Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Czy musimy dawać drożdże szlachetne?
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4
Winopijek to ja pytanie troche z innej beczki bo nie o drozdze... Czy do kazdego wina dajecie po 1kg owocow na 5litrow? Bo wsumie my dajemy jakies 10kg.
W zasadzie zawsze. Korzystamy głównie z 15 litrowych butli i dajemy 3 kg owoców i 3 kg cukru (potem prawie zawsze dosładzamy, lubimy słodkie :) ). Czasami niewiele więcej, jak się za dużo zerwie. Wydaje się zbyt rozcieńczone, za mało owoców na taką ilość wina? Przypominam że te owoce w butli siedzą 2 miesiące, a czasem nawet dłużej, i zdążą oddać smak i aromat :) Z tego co zdążyłem wyczytać, u Was te owoce w winie nie siedzą tyle czasu (a raczej wcale nie siedzą, bo wyciskacie sok/robicie moszcz/przepuszczacie przez sokowirówkę czy coś takiego) <jeżeli coś źle zrozumiałem w Waszych sposobach robienia wina to proszę mnie poprawić. Mnóstwo tego jest na tym forum, a ja na kompie nie znoszę czytać :/ Chyba sobie wydrukuję co nieco i dopiero się porządnie zagłębię w wyrób wina Waszym sposobem ;) >

Ja to widzę tak - sposób był wykorzystywany gdy nie znano drożdży winiarskich (szlachetnych) albo były one niedostępne. Być może proporcje są takie a nie inne, bo nie było łatwego dostępu do owoców (nie wiem, tylko gdybam). Ktoś sprawdził i stwierdził że 3 kilo na 15 litrów wystarczy, to po co dawać więcej owoców skoro można je wykorzystać inaczej (np sprzedać, zjeść, zrobić kompot czy marmoladkę ;) ) Nigdy nie myśleliśmy żeby dać więcej owoców, bo po co kombinować skoro winko wychodzi smaczne, mocne i zdrowe :) Ale z ciekawości zrobię np 5 kg na 15 litrów. Albo i 8 kg. Jak tylko zwolni się butla/zakupię własną (nie mogę ciągle pożyczać od mamy, muszę się ustatkować :D ) Ale to raczej w przyszłym roku..


Maciej, ja nie wprowadziłem dzikich drożdży jako dodatkowego czynnika powodującego niepewność, ja nigdy nie wiedziałem o innym sposobie robienia wina, więc robiłem tak a nie inaczej. Co do tej kontroli to chodziło mi raczej porównanie szlachetne - dzikie (oraz sposób opisany na forum i ten opisany przeze mnie). W tym drugim nie wiemy co wyjdzie ani co w tej chwili w butli siedzi (jedyny sposób to smak), pisałem to zresztą już. A robiąc według Waszych porad mamy jako taką kontrolę nad przebiegiem produkcji i tym co z tego wyjdzie (jak wino będzie słodkie, ile będzie miało %% itepe). Jeśli ktoś robi na szlachetnych to niech robi i nawet nie myśli o przerzucaniu się na dzikie. Jeśli ktoś dopiero zaczyna - też radzę korzystać z rad forumowiczów i nie brać się za robienie na dzikich. Dlaczego? O wiele trudniej o błąd, a co za tym idzie taka osoba nie zrazi się od razu do robienia (tworzenia :) ) wina. A jest to rzecz naprawdę piękna, a satysfakcja ogromna. Bez znaczenia z jakiego sposobu się korzysta ;)
Jablek faktycznie nie fermentujemy w miazde a zazwyczaj wyciskamy z nich sok. Jednak dajac np 6kg wisni na 10litrow wina, one rowniez oddaja to co najlepsze np przez miesiac, i naprawde zostawienie ich na kolejny miesiac nie sprawi ze wino bedzie ekstraktywniejsze. Proporcje z ktorych korzystamy, albo ktorymi sie kierujemy mozesz np zobaczyc tutaj: http://old.wino.org.pl/frames/index2.htm -> podrecznik wyrobu wina -> przepisy szczegolowe. Zapewniam Cie ze tez ktos je sprawdzil kiedys i stwierdzil ze wlasnie tyle owocow jest optymalne.
Cytat:Wysłane przez Winopijek
Inne, o których mama mówi że robiła/piła:
rabarberowe
buraczkowe (z czerwonych buraczków)
ryżowe...
Winopijek :)
Emm? to na ryżu też są drożdże? Widzę, że to fruwa jak jakaś dżuma... :o
Jak mówię - nie wiem skąd się wzięły takie a nie inne proporcje, te znamy od lat i je stosujemy. W okolicy jest kilka (niewiele) osób robiących wino obecnie lub dawniej, i też robią identycznie jak my (nawet proporcje te same). Właśnie mamy spytałem o tą ilość owoców, i kiedyś spróbowała dać więcej (o wiele więcej) - wyszło ciężkie, gęste, nie przypadło jej do gustu. Została przy "starym" sposobie i nie zamierza go zmieniać (opowiedziałem jej trochę o drożdżach szlachetnych i Waszych sposobach na wino - "Co ja się będę bawić jakimiś drożdżami? Piktopol? A co to w ogóle jest?? Nie mam czasu na takie wydziwianie" - wybaczcie jej :) ). Czytam np ten temat:
http://wino.org.pl/forum/showthread.php?tid=7749
i o ile dobrze rozumiem, to najpierw 12-24h miazga leży spokojnie pod przykryciem, potem dodajemy drożdże, a po tygodniu wyciskamy sok - nie widzę żeby owoce oddawały to co najlepsze przez miesiąc, tylko przez półtora tygodnia, dalej w procesie uczestniczy sok, woda, cukier. Jednak zważywszy na o wiele większą ilość owoców, smak zapewne też będzie pierwsza klasa :) Inną sprawą jest to że wczoraj przygotowałem do winka 3,5 kg śliwek - zajęło mi to prawie godzinę. Przy ilości 40 kg zajęłoby mi to jakieś 10 godzin <! ! !> a śliwki trzeba wcześniej jeszcze zerwać... Mama by mnie z domu wygnała jak bym jej kuchnię zawalił taką ilością śliwek ;) :D Może to było główną przyczyną takich proporcji? - lenistwo? :P
Cytat:Wysłane przez Megana
Cytat:Wysłane przez Winopijek
Inne, o których mama mówi że robiła/piła:
rabarberowe
buraczkowe (z czerwonych buraczków)
ryżowe...
Winopijek :)
Emm? to na ryżu też są drożdże? Widzę, że to fruwa jak jakaś dżuma... :o

Podejrzewam, że drożdże rezydowały nie na ryżu, a na rodzynkach i to one poruszyły nastaw.
Cytat:Wysłane przez Megana
Cytat:Wysłane przez Winopijek
Inne, o których mama mówi że robiła/piła:
rabarberowe
buraczkowe (z czerwonych buraczków)
ryżowe...
Winopijek :)
Emm? to na ryżu też są drożdże? Widzę, że to fruwa jak jakaś dżuma... :o

Tak ryżowe. Oczywiście że nie ma drożdży (no bo gdzie??) Chyba pomagały rodzynki, nie wiem za dokładnie. Mama tylko piła, robić nie miała zamiaru bo wg niej o wiele za mocne - może ten ktoś dorabiał spirytem? Nie mam pojęcia. Mogę spytać później dokładnie, jestem pewny że z czystej ciekawości mama wzięła przepis ;) Starszy brat kiedyś robił jakieś winko i nie chciało mu pracować - wtarł kawałek surowego ziemniaka :eyes: Też jakiś sposób, ale pomijając plamę na suficie dzień później ( :hahaha: ) to wrażenia smakowe nie należały do pozytywnych...(i tak lepsze niż z żyta - jego kolega robił...)
No, bez przesady. Wino z żyta jest bardzo dobre! Fakt, że wbrew powszechnej opinii musi dość długo dojrzewać, ale proszę go nie deprecjonować.
Przepraszam, źle to sformułowałem. Nawet wino z winogron może być obrzydliwe - zależy kto i jak robi/dba. To z żyta było robione w sposób niestaranny, na szybko, i tylko dlatego że osoba robiąca to wino słyszała że mocne jak cholera wychodzi. Wypite bodajże po miesiącu od rozpoczęcia produkcji <o zgrozo...> Wydaje mi się że wino z żyta jest BARDZO trudne do zrobienia tym "moim" sposobem (no bo jak żyto ma puścić sok? :P ). To tylko potwierdza że nie używając drożdży szlachetnych i w ogóle nie robiąc tego tak jak Wy to robicie, ma się ograniczone możliwości chociażby co do wyboru surowca.
Aż miło czytać ten wątek.

A jeszcze nie tak dawno jeden z kolegów był został zbanowany za podobne "poglądy" (nooo... może jeszcze za swój buńczuczny ton wypowiedzi... i za "zbyt duży" brak pokory wobec mistrzów... było i się skończyło, czyli stop).

Gratuluję Winopijek umiejętności "podejścia" do koleżanek i kolegów winiarzy.

Śmiałem byłem się odezwać, bo naprawdę jestem pełen zachwytu a moja wiara w człowieka była została w ten sposób podbudowana.


W temacie wątku dodam od siebie... Nie wiem, czy dodając do nastawu drożdży szlachetnych, mamy większą kontrolę nad procesem "przemiany w wino".
Wg. mnie to co zyskujemy, to pewność, że biorą w tym udział jakieś konkretne "szlachetne" drożdże wyselekcjonowane i nazwane przez fachowców.

Jeżeli nie zasiarkujemy, czy też w inny sposób nie wybijemy dzikich drożdży i innych "mikrobów" w soku, owocach to możemy tylko mieć wiarę i nadzieję, że drożdże "szlachetne" wygrają z "dzikusami" wojnę o pożywienie... a może dojdzie do podziału łupów czy też jakiegoś... mezaliansu?

Czyli bez siarkowania kontrola nad procesem wydaje się być złudzeniem a jedyna pewność jest taka, że bierze w nim udział szlachetna rodzina drożdży, która prawie gwarantuje, że nie zaprzestaną "pracy" nim wino uzyska określoną przez nas moc.

Wydaje mi się, że dla kogoś kto mierzy i chce osiągnąć konkretną moc wina nie ma wiekszego znaczenia jakie drożdże pracują w balonie.

Oczywiście może się zdarzyć, że bez udziału szlachetnych drożdży wino nie osiągnie wystarczającej zakładanej mocy, a i pewnie jest większe prawdopodobieństwo że zaczną się dziać z nim "dziwne rzeczy"...

Myślę też, że jeżeli proces jest powtarzany, to niezależnie od rodzaju drożdży prawdopodobieństwo uzyskania powtarzalnego wina jest równie duże.

:fajka: Pozdrawiam i mam nadzieję, że wątek nie zostanie zamknięty.

Skrzych

Ja tylko zacytuję swoją wcześniejszą wypowiedź z innego wątku:
Cytat:Co do tematu wiodącego: myślę, że każdy winiarz rozpoczynał od tego typu win. Ja swoja karierę rozpoczynałem od równie prostego przepisu:
1kg owoców, 1kg cukru, 3-4l wody i już... wina wychodziły mi po prostu rewelacyjne :big: No, może czasem któreś zapleśniało, czasem któreś było podejrzanie słabe i słodkie, czasem któreś było niesamowicie mętne.
Niestety, bylem dociekliwy i chciałem poznać sposób, jak zrobić aby te niektóre z moich win były pozbawione tychże wad. Tak trafiłem na stronę wina.art.pl (obecnie old.wino.org.pl) i na niniejsze forum. Czytałem i myślałem chyba z pół roku, aż zarejestrowałem się i zapodałem temat z moim (a właściwie z Tatowym) przepisem, dla niepoznaki zasłaniając się "szwagrem". Otrzymałem parę odpowiedzi, spróbowałem metodą bardziej cywilizowaną i po dwóch-trzech nastawach całkowicie zmieniłem swoje zdanie na "tradycyjną" metodę; również i mój guru, czyli Ojciec, choć czasami kręci głowa nad moim marnotrawstwem ("Synu, z takiej ilości wiśni to ja bym 100l nastawil, a ty tylko 25..." ;) ) to wielce mlaskająco spożywa moje dzieła. Spotykając sie na zlotach - czy to w Warszawie (ach, ta aronia Stefana...), czy to w Parparach (ach, to wiśniowe grega), czy to (najczęściej) w Krakowie (ach, to śliwkowo-gruszkowe Oli i Maćka) wiem też, że wiele mi brakuje w mych umiejętnościach, dużo muszę sie jeszcze nauczyć i dziesiątki nastawów spreparować aby przynajmniej dorównać niektórym forumowym znajomym i przyjaciołom. Z wielka pokorą przyjmuję wszelkie wypowiedzi użytkowników forum, również i tych nowych, gdyż każdy nowicjusz na forum może być wieloletnim praktykiem i posiadać dogłębną wiedzę, a takie przypadki i to nieodosobnione były i mam nadzieje będą na naszym forum.
Z perspektywy czasu i własnego doświadczenia wiem z całym przekonaniem, że nikt nigdy mnie nie przekona do powrotu do metod "naturalnych". Szanujęc indywidualne wybory każdego z nas w zakresie stosowanej technologii nie zgodzę sie jednakowoż z twierdzeniem o wyższości drożdży dzikich nad szlachetnymi.

Krzysztof
Cytat:Wysłane przez Skrzych

Z perspektywy czasu i własnego doświadczenia wiem z całym przekonaniem, że nikt nigdy mnie nie przekona do powrotu do metod "naturalnych". Szanujęc indywidualne wybory każdego z nas w zakresie stosowanej technologii nie zgodzę sie jednakowoż z twierdzeniem o wyższości drożdży dzikich nad szlachetnymi.

Krzysztof

Żeby nie było niedomówień - nie twierdzę że drożdże dzikie są lepsze od szlachetnych, również nie wywyższam ich w żaden sposób. Co więcej, uważam że jest wręcz przeciwnie, że to szlachetne są "lepsiejsze" - nie można negować i nie doceniać wieloletniej selekcji drożdży - wybieraniu tych "naj" i odrzucaniu tych "be" :P dzięki której zasługują na miano "szlachetnych"
Jednak, póki co :) , nie zmienię sposobu robienia wina, bo (moim zdaniem) ten stosowany przeze mnie jest mimo wszystko prostszy i nie wymaga tak dużego wkładu pracy (niestety leń ze mnie okropny :P )
Dziękuję za dyskusję :) (i że mnie nie zbanowano za głoszenie odmiennych poglądów :P )

Winopijek :)

Skrzych

Nie banujemy za poglądy a za sposób ich głoszenia.

Krzysztof

Oleńka i Maciuś

Winopijek - o jakości wina świadczą między innymi wyniki uzyskiwane na konkursach win. Poniżej masz linki do wyników ostatnich konkursów.
Wyniki konkursu win białych słodkich i półsłodkich, Parpary, sierpień 2007
Wyniki konkursu win czerwonych słodkich i półsłodkich, Parpary, sierpień 2007
Nasze wina zdobyły trzecie miejsce i złoty medal wśród białych oraz Pierwsze drugie i trzecie (ex aequo) miejsce wśród czerwonych. Wszystkie były wytwarzane z użyciem drożdży szlachetnych. Tyle !
Ale chętnie wybierzemy się do Poznania, aby spróbować Twoich wyrobów, chętnie podyskutujemy, porównamy, być może Twoje wina okażą się doskonałe, wtedy oczywiście zrelacjonujemy to na forum.
Witam.
Co do "dzikusów":
Po uważnej lekturze wyszło mi że nie da się zrobić z cz.bzu - chyba, że zaszczepimy
nastaw innym winem.
To samo dotyczy kwiatowych.
Ale wtedy może się zdarzyć , że otrzymamy nie to co chcieliśmy.
Z " Labruski"oraz wiśni czy jabłek (słynne stare odmiany..) wychodziło zawsze mojemu śp. teściowi - lata 70 - te, mojemu synowi - 5 lat temu - wszystko na "Zamojskich", albo z Instytutu na ul. Rakowieckiej (Warszawa.)
Drożdże z Biowinu nie odpowiadają mi - fermentacja zatrzymała się wcześniej , lub MD nie startowała.
Dyskusja jest interesująca - 20 % - 30% "na dziko" można, reszta - na selekcjonowanych drożdżach.
Jasne jest, że nie używamy drożdży piekarniczych.
Pozdrawiam serdecznie.
Edit: - Jeżeli chcemy otrzymać dobre winop w sposób przewidywalny - używamy sprawdzonych drożdży - tak jak np OiM, czy wielu innych...
Cytat:Wysłane przez Oleńka i Maciuś
Winopijek - o jakości wina świadczą między innymi wyniki uzyskiwane na konkursach win. Poniżej masz linki do wyników ostatnich konkursów.
Wyniki konkursu win białych słodkich i półsłodkich, Parpary, sierpień 2007
Wyniki konkursu win czerwonych słodkich i półsłodkich, Parpary, sierpień 2007
Nasze wina zdobyły trzecie miejsce i złoty medal wśród białych oraz Pierwsze drugie i trzecie (ex aequo) miejsce wśród czerwonych. Wszystkie były wytwarzane z użyciem drożdży szlachetnych. Tyle !
Ale chętnie wybierzemy się do Poznania, aby spróbować Twoich wyrobów, chętnie podyskutujemy, porównamy, być może Twoje wina okażą się doskonałe, wtedy oczywiście zrelacjonujemy to na forum.

Olaboga, gdzie mi do Was ;) Okażą się pewnie co najwyżej niezłe... Jak już pisałem - nie gwarantuję że przyjadę, a jak już się tam zjawię, to nie gwarantuję że coś ze sobą przyniosę (ale na 99% tak :) ) Muszę się ładnie do mamy uśmiechnąć, może jeszcze ma gdzieś zakamuflowane aroniowe... :slinka: :) Niby w lipcu poszła ostatnia butelka, ale kto wie co tak naprawdę w piwnicy siedzi.. A podyskutować podyskutuję bardzo chętnie :)
Cytat:Wysłane przez Oleńka i Maciuś
Nasze wina zdobyły ..................

W ciągu kilku ostatnich dni przeczytałem o tym chyba ze sześć razy w różnych wątkach ................
Wiem że duma Was rozpiera , ale bez przesady............ ludzie kochane .............
W stopce to może zamieścić a nie rozpisywać na okrągło .
( bez śladów zazdrości ani zawiści .............serio )
Cytat:Wysłane przez Oleńka i Maciuś
Winopijek - o jakości wina świadczą między innymi wyniki uzyskiwane na konkursach win.
Nasze wina zdobyły trzecie miejsce i złoty medal wśród białych oraz Pierwsze drugie i trzecie (ex aequo) miejsce wśród czerwonych. Wszystkie były wytwarzane z użyciem drożdży szlachetnych. Tyle !
Oleńko, zastanów się, przecież to czysta demagogia :eyes:
Wszystkie wina na konkursie prawdopodobnie były robione na drożdżach szlachetnych, co wcale nie oznacza, że wina robione na drozdżach dzikich muszą byc gorsze. ;)

Skrzych

Tequila - zazdrość to wredne uczucie, wiesz? ;)

Niech sie chwalą, piłem i potwierdzam - OiM robią doskonałe trunki :1miejsce:

Krzysztof
Ostatnio usłyszałem taką historie. Jedna miła babcia kolegi, u której rwaliśmy winogron opowiadała jak jej ślubny świętej pamięci robił wino.

"wiadro winogron, dwa wiadra wody dawał i cukru ile trzeba. Dobre winko było. A z sąsiadem to wypijali zanim się jeszcze osiadło do końca" (sic!)

I tak sobie myśle, że nie problem w drozdzach tylko w podejściu. Z upodobaniem do rodzaju drozdzy wiąze sie zazwyczaj podejscie "dziadkowe" i "powazne" (oba w cudzyslowach i oba z przymrozeniem oka).

Czy tamto wino bylo dobre nie wiem ale ze moglo smakowac dziadkowi i sasiadowi w to wierze bez zastrzezen.
A przerzucanie sie argumetnami upodabnia te rozmowy do dysputy ateisty z ortodoksem: Nie chodzi o to zeby sie dowiedzieć czy? i dlaczego? tylko żeby zaszczepić komuś nasze przekonania.
Wystarczy takim starym, wszystkowiedzącym winiarzom zaaplikować do nastawu bayanusy i zmieniają zdanie o dziadkowym sposobie produkcji wina :diabelek: . Będzie bardziej kopać, a to często jest głównym kryterium oceny jakości wina. I do tego jak bulka.

Oczywiście nie krytykuję wyrobu wina na dzikusach. Przeca ponoć znamienite winiarnie tak robią. Tylko mają własne dzikusy co nieco udomowione.

Pozdr.
Sławek
Cytat:Wysłane przez Skrzych
Tequila - zazdrość to wredne uczucie, wiesz? ;)

Niech sie chwalą, piłem i potwierdzam - OiM robią doskonałe trunki :1miejsce:

Krzysztof

Krzysztofie jaka zazdrość ???
Przecież napisałem że stwierdzam to bez zazdrości. Celem naszych działań winiarskich jest robienie jak najlepszego wina . I nikomu nie życzę aby robił złe . Nigdzie też nie napisałem ,że wino OiM jest lub było paskudne . Wierzę na słowo nawet bez Twojego potwierdzenia ,że jest świetne . Co potwierdziły wyniki konkursu . Zresztą dla mnie wino musi być naprawdę niedobre abym nie chwalił właściciela za jego wyrób.
Ale zawsze walę prosto z mostu to co myślę a w tym przypadku myślę ,że takie podkreślanie co krok swoich osiągnięć jest co najmniej śmieszne ,żeby nie powiedzieć ,że pyszałkowate i bufoniaste. Dlatego napisałem to co napisałem .
Jeśli moje zdanie kogoś uraziło to przepraszam bardzo .
A że to nie miejsce i czas na takie dyskusje to nie będę więcej pisał o tym .
Pozdrawiam niedzielnie chociaż deszczowo . :helo:
Moje wrodzone zamiłowanie do eksperymentów podpowiada mi, żeby zrobić 5 litrów wina na dzikich drożdżach - porzeczkowego lub wiśniowego, albo obu? Bo może to wydawać się Wam dziwne, ale nigdy nie robiłam wina na dzikusach, moja mama też nie, więc nawet nie mam stosownych wzorców.
A teraz możecie na mnie nakrzyczeć, trudno, jakoś to zniosę. :nie_powiem:
Jeśli uda mi się wytargować od mamy butelkę (paroletnią) wina porzeczkowego na dzikusach to ją przywiozę na zlot do Katowic celem szerszej oceny. Moim zdaniem nic takim winom nie brakuje chociaż ja od chwili usamodzielnienia sie robię na szlachetnych.
"De gustibus non est disputandum", więc nie żeby się spierać, lecz przedstawić inny punkt widzenia - słuszny, czy nie: to już insza inszość.

Próbowałem aktywnych, w tej chwili na aktywnych idzie miodek, jednak najwyżej cenie sobie Zamojskie. Nieco kłopotliwe, ale nawet po terminie pewne i co dla mnie ważne -
widzę różnice w produkcie końcowym pomiędzy np maderą a burgundzkimi.
Kiedy za komuny były problemy z nabyciem w Wawie drożdży na suszu, ożywiałem te z osadu w butelkach po Tokaju Aszu ( miało się zapasy).
Ale:
Ponieważ jestem nieco przewrażliwiony na punkcie siarki i rozmaitych proszków do pieczenia - prawie nie stosuję siarkowania. W efekcie - nawet dając wypasioną matkę do fermentacji w miazdze: proces rusza głównie na dzikusach i dopiero z czasem przejmowany jest przez szlachtę. Efekt satysfakcjonuje i mnie i konsumentów, ale nie pretenduję do mistrzostwa świata ani nauczania innych.
Powiem więcej:
W tym sezonie przerabiam grona z nieznanych mi dotąd krzaków. I pójdą na dzikusach. A w zależności od tego, dokąd po 11 miesiącach dojdą - zdecyduję co z następnym zbiorem. Teoretyzując : poznaję "terroir".

I nie mam zamiaru nikogo przekonywać.
Mój pies, moje pchły.
Pozdrawiam
Stron: 1 2 3 4