Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: planowanie - ciemne winogrono z dodatkiem
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2
Dostałam z 5 kg ciemnych winogron - oczywiśnie nie znam odmiany ale chyba takie popularne, lekko cierpkawe, skórka się oddziela a ze środka wyłazi galaretkowa kulka - bardziej obrazowo nie potrafię określić :diabelek:
Generalnie preferuję wina półsłodkie, słodkie z dowolną ilością %.
W książce powszechnie dostępnej na stoiskach biowinu jest przepis z 10 kg na 10 litów. Chyba tu na głónej stronie zaleznie od mocy jest tych winogron mniej. Mam wolny większy balon o nieokreślonej pojemności i 25 którą już powinnam zlać do butelek.
I teraz mam dylemat - czy nastawić mały 5 litrowy baniaczek czy możnaby coś dodać żeby ciekawsze było (i za jedną robotą więcej :jupi:). Trochę się boję żeby nie wyszło jakiś ciepki kwasior. Z winogron jeszcze nigdy nie robiłam. Najczęściej w domu robiło się z dzikiej róży, wiśni albo mieszane zależnie od tego co na działce zostało.
Czy z winogronami można tak samo mieszać jak z takimi ogrodowymi (to znaczy domyślam się że można ale co z tego wychodzi)? A co by mogło najlepiej pasować?
Obecnie działki "owocowej" nie posiadamy no ale może coś by się zorganizowało.
Może resztki jeżyn (kurcze - w lesie są piękne krzaczory jeżynowe ale jeszcze nie dojrzałe :ysz:), były by pod ręką gruszki (o! może teściowi zwinąć takie zaprawione w syropie - pychota! - tylko czy to pasuje?)
No i podstawowy problem - gdybym miała np. nastawić 25 l albo "niezidentyfikowany-duży" i np. dodać jakieś gruszki w syropie (słodziusieńkie) to czy ocenię na oko ile tego wszystkiego by musiało być żeby nie było zbyt wodziane?
U mnie w domu rodzice wielokrotnie robili wina i raczej zawsze na oko. Posiadali magiczną PRL-owską książkę "domowy wyrób win" ale ostatecznie i tak robili na czuja. I może jedno się trafiło niespecjalne - zawsze jakoś tak wybrnęli że się piło i było git. A jak ja tu teraz zaglądam i widzę te koszmarne obliczenia, przeliczenia :ysz: :uff: - oczywiście nic z tego nie rozumiem.
Myślicie że jest bardzo duże zagrożenie spaprania całkowitego?
Będę wdzięczna za wszelkie pomysły :helo:
Bardzo ładnie opisałaś labruskę. Tu masz całą, świeżutką dyskusję o winogronach i labrusce.
http://wino.org.pl/forum/showthread.php?tid=7910
Potraktuj ją jak owoc gorszej jakości. Dodatek jeżyn bardzo wskazany.
7 kg na 10 litrów nastawu to taka średnia ilość. Osobiście, jeśli nie mam tylu owoców dorzucam ryż.
Jeśli nie chce ci się niczego liczyć, po prostu dodawaj cukier po trochu, fermentując na maxa. Ale koniecznie użyj drożdży szlachetnych.
Bardzo dziękuję za info.
Link niezbyt optymistyczny dla mnie... Ale winogrono przyjechało w rękach teściów od ciotki więc nie ma co wybrzydzać. Na szczęście było - na oko - bardzo dojrzałe - b. ciemne, pestki z tego co pamiętam też, swój specyficzny posmak miały ale poza tym słodkie, bardzo moncy zapach. Skoro teściowie wyposażyli to teraz nic do stracenia (no, może trochę czasu, pracy i cukru ;)
Wczoraj nastawiłam.
Na te ok. 5 kg owocu dałam 1 kg cukru w 1 l wody i MD. Dziś ran był już grubaśny korzuch.
Wieczorem wymyśliłam że może dać rodzynek? Tylko ile - znowu na oko?
Tak sobie teraz myślę, że skoro to taki chłam to może zrobię na odwrót - nastawię z większej ilości "czegoś" a winogrona dam jako dodatek? Jest szansa że nie wyjdzie siara?
To może nastawię z ryżu i rodzynek (ile?) i połączę tak co by mi powiedzmy na 10 - 15 litrów wyszło.
Poszukam i pokombinuję z przepisem :sloik:
Rodzynki mogą być, tylko pamiętaj, żeby je porządnie sparzyć, daj nawet do pół kg. Możesz dodać 10-20% aronii lub tarniny, poprawisz smak i kolor, będzie mniej labruskowate.
tarnina to by mi bardzo odpowiadała (robiłam w ostatnim sezonie nalewkę - wyszła najlepsza z dotychczas robionych!) ale nie nie myślałam teraz o niej bo chyba za wcześnie -żebym drugiego kwacha nie dała :podstep:
Ale byłabym bardzo chętna... A można później (kiedy?) dodać?
OK. Dokonałam zakupu rodzynek sułtańskich. Kupiłam zapobiegawczo więcej... 3 x 400g.
Tylko jeszcze jedno mi powiedzcie - czy po sparzeniu mam je wrzucić do wiadra z winogronami, czy w oddzielnym niezależnie nastawić, czy dodać do balona później - po zlaniu moszczu? No bo tych winogron nie będę za długo moczyć, nie?
Ty może i faktycznie było by dobrze już nastawić np. w balonie a potem dodać tylko zlany preparat winogronowy :podstep: ? Tylko czy bym zdążyła? Bo zanim przygotuję i zapodam MD dla rodzynek to juz prawie będę zlewac winogron, nie?
jeżeli już bardzo Was irytuję tymi swoimi laickimi eksperymentami to dajcie znać - będę kombinować w samotni domowego zacisza. Dopóki nie wybuchnie to chyba nic złego nie będzie...:szampan:
Rodzynki wrzucasz do winogron i fermentujesz razem.
Na większość pytań, które zadajesz odpowiedź już była na forum udzielona. Trochę poszperaj, poczytaj to i zadawać pytania będzie Ci łatwiej.
No dobra.
Na drugi dzień po nastawieniu dodałam sparzone, pokrojone rodzynki i 1 litr wody. Na drugi dzień zlałam płyn do balona (z 5 kg owocu z rodzynkami + 2 l wody i 1 kg cukru uzyskałam 5,5 litra), dodałam 5 litrów wody. Kolejnego dnia zlałam płyn i ponownie dodałam 5 litrów wody.
Wczoraj zlałam i odcisnęłam ostatecznie, dodałam 1,2 kg cukru w 1 l wody.
Tak więc ostatecznie wyszło jakoś tak:
5 kg labruski
1,2 kg rodzynek
2,2 kg cukru
13 l wody
MD

Wczoraj po zlaniu całości i dodaniu cukru ruszyło już po 1 - 2 godzinach. Pracuje ok. 3 bulgnięcia na minutę - nie wiem czy to dużo czy mało ale chyba nie tragicznie, nie?
Pomiarów żadnych nie robiłam (czym się z pewnością narażę wielkiej rzeszy forumowiczów) ale niestety należę do tej upartej grupy robiących na oko... Jak na razie mogę jedynie stwierdzić że zapach mojego błotka nie jest tragiczny :podstep: i może nie będzie źle...
Jestem otwarta na opinie i komentarze.
Na moje oko to masz w tym nastawie cukru na ok. 11-12%, oczywiscie wina wytrawnego.
O! To bardzo cenna informacja! Dzięki!
A to skoro można by to było przewidzieć to czy wystarczyłoby je jeszcze dosłodzić żeby uzyskać półsłodkie (jak zacznie zwalniać fermentację / przeje cukier który jest)? Czy to takie proste?
Jeśli nie chcesz wina mocniejszego, to dosładzasz po zabiciu drożdży, inaczej jest duże prawdopodobieństwo, że będą żarły cukier aż padną od nadmiaru %.
Bardzo Wam dziękuję za wszelkie informacje. Kto wie, może się kiedyś poświęcę i nauczę tych wszystkich koszmarnych przeliczeń.
Wiem, że ciutek zirytuję Doświadczonych Winiarzy ale niestety chyba znowu niezbyt fachowo zapytam:
ten nastaw przerobił dosyć mocno łacznie chyba z 5 dni w miazdze (wiadro). Potem po zlaniu do balona jakoś sobie pracował.
Pech chiał że akurat musiałam wyjechać na jakiś czas i porzuciłam mój nastaw. Po powrocie okazało się że w balonie pracowal kilka (!) dni i ucichł. Po kolejnych kilku dniach drożdże zaczęły padać na dno, lekko zaczęło klarować. Obecnie mam warstwę błocka (drożdże), mułu i płynu.
Pierwszy raz fermentowałam tak krótko w owocach i nie wiem teraz czy łącznie tej fermenacji mogło wystarczyć przy tym nastawie, czy padło o wiele za szybko i trzeba spróbować wznowić fermentację od nowa? Zapach ma bardzo delikatny (niezbyt. Postaram się dziś to jakoś posmakować.
Drożdże przerobiły cały cukier, obumierają i opadają na dno. Wino zaczęło się klarować, to zupełnie normalne zjawisko . DarekRz przeliczyl Ci moc tego wina, jeśli taka Cię zadowala, to zlej wino znad osadu i odstaw do klarowania i dojrzewania. Na dosładzania masz jeszcze czas.
Co do restartu - przy mocy 11 - 12% to trudne i chyba niepotrzebne.
Pytanie pierwsze: czy dałeś cały planowany cukier? Pytanie drugie: czy masz cukromierz? Ciężko mi powiedzieć na odległość jaka jest przyczyna zakończenia fermentacji. Najprawdopodobniej drożdże przerobiły cały cukier, ale bez cukromierza tego nie stwierdzimy na 100%. Spróbuj tego winka, jeśli nie masz cukromierza. Jeśli jest wytrawne w smaku, to oznaka braku cukru, więc nie ma potrzeby restartu. Jeśli natomiast jest słodkie, to wtedy zastanowimy się nad przyczynami zatrzymania.
Marek
Że mnie Koledzy jeszcze z hukiem stąd nie wywalili to cud! :glupek: Dzięki serdeczne!
Już się teraz chyba takich rzeczy dzięki Wam nauczę.
Jak na moje cukier był już cały więc przetestuję samkowo czy zeżarty czy nie (cukromierza niet :niewiem: - ale chyba dorosnę jednak do jego kupna... Tylko jeszcze obsługe będę musiała pojąć)
Bo widzicie, jako blondynka nie do końca właśnie wiedziałam czy tak szybko mogło cukier wrąbać. Obawiałam się że to coś złego sie dzieje i będzie kiszka.
Przy tych 11 - 12 % trwałość wina w miarę jakaś będzie, prawda? Będzie mogło poleżakować w latach a nie miesiącach?
Jak będzie OK to zlewam (tylko czekam na opóźniającą się dostawę buletek poweselnych od znajomych bo nie mam gdzie innego balona opróżnić). W ostateczności wypiję :pijemy: i zwolnię balon :tancze:
Z tym zlewaniem do butelek to żart? Butelkować możesz za rok.
Nie, nie, nie! Butelkować inne - z innego baniaka który muszę opróznić żeby zlać to z winogron!
Spoko, spoko, aż taka blondynka to nie jestem :big::big::big:
Niejasno napisałam - sory!
No chyba że chce zrobić piękne granaty:):)
Takie wybuchowe winko, z odłamkami szkła;)
No więc samkowłam.
Jak na moge wino jest wytrawne, cwaskowato-cierpkowate. Bardzo lekko czuć skórki - ale lekko. Zapach mi sie skojarzył z czymś co u san się sprzedaje za kilka zł jako "szanpan". :) Jakiś alkohol czuć.
Generalnie będe chciała je dosłodzić po zlaniu. Tylko się zastanawiam - skoro ono nie jest za mocne to czy jak dodam cukier w formie syropu to czy go dodatkowo nie "osłabię"?
Może miód - tylko na te kilkanaście litrów to trochę by tego musiało pewnie być... No i czy miód pasuje do winogron?
Muszę pokombinowac na 0,5 litra...
Nie dolewaj wody. Ściągnij trochę wina, podgrzej i w tym rozpuść cukier... lub miód jeśli wolisz. Owszem pasuje do winogron.
dziekuję! :tancze: :tancze: :tancze:
Jestem po drugim odciągu i powiem wam, że teraz, po dosłodzeniu winko zapowiada się całkiem całkiem :tancze:
Kolor będzie pośredni - ani jasny ani ciemny (musze kiedyś popróbować zrobić fotki). Ale dla mnie najważniejsze, że nie ma posmaku tych cierpkich skórek winogronowych. Jednak rodzynki sie sprawdziły.
Za kilka miesięcy powinno być chyba gotowe, prawda?
Cytat:Wysłane przez bachud
Za kilka miesięcy powinno być chyba gotowe, prawda?

Albo za kilka lat :diabelek:
Ee, no za kilka lat to na pewno. Chodziło mi tylko o to że za kilka ładnych misięcy też już powinno być w miarę przerobione... Takie nadające się do poządnego posmakowania...:polewam:
Stron: 1 2