on gotował całe owoce, a potem je rozgdniatał i odcedzał :) Po moim nieudanym doświadczeniu i bzem z sokownika jakoś bardziej się do tej metody przychylam. Moje bzowe dwuletnie nadal nie klarowne pomimo dwukrotnego klarowania białkiem. Sadzę, że to efekt niedogotowania poprzez sokownik :(
dodatkowo trudniej chyba o przypalenie kiedy owce bedą pływały w wodzie niż przy podgrzewaniu gotowej pulpy owocowej. :)
Też mi sięwydaje że jeżeli njie chcemy robić dżemu czarnobzowego to lepiej chyba owoce zagotować z dodatkiem wody i w całości.:)
Agnieszko! Przyczyna _musi_ być gdzie indziej. Osobiście jeśli bym miał robić _nie_ przez sokownik - odpadam, wymiękam, te sprawy. Mówię o wszelkich miękkich, jagodowych fermentowanych nie w miazdze.

Co nie znaczy, że inne owoce nie. Całkiem niezłym sposobem na jabłka jest też ... sokownik. Sam osobiście jeszcze tak nie robiłem, ale z dwóch bardzo wiarygodnych źródeł mam tę informację. Moi sąsiedzi gorący sok jabłkowy dają prosto do wyparzonych słoików twist i na zimę mają pasteryzowany sok jabkowy.

Wracając do Twego nieklarownego wina z cz.b. - jak już jajeczko nie pomogło ... Może przefiltruj, jak masz możność? A może ono jest po prostu tak czarne, że wydaje się nieklarowne. Mnie cz.b. klarował się zawsze, ale to żadne dla Ciebie pociecha.
dzisiaj zebralem 20kg owocow (wazone bez szypulek)
czarnego bzu jak polecicie zrobic wino gotowac owoce w wodzie z cukrem i do balona wszystko
czy po zagotowaniu owocow i wody przecedzic wszystko przez plutno a owoce wygniesc i wywalic
czy nie lepiej zostawic owocki w balonie
Zgodnie z drugą metodą, owoce koniecznie wywalić, nie gotować z cukrem, bo połowę i tak wywalisz z owocami. Cukier dodać dopiero do balona ;) A to płótno to już całkiem inna bajka ;)
Cytat:Wysłane przez Witek
Agnieszko! Przyczyna _musi_ być gdzie indziej. Osobiście jeśli bym miał robić _nie_ przez sokownik - odpadam, wymiękam, te sprawy. Mówię o wszelkich miękkich, jagodowych fermentowanych nie w miazdze.

Co nie znaczy, że inne owoce nie. Całkiem niezłym sposobem na jabłka jest też ... sokownik. Sam osobiście jeszcze tak nie robiłem (pierwszy raz w tym roku się "zamierzam" dużym niemieckim sokownikiem), ale z dwóch bardzo wiarygodnych źródeł mam tę informację. Moi sąsiedzi gorący sok jabłkowy dają prosto do wyparzonych słoików twist i na zimę mają pasteryzowany sok jabkowy.

A moglbys prosze opisac technologie uzyskiwania soku z jablek za pomoca sokownika?
czyli woda + owoce cz.b. zagotowac odcedzic owoce lekko wygniesc i wywalic. moszcz wlac do balona i dodac cukier drozdze i pozywke.czy o czyms zapomniaalem i jak dlugo to fermentowac.
ja to robilem tak: woda + owoce cz.b. zagotowac, po ostudzeniu zmiksować i dodać drożdże, mieszać; po oddzieleniu miazgi (doba) sciągnąć sok i dodac do miazgi kolejną wode; potem (po parunastu godz.) znow sciągnąć sok. Wszystkie "soki" (czyli moszcz z wodą) do balona+cukier+pożywka.
ja ugotowałam bez i potem z tą wodą do wiaderka, jak wystygło - matka, pożywka, pektopol itd, dwa dni fermentowało, odcisnęłam w poszewce :podstep: - syrop cukrowy i do balona. Po kilku dniach kolejna porcja cukru. Ładnie pracuje już drugi tydzień.
Ale chyba Moonjava ma rację ( jak zwykle zresztą ) - trzeba było po drodze zmiksować - zblendować.
jak dałaś pektopol to chyba wyciągneło wszytko co trzeba. Po tych dwóch dniach fermentacji nie było juz całych jagód w miazdze?
no właśnie troche jeszcze było. Gdybym miała silnego faceta pod ręką, to by strat w soku nie było, ale ja kobieta nieduża i słaba, więc to wyciskanie w jaśku marnie mi poszło...:( Muszę albo - zreperować sokowyżymałkę, albo - niech się rodzina zrzuci z jakiejś okazji na niedużą prasę...:diabelek:
To będzie imieninowe zamówienie z cyklu - o czym marzą kobiety.....
:rotfl:
dobry jest też tzw. Papa`s hand, uzywam go do mniejszych ilości owoców, świetnie rozdrabnia. Zawiera przystawke z trzema długimi nożami, niestety nie widac ich na ponizszym zdjęciu.

r[Obrazek: 0010_mini.jpg]
a czy mozna zrobic tak woda + owoce gotowanko (od zagotowania ok 5-10 min na malym ogniu) wszystko zmiksowac i dalej do balonika ostudzic dodac troche cukru drozdze fermentowac ok 2 dni i odcedzic smiecie od moszczu i fermentowac dalej z reszta cukru
nie wlewałbym gorących płynów do blendera, :kwasny: do butla zresztą też. Po co chcesz dodawac cukier do miazgi skoro jest go w owocach wystarczająca ilość zeby zaczeła sie ferm. i oddzieiła sie czapa?
Stron: 1 2 3 4