Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Hibiscus sabdariffa
#1
Witam po pewnej przerwie. Wlasnie wyprodukowalem bardzo smaczne wino z malwy sudanskiej, ktora tu w Meksyku jest bardzo popularna (Nazywa sie Flor de Jamaica czyli Kwiat Jamajki). Wywar z tego kwiatu schladza sie i slodzi i wychodzi pyszny napoj (z tego co czytalem w Internecie w ten sam sposob spozywa sie w Egipcie. Niewiele sie zastanawiajac przegotowalem 100 gramow suszu, wlalem do baniaka 10litrowego, przegotowalem jeszcze raz ta malwe, znow do baniaka, kilo cukru, dopelnilem woda do 2/3 do tego drozdze. Po tygodniu 1.25 kg cukru, pozywka i wody prawie do pelna. W 2 tygodnie bylo gotowe i wysmienite w smaku. Podczas imprezy zeszlo wszystko. Nie potrzeba bylo trzymac tego miesiacami w butelkach. Pieknie pachnie czerwonym winem, w smaku troche przypomina sangrie.
Nie wiem czy w Polsce mozna kupic ten kwiat, moze ktos sprawdzi, a jak tak to serdecznie polecam.
Odpowiedz
#2
Dodam ze z baniaka serwowalem gosciom. Wyszlo slodko-kwaskowe, SUPER!
Odpowiedz
#3
Heh. Dałeś czystą malwę czy zmieszałeś z inną herbatą? Bo znam malwę tą z Egiptu i wydaje mi się zbyt ostra. Zastanawiałęm się nad winem z malwy + innej herbaty.

Hmmm. muszę to przemyśleć. Za 3 tygodnie wylatuję do Egiptu, a tam malwę na kilogramy można kupić praktycznie wszędzie.
Odpowiedz
#4
Dalem sama malwe. I naprawde wyszlo zawodowo.
W miedzy czasie troche eksperymentowalem z nastepnymi baniakami np. Do baniaka wrzucilem troche suchych kwiatow malwy i niestetety wino troche wali ziemia. Ale i tak sie nie zmarnuje ;) A kolejny eksperyment to taki ze zamiast dac 100 gr malwy dalem podwojnie, moze bedzie lepiej niz za pierwszysm razem. :)
Ciekaw jestem czy malwe sudanska mozna dostac w polsce w czystej postaci a nie w herbatkach.
Pozdrawiam.
Q.
Odpowiedz
#5
Zapomnialem dodac: nie dawalem zadnych cytryn ani kwaskow bo malwa sama w sobie jest dosc kwasna. Przy okazji poczytalem o niej i wychodzi na to ze jest bardzo zdrowa, oczyszcza organizm, obniza cisnienie, etc.
Odpowiedz
#6
Super! też spróbuje. Byłem dwa lata tamu w Egipcie i przywiozłem spory worek suszu hibiscusowego który zalega w szafie. Po zaparzeniu mam "fusy" wrzucić do balona? czy może nastrawić samą "herbatkę"?
Odpowiedz
#7
Ja nastawialem herbatke, jednak wpadlo mi do baniaka troche przegotowanych "fusow". I to wcale nie zaszkodzilo. Ale UWAGA, powtarzam: Nie wrzucajcie nieprzegotowanych kwiatow bo winko bedzie zalatywac ziemia i juz nie bedzie takie dobre.
U mnie sie zrobilo w 2 tygodnie bo mam takie upaly ze ledwo z domu mozna wyjsc, w Polsce bedzie pewnie odpowiednio wolniej.
facet123, tak sobie mysle ze przez 2 lata ten susz mogl utracic troche aromatu, wiec moze daj go troszke wiecej.
Zachecam do produkcji wina z hibiscusa i czekam na wasze wrazenia.
Odpowiedz
#8
Pomysł mnie zaciekawił - mam kilka pytań.

Czy dawałeś pożywkę (nie wpominałeś o tym, a dodanie wydaje się raczej sensowne) ?

Chciałbym trochę podrążyć temat cukru - jak dobrze liczę, to dałeś w sumie 2.25 kg cukru na 10 l i wino wyszło słodko-kwaskowe. Teoretycznie z tego powinno wyjść 13-14% wytrawne. Dosładzałeś po skończeniu fermentacji ? Czy fermentacja stanęła się na niższym % ?
Wypytuję o to szczegółowo, bo podejrzewam, że fermentacja stanęła dość wcześnie (może z powodu upałów....), i być może właśnie dlatego to winko jest takie fajne, że jest lekkie. Boję się, że w naszych chłodnych warunkach taki nastaw dociągnie do 14% i nawet po dosłodzeniu będzie nie do wypicia (za mało ekstraktywne na taką moc).

I jeszcze jedno - próbowałeś hibiscus z rodzynkami ?
Ja kiedyś przymierzałem się do takiego nastawu, ale skończyło się na herbatce wieloowocowej z rodzynkami (półsłodkie, 13-14%, jeszcze dojrzewa, zapowiada się nieźle) - też polecam, zwłaszcza w okresie braku świeżych owoców.
Odpowiedz
#9
Rzeczywiscie, moj post byl troche niedokladny, a wiec uscislam:
Pozywke dalem.
Wino rzeczywiscie bylo slodkie, niesklarowane, wiec fermentacja sie nie zakonczyla. Nastawilem nastepne baniaki i teraz bede bardziej cierpliwy.
Rodzynek nie dawalem bo mam z nimi niespecjalne doswiadczenia, zawsze jak dawalem rodzynki to wino potem mialo jakis dziwny zapaszek, jakby kwasno-kiszony. Jak podejrzewam ten zapaszek sie ulatnia podczas dlugotrwalego lezakowania, ale jakos nigdy nie mam cierpliwosci zeby czekac miesiacami.
Odpowiedz
#10
Zerknijcie proszę na http://www.wino.org.pl/forum/showthread.php?tid=3035 - opisuję tam swoje problemy z kwasowością wywaru z hibiskusa.

BTW: Zrobiłem dwa bardzo małe (po 2l) nastawy testowe - jeden z przegotowanymi kwiatami a drugi bez. Zobaczymy co z tego wyjdzie i który będzie lepszy ;).
Odpowiedz
#11
Nie wytrzymałem i skosztowałem fermentującego wina - jak pisał Quetzal - po 2 tygodniach fermentacji. Wino oczywiście dalekie jest od stanu gotowego - nadal sobie bulka, w smaku jest jeszcze słodkie (Blg nie mierzyłem - zmierzę za 4 tyg).
Ale w smaku jest rewelacyjne. Zdecydowanie można je porównać do dzikiej róży - ma podobny aromat. Zapowiada się świetnie.
Ech, jak dobrze, że mam jeszcze ponad 1kg suszonego hibiskusa ;).
Odpowiedz
#12
Taki forumowicz jak ja (30 postow) czuje sie naprawde zaszczycony kiedy moze "natchnac" swoim przepisem http://www.wino.org.pl/forum/showthread.php?tid=3035 kolege z duzym stazem na forum.
Musze wyjasnic kilka kwestii odnosnie wina z "jamajki" jak to ja je okreslam w zwiazku z terminologia panujaca w moim kraju zamieszkania, czyli w Meksyku.
Po pierwszym nastawie i spozyciu (pare postow wyzej) euforycznie podzielilem sie z wami przepisem. Rzeczywiscie wino zostalo spozyte kiedy jeszcze fermentowalo, jednak pomimo metnosci goscie byli tak zachwyceni smakiem i aromatem ze zeszlo 10 litrow. Dodatkowo dodam ze wino "zniewalalo" bardzo szybko.
Skromnie dodam ze mam tu dosc obfite zycie towarzyskie i kiedy moi meksykanscy znajomi dowiedzieli sie ze pedze wino (zupelna nowosc tutaj, nikt nie pedzi) zycie towarzyskie zwiekszylo obroty (kumple od kieliszka, ktos juz kiedys poruszal na forum ten temat, jak odstraszyc ludzi kiedy dowiedza sie ze pedzisz, etc).
No ale nic, zamiast odstraszac zwiekszylem na razie mozliwosci produkcyjne bo ludzie fajni. Ale zawsze schodzilo jeszcze wino fermentujace, nastawilem ryz ze sliwka wegierka i sypnalem przypraw na oko (polecam bez cytryn) i poszlo po 20 dniach i rzeczywiscie bylo bardzo smaczne. Zostalem miejscowym Bogiem.
Ale wracajac do wina z hibiscusa. Postanowilem wzorem polskich kolegow wytrzymac i poczekac az wino z czasem nabierze nadzwyczajnego smaku. Nastawilem dwa balony wina z jamajki. 2 wersje, roboczo nazwane:
1. "Jamaica normal" (normalna jamajka) czyli 100 gramow suszu gotowanego przez 20 minut i zalanego w baniaku aby dopelnic (razem z cukrem) do 10ciu litrow. (Nastawiona 18 kwietnia)
2. "Doble Jamaica" (czyli podwojna jamajka), 200 gramow suszu zastosowanych jak wyzej. (Nastaw z 8 kwietnia)
Do tego sypnalem pozywki na oko, ale nie zalowalem (nie mam zadnej aparatury mierniczej).
A teraz konkluzje:
Obydwa wina przestaly zupelnie fermentowac odpowiednio 1.) 10 dni temu i
2.) 20 dni temu
(dane z dzis czyli 28 maja)
Byly obciagane i przenoszone do czystych balonow 2 razy.
Obecnie na dnie kazdego znajduje sie troszeczke osadu, mysle ze jeszcze jeden obciag i gotowe.
Dzis w nocy przeczytalem post kolegi dega, podszedlem do balonow, sprobowalem i konkluzje sa niezadowalajace:
Doble jamaica jedzie w smaku i zapachu jakby piwnica, czy tez stechlizna. Mysle ze to najlepsze porownanie. Obcna jest tez lekka gorzkosc.
Normal Jamaica jest lepsza, ale tez obecna jest "stechlizna" i o wiele mniejsza gorzkosc.
Musze dodac ze w balonach zostaly resztki plywajacych kwiatow, niewielkie ale zostaly (nie stosowalem sita ani rurki, po prostu przelewalem). Moze to dlatego efekt jest niezadowalajacy. Wino pachnie tak jak wtedy kiedy zrobilem z nieprzegotowanych kwiatow.
Nie mam wyksztalcenia chemicznego wiec dywagacje dega na temat kwasowosci sa dla mnie dosc enigmatyczne, mam jakie takie pojecie z liceum na temat mierzenia kwasowosci papierkiem lakmusowym ale nie w praktyce, dodam jedynie ze baniaki byly owiniete gazeta ale z gory otrzymywaly pewna dawke swiatla. Przy pierwszym przelewaniu do czystego baniaka pierwszy strumien wina mial zabarwienie fioletowo-niebieskie, inne niz normalny (czerwono-purpurowy) wywar z jamajki.
Nie wiem co robic, pewnie jutro przeleje do czystych baniakow i doslodze, zlikwiduje plywajacy kwiat (znikoma ilosc) i odstawie na jakis czas.
To co mnie nurtuje to wysmienity smak i aromat po 2 tygodniach. I dobra moc. W polsce przy chlodniejszym klimacie podejrzewam ze bedzie troche dluzej.
W kazdym razie jutro nastawiam nowy balon, bedzie to jamaica normal (100 gramow na 10 litrow plynu) i zamierzam zabic drozdze mniej wiecej przy 20tym dniu.
A propos, naszukalem sie straszliwie tu w meksyku zeby znalezc skladniki do produkcji wina. Istnieje tylko jeden sklep w kraju ktory sprzedaje takie rzeczy, ale sprzedaje raczej masowo dla masowych wytworcow (zaden Biowin dla minimalistycznych amatorow). Dzieki postkomunistycznym i polskim zdolnosciom wchodzenia w uklady udalo mi sie przekonac prezesa zeby mi sprzedawal "ludzkie" ilosci.
Nabylem wielce interesujacy produkt ktory w 24 godziny zabija drozdze i co wiecej powoduje klaryfikacje wina w tym samym czasie (5 litrow na dobe). Jest on ponoc zupelnie naturalny, zero chemii, a nazywa sie toto "Actistab" i jest rozprowadzany przez firme DSM Food Specialties, obecna rowniez w Polsce jak widzialem na ich stronach internetowych. Maja tez jakies tam ultra-drozdze co podobno gonia jak nienormalne, moze mi sprawdzicie w polsce jak to wyglada, bo wszyscy pisza tylko o biowinie.
Ale tak sobie myslalem, jakby wykonczyc te drozdze w jamajce, nie wiem, w 20tym dniu jak wino jest fajne to moze mozna by otrzymac dobre rezultaty.
W lekko odmiennym stanie
Qzl
Odpowiedz
#13
Tyle sie naczytalem o bentonicie i ze zmienia smak i ze jest szkodliwy, etc, moze wspomniany wyzej preparat bylby zlotym srodkiem. U mnie sklaryfikowal wszystkie wina w zadziwiajacym czasie 24 godzin (ponoc tylko sluzy do zabicia drozdzy). Tak szybko ze nie chcialo mi sie wierzyc ze ludzie czekaja miesiacami.
Odpowiedz
#14
to weź daj linka do tego produktu, jak możesz, bo ja juz doszedlem tu ( http://www.dsm-oenology.com/en/html/index.html ) ale znalesc go nie moge. :(
Odpowiedz
#15
Niestety, raczej sie nie pobawicie Actistabem, wpsialem w googlu i oto co znalazlem:
Natamycin (Actistab, Natamax, Pimaricin): This fungicide is generally used in the bottling of semi-sweet wine to prevent re-fermentation in the bottle. Natamycin kills Brettanomyces when used at a concentration of 20 mg/L. It is important to note the use of Natamycin in certain countries is legal, however it's use in wine is illegal in the European Union. It is strictly prohibited to export bottled wine containing Natamycin to the EU.

Natomiast DSM ma oddzial w Polsce:
DSM Food Specialties
Ul. Ryzowa 88
02-495 Warsaw
Poland

Tel.: +48 22 867 8348
Fax: +48 22 723 0676

E-mail: Info.Beverages-Polska@dsm.com

Moze sie ktos zainteresuje, ja u nich kupilem tez drozdze "Fermvin" z ktorych jestem bardzo zadowolony. Podobno maja tez drozdze ktore pracuja do 40% szybciej niz normalne.
Odpowiedz
#16
Wino zlewam do czystych baniakow i jest poprawa. Smierdzi o wiele mniej (mysle ze to chyba martwe drozdze).
Odpowiedz
#17
Cytat:Wysłane przez Quetzal
It is important to note the use of Natamycin in certain countries is legal, however it's use in wine is illegal in the European Union. It is strictly prohibited to export bottled wine containing Natamycin to the EU.
Na prosty chłopski umysł Natamycin jest antybiotykiem (i fungicydem też). Śladowe jego ilości w winie prawdopdobnie mogą doprowadzić do odporności szkodliwych drobnoustrojów w naszym organiźmie na daną grupę antybiotyków. W konsekwencji utrudni to leczenie ewentualnych występujących infekcji.
Dodatkowo myślę, że może doprowadzić do zakłóceń w normalnej florze bakteryjnej jelit i w konsekwencji do biegunek i innych problemów z przewodem pokarmowym.

Dodając do tego wszystkiego powyższą notkę - cytat Quetzala o nielegalności stosowania w Unii Europejskiej, myślę że nie warto stosować tego środka.
Wino ma mieć walory zdrowotne, a nie zdrowiu zagrażać.

Mój post oczywiście to moje zdanie oparte na przemyśleniach własnych a nie na wiedzy medycznej, więc mogę się mylić. Ja jednak ryzykował nie będę.
Odpowiedz
#18
Tym razem po miesiącu skosztowałem delikatnie jeszcze fermnetującego wina. Jest wspaniałe!

Przypomnę tylko, że robiłem dwa małe, testowe nastawy:
1) 20g malwy + 2 l wody, zagotowane i fermentowane przez 2 tygodnie z przegotowanymi kwiatami
2) 20 g malwy + 1l wody, następnie zagotowałem ponownie malwę z kolejnym 1l wody. Odcedziłem kwiaty i fermentowałem.

Po miesiącu obydwa wina mają wyraźny, choć niezbyt obfity osad drożdżowy na dnie, zdecydowanie zaczęły się już klarować - założę się, że za kolejny miesiąc to będzie kryształ.
W winie sporo jest oczywiście jeszcze CO2, zapach ciekawy, choć jeszcze solidnie drożdżowy, natomiast smak...
W smaku obydwa wina są super. Wino fermentowane bez kwiatów jest bardziej kwaskowate i bardziej wytrawne zarazem. Drugie wino to po prostu poezja smaku. Brzoskwinie, maliny, wiśnie (potwierdza to nieco "sangrię" Quetzala). Ech. Zrobię w tym roku z 100l takiego wina. Ono po prostu nie może nie smakować ;). Ciekawe jakie będzie za rok.

Quetzal - masz świetny przepis, uzbrój się jednak w więcej cierpliwości - po miesącu wino jest dużo lepsze, a to przecież jeszcze naprawdę bardzo młode wino. Fermentacja z przegotowanymi kwiatami wzbogaca nieco aromat.
Odpowiedz
#19
deg, Quetzal - byl jakis ciag dalszy Waszych przygod z hibiscusem?
Odpowiedz
#20
No właśnie - zima się zbliżą... Zaczyna brakować materiału.
Odpowiedz
#21
Właśnie zwolnił mi się 15-litrowy balon więc i ja postanowiłem spróbować z dawna planowanej przygody z hibiskusem. Zamierzam nastawić 13l wina. Dzisiaj zagotowałem (przez 10 minut) 150g malwy z 8l wody i 2kg cukru. Koszt surowca jest znikomy, w sklepie zielarskim 50g kosztuje 2.20zł.
Dla pewności, a może z nudów, nastawiłem matkę drożdżową z 2.5g drożdży aktywnych Fermivin i części nastawu. W tej chwili ładnie się pieni. Jutro rano zamierzam wlać ją do reszty, dodać 7g pożywki, a po jakimś czasie dopełnię do zakładanych 13l wodą z jeszcze 2kg cukru.
Zamierzam zatrzymać fermentację siarkowaniem przy 5 blg, co powinno dać półsłodkie wino o mocy ok. 13%. Drożdże będą pracować w minimalnej dla nich temperaturze 15 st. C, co powinno pozwolić maksymalnie zachować owocowe nuty o których wspominali deg i Quetzal.
Postaram się na bieżąco informować o postępach.
Odpowiedz
#22
Cytat:Wysłane przez Crazy_Cat
Dzisiaj zagotowałem (przez 10 minut) 150g malwy z 8l wody i 2kg cukru. Koszt surowca jest znikomy, w sklepie zielarskim 50g kosztuje 2.20zł.

O rany! Naprawde mozna to kupic w Polsce? Czyli nie musze wiezc kilogramow z Meksyku? A swoja droga, ja juz z niczego innego nie pedze tylko z malwy. Polecam dodac skorke od cytryny.
Odpowiedz
#23
Można, można - i to bez większego problemu. Dzisiaj dałem 2-gą ratę cukru i przy okazji spróbowałem nastawu. Mimo znacznej słodkości (14blg) mogę ze zadziwieniem stwierdzić, że to wino wcale nie przypomina wina kwiatowego, a raczej owocowe. Skórki z cytryny na razie nie dodam - chcę zrobić czyste. Może następnym razem...
Odpowiedz
#24
Moje jest juz krystaliczne i w niedlugim czasie trafi do butelek. 100g hibiscusa na 10l wody. Powstalo z suszu hibiscusa zawierajacego niewielki dodatek DR. Smak jest jeszcze mocno niesharmonizowany. W tej chwili zastanawiam sie nad tym, czy - i w jakiej ilosci - je doslodzic.

Jedno co nastepnym razem zmienie - to jego moc. Moje ma ok. 13-14% i psuje to jego lekkosc. Nastepne nie przekroczy 10% - ma byc leciutenkie :D
Odpowiedz
#25
Chciałem tylko delikatnie zaznaczyć, tak na wszelki wypadek, że malwa czarna (zwana malwą) i malwa sudańska (zwana hibiskusem) to trochę nie do końca to samo...
Odpowiedz



Skocz do: