Forum Domowych Winiarzy

Pełna wersja: Konkurs winno-kulinarny - rozwiązanie!
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
NINIEJSZYM MAMY ZASZCZYT OGŁOSIĆ KONKURS NA NAJZABAWNIEJ SKONSTRUOWANY PRZEPIS NA POTRAWĘ Z WINEM



W konkursie niniejszym biorą udział wszyscy Ci którzy do KOŃCA MAJA 2008 r. umieszczą w tym wątku humorystycznie napisany przepis na potrawę, której jednym ze składników jest wino oraz JEDNO zdjęcie REGULAMINOWEGO formatu potrawy, na którą podali przepis. Treść przepisu będzie oceniana osobno i zdjęcie osobno.
Po zakończeniu konkursu ogłosimy 2 sondy. W pierwszej wybrane zostaną 3 najśmieszniejsze przepisy, a w drugiej 3 najpiękniejsze zdjęcia potraw. Zwycięzcy każdej z sond zostaną nagrodzeni osobno.



WSZYSTKIE INNE WPISY W WĄTKU KONKURSOWYM BĘDĄ KASOWANE PRZEZ MODERATORÓW.

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH DO WSPÓŁZAWODNICTWA :spoko:






POMOC TECHNICZNA:

Jeśli ktoś nie wie jak przygotować zdjęcie do wstawienia w wątek, proponuję zapoznać się z TYM


NAGRODY SĄ ATRAKCYJNE -

W konkursie na przepis:
1 miejsce - 150 zł na zakupy w euro-winie u Mariusza i 10 litrowa beczka dębowa

2 miejsce - 100 zł na zakupy u Mariusza i mały drewniany barek

3 miejsce - 50 zł na zakupy w euro-winie, smycz i nalepka na auto .


Nad nagrodami za drugi etap konkursu jeszcze się zastanowimy :ksiazka:
Czy przy ocenie przepisu będzie brana pod uwagę tylko jego wartość literacka czy również jego "smakowitość"?

PS. no a nagrody w fotografiach?
I czy przepis koniecznie musi zawierać fotografię?
Cytat:Wysłane przez SERVATOR
Czy przy ocenie przepisu będzie brana pod uwagę tylko jego wartość literacka czy również jego "smakowitość"?

PS. no a nagrody w fotografiach?
Raczej wartość literacka. Chodzi nam głównie o jak najzabawniejszy język, co nie wyklucza, że sama potrawa może być śmieszna. Ale fotografia potrzebna po to, żeby było wiadomo, że przepis nie do końca z palca był wyssany. Opis degustacji nie jest zabroniony. Za zdjecia będą osobne nagrody (jakie- jeszcze poinformuję), a zwycięzcy będą wybierani w osobnej sondzie.
Kura w winnym curry

Składniki:
-dorodna kura w młodym wieku (rzec by można kurza nastolatka)
-butelka białego, wytrawnego wina
-przyprawa curry (dla niewtajemniczonych to nie jest przyprawa z kury)
-kilka dużych ząbków czosnku – według gustu i uznania (dla wampirów wersja bezczosnkowa)
-plastry ananasa
-ziemniaki lub ryż
-ulubione warzywo celem przyrządzenia surówki (polecam szczególnie kapusty)

Wykonanie:
Przyrządzenie potrawy zajmie nam mniej lub więcej czasu, w zależności od tego skąd weźmiemy składniki. Jeśli mieszkamy na wsi, część składników biega/rośnie nam pod domem. Składniki te należy upolować/wyhodować. Jeśli mieszkamy w mieście, wystarczy pójść do sklepu. Do rzeczy. Łapiemy kurę i sprawdzamy czy ma dorodne piersi. Jeśli tak, niestety będą to ostatnie chwile jej kurzego życia. Piersi odkładamy jako składnik naszego dania, natomiast reszta kurki posłuży nam na niedzielny rosołek (To wersja wiejska. Miejska jest taka, że idziemy do sklepu po filety. Wówczas jednak nici z rosołku). Piersi kroimy w plastry i delikatnie, ale stanowczo rozbijamy je dłonią tworząc małe kotleciki. Każdy taki kotlecik nacieramy następnie rozdrobnionym czosnkiem (z działki lub półki sklepowej w zależności czy to wersja wiejska czy miejska). Kolejną czynnością jest posypanie kotlecików z obu stron przyprawą curry, którą chcą nie chcąc musimy jednak zakupić w sklepie. Tak przygotowane mięsko odstawiamy w chłodne miejsce na godzinkę, aby przeszło aromatami marynaty. W tym czasie warto zająć się pozostałymi składnikami potrawy, szczególną uwagę przykładając do wina. Należy je otworzyć i dokonać degustacji, czy nadaje się do naszego dania. Nie powinno się jednak przesadzać z degustacją, w końcu czeka nas jeszcze sporo pracy. Kolejne kieliszki mogą w prosty sposób wywołać amnezję i zapomnimy o czekającej na nas kurze. Gdy stwierdzimy, że wino pasuje do kury, bierzemy się do dalszej pracy związanej z potrawą. Kolejną czynnością powinno być przygotowanie surówki. To kwestia umowna jaką zrobimy. Każdy ma różne gusta. Polecam wersję z czerwonej kapusty z delikatnym sosem śmietanowym. W zależności czy to wersja farmerska czy miejska, kapustkę i śmietanę bierzemy odpowiednio z działki i od krowy lub, po prostu ze sklepu w wersji miejskiej. Gdy uporaliśmy się z surówką trzeba zadać sobie pytanie czy wolimy ziemniaki czy ryż. Jeśli ziemniaki to mamy więcej pracy, zwłaszcza jeśli przyrządzamy wersję farmerską i musimy je uprzednio wykopać z działki. Jeśli wolimy ryż, zakładam że nikt nie posiada własnego pola ryżowego, trzeba wykonać kolejny wypad do sklepiku. Wszystko mamy już niemalże gotowe. Można juz gotować ziemniaki/ryż, w garnku, na jednym palniku, a na drugim rozgrzewamy olej na patelni. Gdy jest juz wystarczająco gorący układamy na nim nasze kotleciki z kurzej piersi, które następnie podlewamy obficie białym, wytrawnym winem. Nie należy wlewać całej butelki, gdyż warto zostawić kieliszek, dwa do wypicia w czasie spożywania naszego dania. Gdy wino wyparuje i kotleciki pięknie się wysmażą, ziemniaki/ryż ugotują, szykujemy talerzyk. Wykładamy na niego ziemniaki/ryż, układamy kotleciki i dodajemy surówkę w stosownej ilości zależnej od możliwości jedzącego. Przedostatnią czynnością przed degustacją jest ułożenie na kotleciku plastra ananasa. Odrobina egzotyki w tej rustykalnej potrawie wszystkich wprawi w zachwyt. Jeszcze tylko wino w kieliszku na koniec i kura w winnym curry gotowa. Smacznego moi mili:jedzenie:.
Pozdrawiam,
Marek:helo:

Kura w winnym curry wygląda tak:
No to teraz ja; przepis jak najbardziej rzeczywiście stosowany przeze mnie, choć dość rzadko. Wczoraj akurat był ten dzień, kiedy naszło mnie na

Szaszłyk wołowy w winie...
...albo barani, albo wieprzowy, albo drobiowy... ale w winie.

Do zrealizowania żarełka jw. będziemy potrzebowali:
- mięsiwo, może być świeże;
- wędzony boczek, bekon albo i co innego – ja wczoraj miałem szynkę wędzoną na zimno;
- wino czerwone, wytrawne, albo niewytrawne, ale wino – co najmniej dwie butelki;
- czosnek – ja zawsze potrzebuję dużo;
- cebulę;
- przyprawy: tymianek, majeranek, pieprz cayenne, ziele angielskie;
- sól – bez soli takie jedzenie może być zdrowe, ja zdrowego jedzenia nie akceptuję, bo jest niesmaczne;
- oliwę, czy tam olej – byle nie silnikowy, nie przekładniowy, ani w żadnym wypadku transformatorowy;
- patyczki do szaszłyków – mogą być szpady z kwasówki;
- sreberko, czyli folię Al, może być też też przezroczysta folia do pieczenia; folię PE stanowczo odradzam;
- świstaka, w przypadku, jeśli używamy sreberka. Żeby miał kto zawijać ;)
- źródło ciepła, ba!!! – można powiedzieć gorąca – najlepiej palenisko z węglem drzewnym. Wczoraj, z braku paleniska w domu musiałem wykorzystać piekarnik;

Mięcho - prawie kilogram - kroimy w spore kawałki. Z oliwy/oleju, wina, przypraw i zmiażdżonego czosnku robimy marynatę. Zapytacie o proporcje? Oliwę wylałem z butelki do końca – było tego ze 100ml, przyprawy wysypuję na dłoń (wielkość kupki oceniam na oko i jeśli mi się podoba, sypię), wina nie żałuję (ze dwa razy więcej od oliwy), a czosnku miałem tylko jedną główkę. Wszystko razem należy dobrze wymieszać i zalać pokrojone, natarte solą mięso. Mięso powinno marynować się w lodówce dobę. Dobrze jest przemieszać je z marynatą od czasu do czasu.
Następnego dnia przygotowujemy szaszłyki: na patyczki albo szpady nadziewamy kolejno: mięso (nie płuczemy z zalewy!), cebulę, paprykę, wędlinę, mięso, cebulę... kończymy kawałkiem mięsa. Teraz kolej na świstaka – szaszłyki, każdy oddzielnie, trzeba zawinąć w sreberko, żeby w trakcie pieczenia mięsko nie wyschło. Próbowałem zastąpić świstaka chomikiem – nic z tego, chłop zupełnie nie wiedział, o co chodzi i zamiast zawijać, zaczął zżerać sałatę przygotowaną na surówkę. Musiałem więc użyć folii do pieczenia.

[Obrazek: 2237fdb25ed28c24.jpg]

Szaszłyki układamy na ruszcie grilla albo w piekarniku. Pieczemy, w zależności od rodzaju mięsa 15 (drób) – 40 (wołowina) minut. Zaletą folii w porównaniu ze sreberkiem jest jej przezroczystość – możemy obserwować postępy w pieczeniu; szanse na wyprodukowanie węgielków mięsnych spadają. Czas oczekiwania wykorzystujemy obowiązkowo na dokończenie wina, którego użyliśmy do marynaty. Takie wino nie może stać otwarte zbyt długo, jako że może się utlenić, wzrośnie kwasowość lotna, pojawią się w nadmiarze estry... Brrrr... W wolnej chwili otwieramy drugą butelkę, ponieważ cięższe czerwone wina obowiązkowo powinny odetchnąć z pół godzinki przed wypiciem. O ile jakość wina w pierwszej butelce ma niewielkie znaczenie, o tyle do doboru drugiej butelki radzę się przyłożyć. Jeśli do pikantnego ciężkiego jedzonka użyjemy niewłaściwego, zbyt lekkiego wina, ani jedzonko, ani wino nie będzie nam smakować właściwie. Jeśli ktoś ma swoje wino, bardzo polecam np. Regenta. Mój zeszłoroczny jest mocno ekstraktywny, ma w sobie sporą nutę pikantności i z szaszłykiem skomponował się świetnie. Myślę, że nadała by się również wytrawna Aronia, choć może być nieco zbyt słodka. A spośród kupnych win "poważniejszy", dojrzewany w dębie Shiraz, Shiraz-Grenache, może Cabernet. Żadnych niemieckich sikaczy! - do szaszłyka będą smakować jak woda. A jak będzie smakował szaszłyk zapijany wodą?
Po upieczeniu wykładamy szaszłyki na talerze, winem z drugiej butelki napełniamy kieliszki :polewam: i... smacznego :jedzenie:

Sprzątanie zostawiamy na jutro. Zawsze jest szansa, że ktoś nas wyręczy.

PS. Mogę jeszcze napisać, jak robię bogracz. Niezły mi wychodzi.
Smardze duszone z miodem i śmietaną

Z ową korą co jesienią zagościła w mym ogrodzie
Żywicznym pachnidłem otulając ziemi zstępy
Przybyło coś jeszcze, wpierw ukryte niczym złodziej
Tak by wiosną móc rozpocząć swe występy
By z kwietniowym słońcem, deszczem i powietrzem
Ukazać się wreszcie obliczem tak ślicznym
I z czołem wzniesionym krzyknąć – Oto jestem!
Nie sam lecz z armią, rodzeństwem mym licznym
Armią smardzy co po horyzont rozstawia swe flanki
Bez krwi, bez oręża, bez krzyku, w skrytości
Planuję aneksję tych włości, niech w smardzach utoną
Wnet nasze wielkie państwo tu zagości
Wszak nikt nam nie zagrozi – jesteśmy pod ochroną

Choć wiem – było to nielegalne
Ściąłem wszystkie - kozik był moim orężem
Wpierw sprawdziłem czy te grzyby są jadalne
Czy nie strują niczym jadowite węże
Tnę je teraz na pierścionki, umyte bieżącą wodą
Na patelce w maśle duszą się szalotki
Zaraz smardzy do nich dodam
Zaleję to trójniakiem słodkim
Dodam też śmietany szklankę
A gdy wcisnę sok z cytryny
Popijając miodku lampkę
Będę dusił pół godziny

Kiedy sos już wyparuje
I bukiet ujawni się cały
Doprawię i posmakuję
Ze smardzy strawy wspaniałej

Uff, wyrobiłem się w terminie. Przepis może nie jest najśmieszniejszy ale humor poprawia niezaprzeczalnie.
A co do smardzy – czytałem że smakowo są drugie po truflach – i myślę że jest to prawda:-)
Mają coś takiego w smaku... a jeszcze jak je połączyć ze słodkim miodem i kwaśną śmietaną... – liczę że będą mi owocować jeszcze długie lata. Liczę też że zamiast donieść ochronie środowiska o moich niecnych poczynaniach zagłosujecie raczej na mój przepis;-)
PS. Namawiam żonę by kupiła trochę kory z zarodnikami trufli:-)

Jak już być na bakier z prawem to na całego - dwa zdjęcia zamiast jednego:

[Obrazek: 03366e582ccab56c.jpg]
[Obrazek: aba31f7b11340568.jpg]

Greg
Naleśniki na C(k)avie, z szpinakiem
w stylu pijanego mistrza (Drunken Master Style)


Sposobów na naleśniki jest tyle ile osób. Przepisy są przeróżne: mleko, woda gazowana, browar, soda spożywcza gaszona octem(polecam); aby tylko uzyskać naleśniki kruche i oczywiście przepyszne.

Aby naleśnik jednak był bez tych rzeczy a z winem, jednoznacznie nasuwa się CAVA, hiszpański szampan ze szczepów Xarel.lo, Macabeo i Parellada.
Trafilismy Cave Carbo Semi-Seco (Brut byłby za brutalny, hehe).

A dlaczego w stylu pijanego mistrza? No, mam pewną przypadłość, gdy pije nie można mnie wpuszczać do kuchni :) Z cyklu, rano się budzę i słyszę - `pyszną kolacje zrobiłeś` i pojawia się konsternacja, na zasadzie `emm, przypomnij` i co się okazuje, pozmywałem naczynia, zrobiłem kolacje, znów pozmywałem, ugotowałem obiad na dzień następny, gdyż od rana miałem prace i nie miałbym kiedy, ha ha.

Lub, co ostatnio zostało wypróbowane na zlocie, i później dopiero się zastanawiałem nad tym czy aby ta potrawa pasowała do alkoholu, i w pewny sposób sobie wytłumaczyłem, ze przecież miód pitny był od dawna zakorzeniony w kulturze polskiej, tak jak ziemniaki, a więc puree o 1-2 w nocy i picie do tego miodu jakoś zdało egzamin, wszyscy przynajmniej byli zadowoleni.

Naleśniki na Cavie ze szpinakiem i serkiem topionym (dla 4 osób):
- paczka serka topionego
- 2 paczki liści szpinaku
- 2 jajka
- 1 Cava
- mąka poznańska
- kieliszek oleju do smażenia
- miska
- mikser
- pieprz, sól


Szpinak trzeba przyrządzić wcześniej wg receptury z przyprawami wedle gustu – byle bez przesady żeby nam nie zdominował smaku + lampka wina
W misce, na szklankę mąki wbić 2 jajka, wlać pół butelki Cavy, zacząć miksować, dodać olej (by później nie dawać na patelnie tłuszczu). W miarę gęstnienia dolać Cavy, jak za dużo to dosypać mąki i miksować dalej. Konsystencja ciasta, emm, tu to można by się o małe wypracowanie pokusić, lecz lepiej spytać drugiej połówki, myszki, żabci, skarbeńka, zadzwonić do teściowej, matki, znajomej kucharki, naleśnikarki lub na niebieską linię.

Ciasto, gdy uda się je wyrobić, no maksymalnie 9 minut (z przerwą na papierosa i zdesperowane telefony do przyjaciela i druga lampkę wina), a patelnia zdążyła się już rozgrzać, równomiernie rozlać na patelnię (najlepiej taką która nie pali, choć dla osób SM to nawet i lepiej) i smażyć po jakimś czasie jednak przewracając (naleśnika, po drugiej lampce przecież mało osób się przewraca) na druga stronę.

Naleśniki na Cavie miło pachną alkoholem i wprost pęcznieją na patelni (co2)

Gdy minie trzecia lampka wina a stos naleśników jest pokaźny, mimo pewnej ilości znikającej z talerza, gdyż świeże są najlepsze, można zacząć otwierać następne wino a na usmażone naleśniki ostrożnie nakładać szpinak złamany serkiem topionym.

Jak naleśniki zostaną zrolowane, ułożone w kopertę bądź wedle mniemania i trzeźwości przygotowane, można zacząć, teraz już na małym ogniu odgrzewać je, tak by ser się roztopił i połączył ze szpinakiem.

A gdy minie druga butelka wina i naleśniki się skończyły osiągnęło się 1 Dan
SZYNKA PIECZONA PLECIONKI W WINIE TEŻ PLECIONKI.

Chowali my z mojóm Pelom niudę bydzie ze sześć wiosenek,wyrosla tako fifna :kłaki jak u dzika ślypia zielune ,całko różowiutko prawie jak te róże u starej Fruncki Michaloczki wew ogrodzie co je onegdaj tyn oślumprany nośpłat szplinowaty szuszfol Felek od ciotki Loni połamoł ze złości że go szpycła jak był na haryndzie u sumsioda Ceśka i świgła wew niegu zgnitom pyrom i bez przypadek trafioła gu w łeb.
Kiedy my uznali że już czas na naszom niude ,zawolali my chabaśnika Gienka ,co by jom ubił i na chabas przerobił.
Tak my się z Gienkiem uchapali bo robota była ździebko męcząca że nom się pić zachciało,a że Gienek tak znacząco szpycowoł wew strune chaty dzie jak wiedzioł mom piewnice zez winami, wysłołem jednygo szczuna co by chycnął po to wino co stało uszykowane w antrejce kole szyfunierki.
My za tyn czas usiedli na trowie, odzipli kapke świerzygo luftu chapli, az słuszymy jak Pela kalafe rozwarła ,
-czy wom już ślypia cołkiem czymś zalazły gylejzy że nie widzicie co się dzieje?-tu patrzymy psiakrew, a pół świnioka kot zawlykł na dach.

Odebrali my kotu świnioka i chabaśnik z niegu narobił czterdzieści leberów i pindziesiąt
wianków wusztu znaczy kiłbachy,
Byłoby więcej ale tyn Antek co chycoł po wino, spucnął ze cztyry , aż mu się kalafa świeciła jak księżyc w pełni .
Niuda rasowa była i miała cztyry szynki aże slinka ciekła więc jedną od razu zrobiłem wlasnym sposobem to tak:

Całą dużą szynkę tak na ślyp zez 8 kg albo i więcej zez gnotami i skórom muszymy najsompierw pokrajać ostrym knypem wew kratke

.Krajamy ino zez wiszku tam gdzie szynka pokryto jest cała skórom, ino nie za fest co by nie zrobić gulaszowygo tak ździebko 1 abo 2 cm głeboko i cirka wew kwadraciki 3 na 3 cm.
Czynność ta wymago skupinio więc nima mowy o nadużyciu jakigoś trunku, chyba że lubisz mieć porżnięte paluchy .
-Pokrajałem te szynke chociaż nade głowom chycoł spragniuny Biniu zdalasiały gingol zez włosami ochrympanymi tympym knypem i sznupom wupapranom smolcem i skrzeczoł co by naloć wina bo mo okrutne pragninie i kipnie nie doczekawszy szynki.
Pomyslołem se że i tak szplin nie doczeko za wnet szynki. W końcu my wychlapali flaszke biołygo zez winogruna tegu co go szkraby od Feli przytośtali zez haryndy.

Następną czynnością wew przygotowaniu naszej szynki jest natarcie solom i naszpikowanie knoblochem. Nacieromy dwoma garściami soli i bierymy ostry i wąski a długi knyp i żgomy te szynke tak co 2-4 cm tak do połowy grubości i wew każdóm dziurę wtykómy pół ząbka knoblochu w sumie powinny starczyć dwie duże główki.

Tero mogymy wećpić szynkę do wymborka na pore godzin tak ze 6 i oddać się z Biniem abo jakim innym Antkiem degustacyji wina którego zaś użyjemy do zalonia szynki. Ino trza uworzać żeby wina starczyło na zaś i co by kobita nom kalafy nie obiła za nadużycie.

-Biniu wiele już nie wyczymoł ,a jo nabómbany świrzutyńkom zymelkom i nagibany robotom rymłem się do wyra.

Jak już się mięso nasoli wlewomy do wymborka z szynkóm nojlepi biołygo wina tak by cołkie mięso było przykryte i dajemy se luz na 24 godziny abo i dłuży.
-tak też zrobiłem i poleciołem do roboty
Po tym czasie trza mięso upiec. Nagrzewomy piekarnik do 200 stopni ,a bez tyn czas wyjmujemy szynkę zez wymborka i lekuśko polewomy wrzątkiem co by się pory pozamykały. Letko solimy po wieszku i wtykomy wew brytfanke i do pieca w jakie 200 stopni .

Po 10min obniżamy temperature do 80 stopni przykrywomy złotkiem i pieczemy tak zez 10-12 godzin czasem dłużej to zależy od chabasu któren czasem jezdy oporny

W międzyczasie odcedzomy z wina w którym tonkało się mięso zawarte tam białko a wino lejemy do gorka i na maciupeńkim ogniu odparowujemy połowę objętości.

Po 10-12 godzinach trza sprawdzić szynke .żgomy jom ostrym patykiem jak wchodzi letko i mięso jest miętkie dobrze ,jak nie to podnoszymy temperaturę do 120 stopni i czekomy aż dojdzie.

-jak czekolem na mojóm wkataił się Eda stary Fruncki zinć pode pozorem zoboczynio czy wszystko jest w porzundku ,a naprowde w celu konsumpcji na krzywy pysk ,bo to już taka z niegu pażynga. Dostoł ino sznytke ze smolcem i flaszke kileblońdy .

Tyn sok co nasz chabas pyścił do brytfanki odlewomy i cedzimy do gorka z odparowanym winem i dalej odparowujemy do połowy objętosci zaś dodajemy pół litra słodkiej śmietany kremówki i znowu wyparowujemy ok połowy. Tak uzyskany sos trza zaklepać mąką i dodać garść roztartej suszonej lub dwie garści świeżej drobno posiekanej szałwii- sos gotowy.

-u nas w domu ten sos robi moja Pela bo jo ni mom cierpliwości dydłać wew tym gorku i tyli czas mojtać tyn sos co by się nie przypolił

Jak szynka jest już mientka zdejmujemy z niej zlotko i 10-30 minut w zależnosci od koloru rumienimy w temperaturze 200 stopni. I GOTOWE

Tero trza jeszczyk zrobić jakomś surówke na tyn przykład zez świerzy szałaty ,tomatów, redysków i sznytloszku z olyjem i knoblochem.

-Pela jeszczyk upichciła ślepe ryby i plyndze bo się miała zwalić całko famóła a do nich to i dwie szynki byłoby mało ,a i nie każdy lubi chabas .Tegu jo już nie rozumiem ale nie wszystko jezdy do rozuminio korzdyn robi jak lubi

Cześć wiaróchna!!!





Dla ciekawych link http://www.poznan.pl/mim/public/slownik/
dla leniwych tłumaczenie na polski

Przez sześć wiosenek hodowaliśmy z małżonką ,czyli moją pamiątką ślubną wieprzka dorodnego o gęstym owłosieniu , zielonych oczętach i różowiutkiej skórce niczym róże w ogrodzie Pani Michalakowej tych samych, które kiedyś ten brudny szmaciarz i postrzelony obdartus Felek od ciotki Loni połamał za to że gdy go zobaczyła podkradającego owoce u sąsiada Cześka rzuciła go zgniłym ziemniakiem trafiając przez przypadek w głowę lub jak kto woli łepetynę .

Kiedy uznaliśmy że czas zamienić wieprzka w wieprzowinę poprosiliśmy Genia rzeźnika by przerobił wieprzka na wyroby.
Świniobicie to ciężka praca więc zmęczeni poczuliśmy pragnienie,Geniu tak znacząco spoglądał ku domowi gdzie jak wiedział w piwnicy mam swojskie winko ,więc posłałem chłopaka , żeby skoczył po butelki przygotowane w korytarzu przy bieliźniarce.

Oczekując na wino usiedliśmy na trawie ,żeby odpocząć i zaczerpnąć świeżego powietrza, gdy nagle słyszymy jak żona krzyczy
-Czyście całkiem oślepli niezdary?-Patrzymy ,a całą półtuszę kot porwał na dach
Odebraliśmy kotu mięso i rzeźnik narobił czterdzieści wątrobianek i pięćdziesiąt pet kiełbasy której byłoby więcej ,ale chłopak którego wysłaliśmy po wino do domu zjadł cztery ,aż mu się buzia świeciła jak księżyc w pełni.

Wieprzek był rasowy i miał cztery szynki a że ślinka mi ciekła ,więc jedną od razu zrobiłem własnym sposobem właśnie tak:

Całą dużą szynkę tak na oko około 8 kg albo i więcej z kościami i skórą musimy najpierw pokroić ostrym nożem w kratkę
Kroimy tylko z wierzchu tam gdzie szynka pokryta jest cała skórą, tylko nie za mocno żeby nie zrobić gulaszowego tak odrobinę 1 abo 2 cm głęboko i w kwadraciki około 3 na 3 cm.
Czynność ta wymaga skupienia więc nie ma mowy o nadużyciu jakiegoś trunku, chyba że lubisz mieć porżnięte paluchy .

-Pokroiłem szynkę chociaż nad głową mi skakał spragniony Beniu zabiedzony drągal z włosami źle obciętymi tępym nożem i twarzą umorusaną smalcem i marudził żeby nalać wina bo ma okrutne pragnienie i umrze z tego powodu nie doczekawszy szynki.
Pomyślałem sobie że i tak wariat nie doczeka się za szybko mojej szynki. W końcu wypiliśmy butelkę białego winogronowego z tego winogrona które szkraby od Feli przyciągnęli skądś nie pytam skąd.


Następną czynnością w przygotowaniu naszej szynki jest natarcie solą i naszpikowanie czosnkiem Nacieramy dwoma garściami soli i bierzemy ostry i wąski a długi nóż i żgamy mięso tak co 2-4 cm do połowy grubości i w każdą dziurę wtykamy pół ząbkaczosnku w sumie powinny starczyć dwie duże główki.

Teraz możemy wrzucić szynkę do wiaderka albo miski na kilka godzin tak ze 6 i oddać się z Biniem abo jakimś innym Antkiem degustacji wina którego zaś użyjemy do zalania szynki. Tylko trzeba zachować umiar żeby wina starczyło na później i żeby żonka nam buźki nie obiła za nadużycie.

-Biniu wiele już nie wytrzymał ,a ja objedzony świeżutką bułczanką i napracowany położyłem się do łóżka.

Jak już się mięso nasoli wlewamy do wiaderka z szynką najlepiej białego wina tak by całe mięso było przykryte i dajemy sobie wolne na 24 godziny abo i dłużej
-tak też zrobiłem i pobiegłem do roboty
Po tym czasie trzeba mięso upiec. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni ,a przez ten czas wyjmujemy szynkę z wiaderka i lekuchno polewamy wrzątkiem żeby się pory pozamykały. Lekko solimy po wierzchu i wkładamy do brytfanki i do pieca w jakieś 200 stopni .

Po 10min obniżamy temperaturę do 80 stopni przykrywamy folią aluminiową i pieczemy tak przez 10-12 godzin czasem dłużej to zależy od mięsa które czasami źle się piecze i potrzebuje więcej czasu.


W międzyczasie odcedzamy z wina w którym moczyliśmy mięso ,zawarte tam białko a wino lejemy do garnka i namałym ogniu odparowujemy połowę objętości.

Po 10-12 godzinach trzeba sprawdzić szynkę .nakłuwamy ostrym patykiem jak wchodzi lekko i mięso jest miękkie dobrze ,jak nie to podnosimy temperaturę do 120 stopni i czekamy aż dojdzie.

-jak czekałem na moją wprosił się Edek Michalakowej zięć po pozorem sprawdzenia czy wszystko jest w porządku ,a naprawdę w celu konsumpcji na „krzywy pysk” ,bo to już taka z niego niepozorny gość. Dostał tylko kawałek chleba ze smalcem i butelkę oranżady.

Ten sok co szyneczka puściła do brytfanki odlewamy i cedzimy do garnka z odparowanym winem i dalej odparowujemy do połowy objętości następnie dodajemy pół litra słodkiej śmietany kremówki i znowu wyparowujemy ok połowy. Tak uzyskany sos musimy zagęścić mąką i dodać garść roztartej suszonej lub dwie garści świeżej drobno posiekanej szałwii- sos gotowy.

-U nas w domu ten sos robi moja lepsza połowa bo ja nie mam cierpliwości grzebać w garnku i tyle czasu mieszać ten sos żeby się nie przypalił.

Jak szynka jest już mięciutka zdejmujemy z niej folię aluminiową i 10-30 minut w zależności od koloru rumienimy w temperaturze 200 stopni. I GOTOWE !!!

Teraz trzeba jeszcze zrobić jakąś surówkę na przykład ze świeżej sałaty ,pomidorów, rzodkiewki i szczypiorku z olejem i czosnkiem.

-Żoneczka moja osobista jeszcze upichciła zupę ziemniaczaną i placki ziemniaczane bo spodziewaliśmy się całej rodziny, a dla nich to i dwie szynki byłoby mało ,a poza tym nie każdy lubi mięso .Tego to już nie rozumiem ale nie wszystko jest do rozumienia karzdy robi jak lubi

Cześć ludziska !!! :jedzenie:

Pozdrawia mieszkaniec „Pyrlandii” plecionka z zawodu plecionkarz z zamiłowania winiarz , kucharz i ogrodnik.
Mamy 5 pięknych opisów - aby jednak można było sprawiedliwie wybrać zwycięzców, lepiej, żeby było ich więcej. Poczekamy więc z zakończeniem konkursu jeszcze tydzień albo dwa :) Może coś jeszcze się urodzi :big:
Moi drodzy, zakończenie konkursu twardo ustalamy na koniec czerwca.
Wszystkich serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie. Naprawdę warto, nagrody czekają.
Pozdrawiamy.
Rafał i zaocznie Mycha :)
Konkurs zakończony, zwycięzca nie wyłoniony, zatem zapraszamy do wzięcia udziału w sondzie, dzięki której wybierzemy najzabawniejszy przepis.

Kliknij by wziąć udział w głosowaniu na najzabawniejszy przepis!!
Witam.
Sonda została zamknięta. Poniżej przedstawiam wyniki konkursu.

Mamy 4 zwycięzców:

1 miejsce - 18 głosów - mcb

2 miejsce - 11 głosów - plecionka
3 miejsce egzekwo - po 5 głosów - Maciej oraz zoidberg.

Wszystkim serdecznie dziękujemy za udział w konkursie.
Na PW dostaniecie wiadomość o przesyłce nagród.
pozdrawiamy
Rafał i Mycha