Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przedwiośnie... :)
#1
Rainbow 
Pomimo desperackiej walki Pani Zimy :) wygląda na to,
że projekt: "Dżdżownica Kalifornijska - Zimowy Survival 2016-2017"
jednak zakończy się pełnym powodzeniem.

:tancze: 

Dzisiejszy ogląd pryzmy kompostowej
wykazał żwawo brykające towarzystwo robalków,
raczące się zakompostowanymi smakołyczkami
już bardzo płytko pod powierzchnią.

Widać więc, że pomimo powszechnie deklarowanej
nieodporności dżdżownicy kalifornijskiej na temperatury ujemne,
odpowiednio przygotowana struktura kompostu
pozwala jej przetrwać zimę w warunkach polowych
nawet przy temperaturach powietrza okresowo sięgających (-15'C) -:- (-20'C).

Pszczoły już po lutowym oblocie.

Bazie i pigwowiec otwierają pąki...

Moment - i będzie wiosna pełną gębą. :)

Nie mogę już doczekać się zbliżającego się wielkimi krokami czasu -
- kiedy dowiem się, czy posadzona w ub roku ałycza będzie nam już kwitła...

:slinka:
Odpowiedz
#2
A u mnie już żurawie przyleciały i drą dziób na potęgę:D.
Natomiast Murarki jeszcze nie wyleciały i dobrze bo skubane założyły gniazdo tuż nad wejściem do domu i na jesieni ostro mnie straszyły :D.
Lech
Odpowiedz
#3
(25-02-2017, 16:38)lech.kuba napisał(a): A u mnie już żurawie przyleciały i drą dziób na potęgę:D.



A po polsku drą dziób - czy po niemiecku...?
:)

Fajnie, że masz murarki.
Ja pobudowałem lokum dla murarek - i czekam. ;)
Wisi kartka : "Zimmer - frei"... ale póki co - mam pustostan...
Odpowiedz
#4
To może napisz "Zimmer für kostenlos".
Pokój za darmo brzmi lepiej, niż wolny pokój. Murarki może wtedy przylecą.

Grzegorz

"Nie spiesz się tak młody przyjacielu!

Nikt nie umknie przed swoim losem."

Odpowiedz
#5
Po polsku, bo to zaprzyjaźnione żurawie, co roku przylatują ale w tym roku chyba kapkę wcześniej, w tamtym roku (o ile pamięć mnie nie zawodzi, a ma prawo:D) przyleciały na początku marca, jakoś lubią okoliczne łąki (łącznie z moją, bo potrafią podchodzić pod dom na 50 - 100 metrów, nawet z potomstwem, w tamtym roku dwa młode) :).
Murarki w tamtym roku zagnieździły się w ociepleniu (wełna mineralna), nad wejściem i trzeba było uważać na jesieni bo potrafiły udowodnić kto rządzi :D.
Lech
Odpowiedz
#6
Jeśli te murarki wyglądają na takie raczej "wypasione" -
- i wykazują zdecydowane odruchy terytorialne -
- to może Kolega ma po prostu tak zwane: "Szerszenie"...?

;)

Ja miałem w ub roku - i nikomu nie polecam! :D

U mnie też ulokowały się w wejściu do budynku -
- na szczęście: gospodarczego.
Szerszenie w zabudowaniach, to istny Armaggeddon.
Niezmiernie pocieszające jest jednak to, że jesienią problem tak czy siak sam się rozwiąże.
Z końcem sezonu cała kolonia wymiera, przy życiu pozostają jedynie młode matki które,
jeśli skutecznie przezimują w jakiejś norze - to wiosną założą nowe kolonie w zazwyczaj odległych lokalizacjach.
Odpowiedz
#7
Hmm, raczej ugryzienie szerszenia od murarki bym odróżnił:D, a poza tym, to raczej taka maluśka pszczółka a szerszeń to ho ho :diabelek:.
Lech
Odpowiedz
#8
Ale murarki powinny być nieagresywne wobec ludzi:

http://www.zielonyogrodek.pl/murarki-ogr...w-ogrodzie

i tu:

http://www.naturalnie.pro/pszczola-bez-zadla/

-------------

A może - to nie murarki?
Tylko pszczoła miodna się wprowadziła do Ciebie pod dach... i mieszka kątem...?
Odpowiedz
#9
I moim zdaniem są, ale na jesieni tuż przed zamykaniem otworu przez który wlatywały, który jest usytuowany tak że otwierające drzwi go nieco blokują, wyraźnie im się to nie podobało :diabelek::diabelek:, wyraźnie protestowały, bzycząc i latając przed nosem:D .
Lech
Odpowiedz
#10
A, to one znaczy nie są: agresywne, tylko: asertywne. ;)
Te murarki.

A co do żurawi... zazdroszczę i tych żurawi, i okolicy pięknej...
Kormorany i czaplę siwą - też tam gdzieś opodal... masz?
Odpowiedz
#11
Miejsce jest naprawdę piękne, tuż nad zalewem z okien widzę statki przepływające do Szczecina, kormorany to sądzę nie ten rejon, czapli też tu nie widziałem, natomiast latającego bielika to i owszem, zresztą gdzieś tu ma podobno gniazdo, na emeryturze wyniosłem się na wieś i muszę przyznać że ze dwadzieścia lat za późno:D.
Sarny, lisy i dziki (ostatnio mniej) łażą pod oknami i denerwują mojego pseudo owczarka :diabelek:.
Lech
Odpowiedz
#12
Grunt, że jakoś do tej legendarnej emerytury dotrwałeś. ;)

No, to sarny i lisy w ogrodzie.... mam i ja. ;)
Nie dysponuję aktualnie dzikami w ogrodzie, ale spróbuję zalicytować równoległy asortyment:
"jeże, zające, kuropatwy i bażanty"....

Co Ty NATO...? ;)
Odpowiedz
#13
Hmm, jeży nie widziałem, kuraki jakieś biegają, zające denerwują mojego starego ledwie łażącego nibyowczarka, ale za to jesienią rykowisko niesie się aż miło słuchać, ale tu ma być o przedwiośniu więc czekam na szpaki, gniazd mam w podbitce od cholery :D.
Lech
Odpowiedz
#14
Ano właśnie: z okazji przedwiośnia jakieś leśne lub polne stworzenie 'dopiroco' zeżarło mi cały pracowicie jesienią nasadzony bluszcz, który miał tworzyć stanowisko okrywowe na wyjściu z ogrodu...
Tylko to zostało, co pod ziemią.
Mam nadzieję, że coś z tego jeszcze odbije, ale póki co - straciłem to, na czym mi najbardziej zależało,
czyli przewagę na starcie nad roślinami wobec niego konkurencyjnymi....
Cóż, mówi się: "trudno".
Drobnymi kroczkami - damy radę... prędzej, czy później.
Kosodrzewina u mnie cały czas tej samej wielkości:
Co latem wyrośnie poza obrys kosza od balona 50L - to na przedwiośniu miejscowa zwierzyna skonsumuje :D

U mnie szpaki nie gniazdują - ale za to żerują w najlepsze. ;)
W maju/czerwcu mają używanie na czereśniach - których im nie bronimy, bo i tak mamy ponad własne potrzeby.
Nawet teraz, jakiś szpak maruda, który zazimował sobie w okolicy, podjada w towarzystwie kosa resztki pokarmu dla sikorek, osypane na trawnik z karmideł umieszczonych na gałązkach.
A o sikorki tradycyjnie dbamy - bo i one dbają o nas.
Poza tym, że frajda dla oczu - dokarmianie sikorek na stałym i dobrze zaopatrzonym stanowisku -
- odciąga ich uwagę od uli, gdzie zimą mogą narobić sporych szkód...
Odpowiedz
#15
No i szpaki przyleciały, skoro świt była parka, a teraz jest ich coraz więcej:).
Kosówka w szpalerze dojazdowym, ma się dobrze na razie nic jej nie obżera, no może poza właścicielem który troszkę podskubuje, bardzo delikatnie na wiosnę - później jest świetny syropek:D.
O jednym zwierzaku zapomniałem a działanie jego jest bardzo istotne - bóbr rozrabiaka - na szczęście udało mi się ochronić w ostatniej chwili piękną sosnę piętnastoletnią (musiałem pień osłonić blachą), przeze mnie posadzoną, natomiast krzewy nad rowem skasował całkowicie poza czarnym bzem, nielubi czy co :niewiem:. Czeka mnie walka o przelot pod drogą który pewnie będzie próbował zatkać :(.
Lech
Odpowiedz
#16
Kurczę pieczone... masz nawet służbowego bobra.

Poddaję się! :D
Odpowiedz
#17
Hmm, bobra z chęcią oddam nawet za dopłatą :D.
A na poważnie nad Zalewem sporo drzew jest powalonych lub mocno nadgryzionych przez te zwierzaki, drzewa o obwodzie 2m albo i większe, nie są dla nich żadnym problemem :(, prócz tego czynią szkody w samym wale, który raczej powinien być szczelny:niewiem:, żeby woda się nie przedostawała na łąki:).
Lech
Odpowiedz
#18
@lech.kuba  Jeżeli prawdą jest, że zagnieżdżone w wełnie mineralnej pszczoły jesienią dawały o sobie znać to na pewno nie są to murarki ogrodowe gdyż one kończą swój żywot po złożeniu jaj i ostatnie jakie widać (jeszcze latające) to max połowa sierpnia.
Odpowiedz
#19
Hmm, nie wiem, nie znam się, ale na pewno nie są to szerszenie :diabelek:, są maluśkie i se latają (na razie jeszcze nie), i nawet czasami jak się zeźlą to ugryzą i to boli :D.
Wydawało mi się że murarki bo taki maleńkie, ale jeżeli nie to nie wiem co/kto one są :niewiem:.
Lech
Odpowiedz
#20
Ściółkowali my dziś rabaty pod Permakulturę.
Przydały się gałązki iglaków,
bez litości wyrzynanych w szeroko pojętej okolicy -
- w związku z aktualną gorączką wycinkową....
Maliny w ostatnich dniach już przesadzone na nowe stanowiska.
Winorośl blokująca kompostownik okazałym krzakiem 'altanowcem' -
- 'wczora z wieczora' oddelegowana na zaszczytną placówkę zagraniczną -
- czynić będzie przepisowy łamacz wiatru (i serca wścibskich sąsiadów :D) -
- na nawietrznej naszej mini-pasieki.
Agrest i porzeczka - z tzw 'odzysku dobrosąsiedzkiego' -
- nasadzone w ub roku na tzw 'ostatnią chwilę' metodą 'ryzyk fizyk' -
- jednakowoż przeżyły, przyjęły się nader ładnie i już startują im pąki.
Pigwowiec zaczyna otwierać listki...

Wiosna, wiosna...
Wiosna - ach! To Ty...

:)



Skocz do: