Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: WINA BEZ DROŻDŻY - co wy na to?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5
Meg, amoniak, to już ekstradycja, taka ekstra tradycja. To znaczy, że jak Ci zabiorą balon, to mają Ci oddać samolot;)
Meg,
w czasach dawnych (komunistycznych) wszelkiego niedoboru nie można było również kupić pożywki dla drożdży. Można było zastępczo dodać stosowną ilość amoniaku (sole amonowe) lub nawet salmiaku. Ten ostatni stanowił niskiej jakości pożywkę dla drożdży. Sam stosowałem z dobrym skutkiem, jednak trzeba było uważać. Nadmiar salmiaku wpływał na smak przyszłego wina pogarszając go.
emto, cytując "Na wała mi samolot?" :big:
kguser, już rozumiem. Wygląda na to, że kolega strachu8 pożywek też nie używa. Powinien być konsekwentny i cukru też nie używać. Toż to biała śmierć :chytry:
W pełni hołdując pamięci dziadka myłbym się dwa razy do roku, do miasta chodził 20 kilometrów na piechotę raz w roku na odpust, a każdą rudą babę palił na stosie. W końcu palenie tych bab też przez całe lata szło dobrze w całej Europie.
Eeeh... Tak długo leżał sobie ten topic martwy i było dobrze.

PS. Jak już w okolicach Piławy winnic będzie tyle, ile dziś w Burgundii, też zacznę robić na dzikich. Może ;)
Ostatnio mnie częstowano takim rarytasem na dzikich. Nie dałem rady. Maksymalny ulepek zmieszany z octem i zmywaczem do paznokci. Wytwórca tego napoju zaniemówił, pierwszy raz komuś nie popasowało, do tej pory wszyscy sie zachwycali.
Cytat:Wysłane przez Sean Dillon
slyszelismy ale ofiar od pasow jest wiecej

Bo padnę!!!
Nie sądziłem, że ktoś może takie głupstwa głosić. I to publicznie...

Już lepiej się na winiarstwie skupić.
Cytat:Wysłane przez Semele
moj dziadek robi zawsze wino z kwiatow czarnego bzu, zalewajac kwaity wrzatkiem i po ostudzeniu nic nie daje tylko slodzi i leje do gasiora:)-wiec jak to sie dzieje ze wychodzi mu niezle wino sredniej mocy??

Wracając do tematu - skoro kwiaty były zalanie wrzątkiem - w jaki sposób drożdże przeżyły ?
Drożdże mogły przeżyć bo zalanie wrzątkiem to nie to samo co gotowanie, drożdże są też w otaczającym nas powietrzu. Zrobiłem kiedyś dawno eksperyment rozpuściłem cukier w wodzie i po dwóch tygodniach zaczął fermentować. Słoik zostawiłem otwarty.

Powiedzmy sobie szczerze – jedyny przypadek zrobienia wina bez jakichkolwiek drożdży miał miejsce ponad dwa tysiące lat temu w Kannie Galilejskiej i od tego czasu nikomu więcej się to nie udało.
Wszelkie spekulacje, że jednak dziadkowi udało się to samo uważam za bezsensowne.
strachu8, przykro mi, ale nie znajdziesz na tym forum wielu naśladowców, chociaż szacunek dla tradycji mamy ogromny.
Boullii w Kanie Galilejskiej nikt nie robił wina, tylko przemieniał wodę w wino, czary czy co? Stosowna instytucja może to kiedyś zbada.
Amoniak daje się do ciastek, a zamiast pożywki można użyć robali siedzących w owocach.
A ja tradycyjnie robię wino na drożdżach winnych. Tradycyjnie, bo moja Mama - lat temu sporo, też robiła wino w taki sposób.
Cytat:Wysłane przez Frida Amoniak daje się do ciastek...
Wierz mi Danusia - nie chciałabyś jeść ciastek z amoniakiem. W ogóle nie chciałabys mieć z amoniakiem nic wspólnego.
Amoniak - NH3 - to trujący, duszący, żrący i śmierdzący gaz używany powszechnie jedynie jako surowiec w przemyśle chemicznym. Sole amonowe to inna bajka.
Cytat:Wysłane przez strachu8
TRADYCJA NA PIERWSZYM MIEJSCU! Pozdrawiam
Kolejny wyznawca mądrości ludowych. Dziadek drożdży nie dodawał, bo 50 lat temu ich nie było lub trudno było je zdobyć. Gdyby miał pod ręką cukromierze, kwasomierze, precyzyjne wagi i refraktometry to z pewnością też by ich używał.

Strach pomyśleć co by było, gdyby dzisiejsi inżynierowie i księgowi liczyli na suwaku logarytmicznym, bo nasi dziadkowie też tak robili. Albo moglibyśmy jeść surowe mięso. Po co je gotować? Przecież nasi przodkowie też jedli na surowo i żyli (ale co to za życie)
Cytat:Wysłane przez Maciej
Cytat:Wysłane przez Frida Amoniak daje się do ciastek...
Wierz mi Danusia - nie chciałabyś jeść ciastek z amoniakiem. W ogóle nie chciałabys mieć z amoniakiem nic wspólnego.
Amoniak - NH3 - to trujący, duszący, żrący i śmierdzący gaz używany powszechnie jedynie jako surowiec w przemyśle chemicznym. Sole amonowe to inna bajka.

O, a co w takim razie dodaję do amoniaczków i żyję? Pewnikiem te sole. Dobrze, że chociaż w sklepie wiedzą i sprzedają mi właściwy związek.
Do amoniaczków dodajesz kwaśny węglan amonu, który rozkłada się na dwutlenek węgla, amoniak i wodę. Wydzielające się podczas pieczenia (temp.powyżej 60st.C) gazy spulchniają ciasto.
Wino bez drożdży.
W roku urodzenia mojej córki zrobiłem 10 litrów wina (pół butla 15 l /mam go do dzisiaj/ winogron niemytych, aby drożdży nie usuwać , 3 kilo cukru i do prawie pełna woda ze studni. Pobulkało, zlałem, postało chyba ze 2 miesiące, zlałem i rozlałem do butelek po szampanie. Trochę poszło na próbowanie, a 6 butelek zapasteryzowałem (30 minut w 60 stopniach). Butelki te zakopałem w piwnicy i leżały tam chyba ze 12-15 lat. W tym czasie w ramach próbowania wypiło się 2 butelki. Podczas pogłębiania piwnicy robotnicy wychlali 3, a cudem uratowana 1 butelka poszła do lodówki i doczekała 18 urodzin córki. Ludzie! co to było za winoooooo!
O drożdżach w tym czasie wiedziałem, że są do pieczenia no i że ktoś tam pędził. Pirosiarczyn, drożdże aktywne itp. fanaberie?
Właśnie się prawi, po długiej przerwie, dr na tokajach z biowinu i winogronka na bayanusach (użyłem bo akurat miałem). Piro czeka w lodówce, alkoholomierz i cukromierz na półce. Ot takie fanaberie ;)
Niech ktoś odważy się powiedzieć, że nie wyszedłem ze środniowiecza.
Niech ktoś odważy się powiedzieć, że średniowiecze było złe to będę go bronił jak stara baba starej Polski.
Nie wiem czy będę pił winko, które akurat czynię, bo winko mi zawsze szkodziło, bynajmniej nie z powodu ilości. Ciekaw jestem jakie będzie to z winogronków, tylko czy doczekam 18 lat, aby spróbować? No chyba, że się uprę. Wolę nalewki, ale nawet wół coś woli.
Po co to wszystko piszę?
Z pokory i żalu, że za 18 + kilka lat ktoś pomyśli, że w temacie wyrobu wineczka 2008 to było średniowiecze, po czym wrzuci tabletkę do szklanki i uzyska winko o smaku zależnym wyłącznie od ilości środków użytych do uzdatnienia wody w kranie.
Bzdury? Panie, a przed wojną tutaj takie beczki stojały, a w nich czarny kawior, czerwony kawior... I komu to przeszkadzało???
Nie wiem dlaczego wszyscy przekonują sie nawzajem że tylko na drożdżach dzikich a inni tylko na "kupnych" :)

Ja osobiście robie i takie i takie :)

polne jeżyny na drożdzach dzikich jako młode winko jest naprawde pyszne i słabe nie jest :) po czasie ma taki specyficzny smak. Ewentualnie jeszcze niektóre odmiany winogron też jak najbardziej nadają sie do zrobienia na dzikusach.

co do reszty owoców nie polecam drożdży dzikich, wina są albo za słabe albo całkiem sie nie udaja. Wtedy polecam zamoyskich czy bayanus :)

Poza tym dawniej jak koledzy wspominali nie było takiej dostępności różnorakich drożdży i mało kiedy winko dotrzymało roku :diabelek: w niektórych przypadkach mogło nie doczekać pierwszego obciągu znad osadu :D a z tego co pamiętam przynajmniej u mnie w okolicy to mało kto butelkował wino chyba że do zwykłych flaszek aby za 2 tygodnie je wypić :)



Pozdrawiam
no proszę! a pisaliście że nie znajdę tu ludzi podzielających moje poglądy. Były "dowcipy" o jedzeniu surowego mięsa itd. ja nie neguję robienia wina na sklepowych drożdżach, z dodatkiem pożywki a nawet spirytusu, wódki czy lizolu. Niech każdy daje co chce. Ja robię tak i jestem zadowolony z efektów. natomiast co do wypowiedzi "leonow32" o suwakach logarytmicznych itd. odsyłam do posta "tata 1959"
tam zawarta jest odpowiedź. pozdrawiam
-->strachu8, w drobnej (ale to bardzo drobniutkiej) części podzielam Twoje poglądy, ale jestem zbyt leniwy i za mało zasobny w surowce (które swoje kosztują...) żeby sobie pozwalać na takie eksperymenta.

Co z tego że np. ponad dekadę wstecz wyszedł mi dwa razy pod rząd całkiem smaczny wytrawny ryżowiec na piekarskich (to jeszcze gorzej od dzikich ;) ), który na dodatek szybciutko i ładnie sklarował (po dość szybkiej fermentacji), jeżeli później nie udało mi się tego powtórzyć (ile to cudowania a to z taniną, a to z białkiem było żeby jako taką klarowność uzyskać...).

Przy "dzikusach" masz bardzo małe szanse na jakąkolwiek powtarzalność wyników, a co za tem idzie dość nikłą kontrolę nad nastawem.

Nawet przy drożdżach winiarskich wynik jest do pewnego stopnia niewiadomą, a tut masz czystą loterię (no może że masz żyłkę hazardzisty i taki stan rzeczy Ci odpowiada ;) ).
Witam!
Wczoraj zlałem pierwszy raz moje winko (bez kupnych drożdży) z nad osadu, choć bulkało jeszcze co 1,5 minuty. Owoce z balona wysypałem na czystą gazę a następnie wycisnąłem do garnka. uzyskałem ciecz "w kolorze drożdży". Przezorność nakazała mi jej nie wyrzucać. po 12h gdy wino w balonie bardzo słabo fermentowało, dolałem do niego pół słoiczka tych drożdży, (słoiczek malutki, po majonezie) po czym przemieszałem całość by dodać do wina troszkę tlenu. Po kolejnych 2h, wino bulka co 10s :-)
Oczywiście przy zlewaniu dodałem trochę cukru (tzn. bardzo słodki sok owocowy z tych samych winogron co wino).

Podczas zlewania zaobserwowałem że kolor wina jest jak na razie zgodny z oczekiwaniami, choć jeszcze mu daleko do klarowności a winko w smaku bardzo dobre (o ile można tak powiedzieć o winie które ma parę tygodni i było zlewane pierwszy raz). Nawiasem mówiąc: jak na razie jest dobrze, bardzo dobrze. Za jakiś czas napiszę znowu.
Pozdrawiam
Mój pierwszy raz to trzy niewielkie nastawy porzeczki (czerwonej), porzeczki z wiśnią i wiśni. Porzeczka nastawiona wyłącznie na dzikich drożdzach była do niczego. Porzeczka z wiśnią z dodatkiem MD i pożywki - osiągnęła zakładaną moc, ale kwasowość była zbyt duża - więc winko średnio wyszło. Za to sama wiśnia - była ponad miesiąc fermentowana w miazdze - w balonie (przepis babciny niestety) i wyciągnęła piękny kolor, aromat, smak i wysoką moc. Teraz żałuję, że nie nastawiłem tej wiśni na drożdżach szlachetnych. Ale dyskusje o problemach z myciem balonu po takiej fermentacji, z wrzuconymi owocami bez pestek - są trochę za bardzo "podkręcone". Wystarczył żwir z wodą i zmywak z wełny stalowej (wyszukiwarka) i balonik był czysty jak łza.

Podsumowując. Wojna drożdży dzikich wobec szlachetnych sprowadza się do innych dziedzin:
- schody są szlachetniejsze niż winda (zużycie prądu kontra rozwój mięśni przy dzwiganiu zakupów na X piętro;
- noszenie na plecach ładunków jest szlachetniejsze niż wynajęcie cieżarówki (tu miał być przykład przenoszenia dwóch paczek styropianu z Poznania do Wrocławia);
- dzierganie na drutach przy świeczce jest szlachetniejsze niż przy żarówce.
- ciasto drożdżowe będzie lepsze jeśli wyrośnie bez drożdzy. Bo po co dodawać chemii? A chleb to powinien być tylko z mąki orkiszowej.
Itp, itd, etc....
Prośba do moderatorów o usunięcie posta, jeśli uznają, że mi się niechcący sarkazm przelał...
Uff. Dobranoc.
Nie słuchajcie ich:wykrzyknik::wykrzyknik:
oni jakieś bzdury piszą. Bez drożdzy wino też wyjdzie!!!
Trzeba łamać ogólne zasady, wzbić się w górę, szerzej patrzeć .. bo na tym forum za dużo ludzi jest przemądrzałych... zaślepionych!!! Bez drożdzy wino też wyjdzie:wykrzyknik:
Z wody też można zrobić wino. Przecież Jezus tak uczynił. Także módlcie się i wierzecie!!! Tylko naprawdę trzeba się modlić i mieć dobre serce.

p.s
Jak wam wino nie wyjdzie to do piekła pójdziecie:diabelek: :jezor:
Nie, no bez drożdży to nie wyjdzie (no chyba że Jezusowi właśnie) ale na samych dzikich to owszem.
W poprzednim poście nie wspomniałem o mocy mojego trunku. Niestety z braku sprzętu mogłem ją ocenić tylko organoleptycznie. Jak na mój gust ma jakieś 11 volt co jak na ten etap bardzo mnie zadowala. Szczególnie że dziś winko bulka już co 4 s.
strachu8,
co ty z tym bulkaniem co ileś sekund? Nie stanowi to żadnej wskazówki co do jakości ani nawet trwania fermentacji. Przykładowo, wstarczy że przelejesz to samo wino do większego balonu i natychmiast nastaw będzie bulkać wolniej. Czy to oznacza że po przelaniu fermentacja natychmiast zwalnia?
Cytat:Wysłane przez Apolinary.Koniecpolski

Przy "dzikusach" masz bardzo małe szanse na jakąkolwiek powtarzalność wyników, a co za tem idzie dość nikłą kontrolę nad nastawem).

Zgadzam się, moim zdaniem wynika to z faktu iż istnieje wiele rodzajów dzikich drożdży, o różnych właściwościach a nigdy nie wiesz jaki rodzaj siedzi na owocach z których robisz wino. Dlatego też postanowiłem hodować własną odmianę dzikich drożdży! Wiem jak to brzmi. To taki eksperyment. Mam sprawdzone drożdże, wyhodowane w winie (o czym pisałem wyżej) i będę je po prostu utrzymywał przy życiu.
A poco?
Zamierzam nastawić wino ze starych soków winogronowych, sęk w tym że wszystkie były pasteryzowane i nie zawierają drożdży. Dodam więc swoich dzikich i sprawdzonych zamiast kupnych. Nie wiem czy eksperyment się powiedzie i jak długo uda mi się utrzymać przy życiu moją hodowlę (w słoiku :-p) ale gdyby nie tego rodzaju eksperymenta, człowiek zapewne siedziałby jeszcze na drzewie :-D
może uda mi się wyhodować nowy gatunek drożdży?? lub w ten sposób uszlachetnić drożdże dzikie??
Co wy na to?
kguser ==> wręcz przeciwnie, po przelaniu do tego samego balona i dodaniu drożdży z mojej "dzikiej hodowli" fermentacja zaczęła postępować geometrycznie (co jest normalne). Znaczy to tylko tyle że drożdże z mojej hodowli żyją i mają się dobrze.
Pozdrawiam
A chciałem zapytać, jak w czasach komunistycznych, czy jeszcze wcześniejszych fermentowaliście wina, ba, ciężki miody? Chyba drożdży specjalnych nie było, albo były ciężko dostępne? Co stosowaliście? Bo jak tu sfermentować dwójniaka, półtoraka?
Stron: 1 2 3 4 5